וואלה"הדברים הללו שקריים לחלוטין" | תגובת דובר צה"ל באנגלית לסרט "נז"א"CNN Türkİngiltere’de Hull City rüzgarı: Premier Lig'de kalıcı olacağını gösterdiInquirerPCG searches for fisherman after boat found burning off BatangasThe Jerusalem PostIsrael attacks only when attacked - and the Jordanian border is proof - opinionESPNFantasy buzz: Two Panthers? Ashton Jeanty?! The scoring leaders after SNFPunchSouth Korea interim coach denies using ChatGPT to prepare for matchesBollywood HungamaEXCLUSIVE: Anya Singh bags Vikram Bhatt’s 1920: Cold Winter; reunites with Ahan Shetty after Border 2한겨레AI 개발 경고음…영국 국왕, AI기업 경영진과 이번주 회담SözcüPetrol fiyatları çileden çıkardı: Komşuda halk, sokakları yaktıUOLInteligência de Seul investiga se ditador da Coreia do Norte tem um 3º filhoSouth China Morning PostHimalayan ‘glacier bankruptcy’ threatens water security for 2 billion in AsiaSky TG24Amazon sospende voli società che gestiva cargo precipitato a Miami
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, September 14, 2026

Pierwszy prawdziwy alarm w ich życiu. A uciekać nie ma dokąd

Translate
  • Pierwszy raz w życiu usłyszeli prawdziwy alarm, a SMS kazał im się ukryć w bezpiecznym miejscu. Pan Bogusław z Włodawy mówi Wirtualnej Polsce, że nie miał zielonego pojęcia, gdzie takie miejsce jest i czy w ogóle istnieje.
  • Pani Małgorzata napisała córkom mieszkającym za granicą, żeby nie wracały do domu. Plecak ewakuacyjny spakowała już dawno. Pies jej brata zaczął wyć, zanim odezwały się syreny.
  • Dron uderzył 800 metrów od przejścia w Dorohusku, kilka godzin później drugi trafił w lokomotywę pociągu z Kijowa do Warszawy. W gminie nie ma ani jednego schronu - tylko szkoły, urząd i ośrodek zdrowia, dopiero przystosowywane na miejsca doraźnego schronienia.

Rosjanie uderzyli tuż przy polskiej granicy. W Dorohusku mieszkańców obudziły błyski i huk, a chwilę później - pierwszy w historii miejscowości realny alarm z syreną modulowaną. Dron trafił w ciężarówkę stojącą obok stacji paliw po ukraińskiej stronie, około 800 metrów od przejścia granicznego, przez które biegnie główny szlak z Polski do Ukrainy. Kilka godzin później drugi dron uszkodził lokomotywę pociągu jadącego z Kijowa do Warszawy - dwa kilometry od granicy. Dwa uderzenia w ciągu jednej nocy, oba w zasięgu wzroku z Polski.

Dorohusk
Niedzielny poranek w Dorohusku. Ulice świecą pustkami © WP

Wójt gminy Wojciech Sawa odebrał tej nocy kilka telefonów od zaniepokojonych mieszkańców. Błysk na niebie pierwsza zauważyła jego żona.

- Jak dzisiaj rano łupnęło, to słychać było mocno. Szyby zadrżały w oknach (…) Nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, co się stało. To było dla nas coś nowego. Te syreny, sygnał modulowany, pojawiły się po raz pierwszy - mówi WP wójt Wojciech Sawa.

Niepokój w Dorohusku narastał od kilku dni. W czwartek około 6.15 mieszkańcy usłyszeli syreny wyjące po ukraińskiej stronie granicy - alarm ogłoszono tam, nie u nich. W nocy z soboty na niedzielę syreny zawyły po raz pierwszy w Dorohusku.

Syreny obudziły pół Lubelszczyzny

Jeszcze przed świtem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało o poderwaniu polskich myśliwców w związku z rosyjskim atakiem na Ukrainę. Po godzinie 4 syreny zawyły w Chełmie oraz w powiatach włodawskim, łęczyńskim, świdnickim, chełmskim i krasnostawskim. Na telefony przyszły alerty RCB o zagrożeniu z powietrza z poleceniem ukrycia się w bezpiecznym miejscu. Dla większości mieszkańców Lubelszczyzny był to pierwszy prawdziwy alarm w życiu.

- Najpierw zawyły syreny, dopiero po kilku, kilkunastu minutach przyszły alerty. Obudziłam syna i męża. Pozbierałam rzeczy: torebkę, dokumenty, latarki. Żeby w razie czego móc uciekać. Potem przyszło odwołanie - mówi WP pani Ewa z Chełma.

Syreny zawyły w Dorohusku, Chełmie i Włodawie
Syreny zawyły w Dorohusku, Chełmie i Włodawie © WP

We Włodawie nie wszyscy wiedzieli, gdzie szukać schronienia.

- Wycie syren obudziło mnie punktualnie o czwartej. Wyszedłem na balkon. Oprócz syren słychać było jednostajny wibrujący dźwięk. Nie mam pojęcia, co to było, może jakiś samolot krążący nad miastem. Zaraz zaczęły przychodzić powiadomienia na telefon. Pierwszy raz dostałem SMS, żeby się ukryć w bezpiecznym miejscu. Tyle tylko, że nie mam zielonego pojęcia, gdzie i czy w ogóle we Włodawie takie miejsca są - mówi WP pan Bogusław. - Dzień wcześniej tuż za granicą, po drugiej stronie Bugu, słychać było serię wystrzałów i wybuchów.

Do frontu 800 kilometrów, do drona 800 metrów

W niedzielę ulice Dorohuska - a mieszka tu niespełna 500 osób - świecą pustkami. Ludzie zostali w domach. Mało kto ma ochotę rozmawiać o tym, co wydarzyło się w nocy. Do Warszawy jest stąd 230 kilometrów, do Kijowa 480, do najbliższego odcinka frontu ponad 800. Do miejsca, w którym w nocy uderzył dron - osiemset metrów.

- Czasami, jak się przystanie z sąsiadką, to się wraca do tematu, że w niebezpiecznym miejscu żyjemy - mówi WP pani Małgorzata.

Pani Małgorzata plecak ewakuacyjny spakowała dawno temu. - Bo lepiej być zabezpieczonym
Pani Małgorzata plecak ewakuacyjny spakowała dawno temu. - Bo lepiej być zabezpieczonym © WP

Jej córki mieszkają za granicą. Za tydzień miały przyjechać do domu.

- Powiedziałam im: gdyby się cokolwiek tutaj rozwinęło, to wy nie wracajcie. Na razie są tam w bezpiecznym miejscu, a tu nie wiem, co może się dziać - mówi pani Małgorzata. O tej nocy pamięta jeszcze jedno. Pies jej brata zaczął wyć, zanim odezwały się syreny. - Zwierzęta czują.

- Przyzwyczailiśmy się do wieści, które napływają z Ukrainy. Nie jest to przyjemna sprawa, ale co zrobimy? Cały czas zdaję sobie sprawę, że może być taki moment, że będziemy musieli stąd uciec - mówi pani Małgorzata. Plecak ewakuacyjny przygotowała z córkami już dawno. - Bo lepiej być zabezpieczonym - tłumaczy.

Kilka domów dalej mieszka pan Henryk. Wybuchy słyszał już wcześniej, ale ten w nocy brzmiał inaczej. - Byłem w wojsku, to inaczej wybuchy wyglądały - kiwa głową. W środku nocy obudził go huk, na niebie zobaczył błysk. Po ósmej rano usłyszał kolejny wybuch.

"Gdzie mam uciekać? Do piwnicy?"

Uciekać podczas kolejnych alarmów nie zamierza. - Gdzie mam uciekać? Do piwnicy? Jakby walnęło, to i w piwnicy nie ma żadnego zabezpieczenia - tłumaczy. Wie, że część sąsiadów się przestraszyła. Ale w Dorohusku, jak mówi, nie ma miejsca, w którym dałoby się poczuć naprawdę bezpiecznie.

Pan Henryk zwraca uwagę na brak schronów w gminie
Pan Henryk zwraca uwagę na brak schronów w gminie © WP

Henryk ma rację. Schronów w gminie nie ma.

- Nie dysponujemy schronami. Mamy budynki, które przystosowujemy na miejsca doraźnego schronienia: dwie szkoły, pałac Suchodolskich, urząd gminy i ośrodek zdrowia - mówi WP wójt Wojciech Sawa.

Nie każde miejsce schronienia jest schronem. Schron to konstrukcja odporna na falę uderzeniową, z hermetycznymi drzwiami i własną wentylacją. Ukrycie ma zatrzymać odłamki. Miejsce doraźnego schronienia to zwykły budynek, wskazany na wypadek zagrożenia - piwnica, szkoła, urząd. W gminie Dorohusk są tylko takie.

Wybuchy słyszeli też ukraińscy kierowcy czekający na odprawę. Ołeksandr spał w kabinie, gdy huknęło - a jego ciężarówka zatrzęsła się cała. Schronienia nie szukał. - Nic nie zrobisz, jak atakują - mówi.

Tak samo Stepan, który jedzie do Kijowa. Uważa, że to, co stało się w nocy, jest początkiem czegoś, a nie końcem.

Stepan jedzie do Kijowa. Wybuch usłyszał, czekając na odprawę
Stepan jedzie do Kijowa. Wybuch usłyszał, czekając na odprawę © WP

- To jeszcze nie koniec, to dopiero początek. Mówili wam, że będą prowokacje. Przylecą - może tu, może tam - pokazuje ręką kierunki. - Ruski nie chce miru (pokoju - red.), chce wojny. Sami widzicie, co się dzieje. Dużo ludzi ginie, dużo dzieci.

Ciężarówki w kolejce do przejścia w Dorohusku. W nocy odprawy stanęły na godzinę
Ciężarówki w kolejce do przejścia w Dorohusku. W nocy odprawy stanęły na godzinę © WP

W niewielkim domu niedaleko granicy mieszka dziewięcioro uchodźców z Ukrainy. Przyjechali niedawno, są wśród nich starsze osoby. Pochodzą m.in. z Doniecka i Kijowa.

Wasyl opowiada, że gdy huknęło, cały dom zaczął się trząść. Nie chowali się - wiedzą, że zwykły dom nie ochroni przed bezpośrednim uderzeniem. Liczą, że NATO pomoże Ukrainie. Sojusz jest tu obecny od roku - po tym, jak we wrześniu 2025 r. rosyjskie drony wleciały nad Polskę, ruszyła operacja Eastern Sentry, w ramach której nad wschodnią flanką stale krążą samoloty państw NATO. Nie zawsze to wystarcza. Pod koniec lipca na Lubelszczyźnie, niedaleko Tarnawy-Kolonii, spadła rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 z dużym ładunkiem wybuchowym. Poderwano wtedy dwa polskie F-16.

Wasyl i pozostali uciekli do Polski przed wojną. Tej nocy wojna dogoniła ich za Bugiem
Wasyl i pozostali uciekli do Polski przed wojną. Tej nocy wojna dogoniła ich za Bugiem © WP

W nocy stanęły odprawy. Rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Dariusz Sienicki przekazał, że wstrzymano je na wszystkich polsko-ukraińskich przejściach na Lubelszczyźnie - w Dorohusku, Zosinie, Hrebennem i Dołhobyczowie. Ruszyły po godzinie i w niedzielę przejścia działały już normalnie. - Pasażerowie zostali ewakuowani do bezpiecznych miejsc - mówi WP rzecznik NOSG.

Przejście w Dorohusku. Dron uderzył 800 metrów stąd
Przejście w Dorohusku. Dron uderzył 800 metrów stąd © WP

Rano w Dorohusku wszystko wróciło na swoje miejsce. Ciężarówki ruszyły w stronę granicy, odprawy poszły dalej.

- Obawy są. Ta noc na pewno wiele rzeczy zmieniła - mówi wójt Wojciech Sawa. W poniedziałek urząd otworzy się dla mieszkańców, dzieci pójdą do szkoły. - Nie można dać się zwariować. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co się wydarzy. Musimy funkcjonować.

Pani Małgorzata ujęła to prościej. - Jakby człowiek umiał przewidywać, to by sobie poduszkę podłożył, gdy upada, żeby nie bolało.

Co robić, gdy zawyją syreny

W Polsce obowiązują dwa sygnały. Ogłoszenie alarmu to modulowany dźwięk syreny trwający trzy minuty. Odwołanie - dźwięk ciągły i jednostajny, również przez trzy minuty. Alarm trwa do chwili, gdy usłyszymy ten drugi.

Gdzie się ukryć - to zależy od tego, gdzie mieszkamy. Prawo zna dwie budowle ochronne. Schron daje najwyższą ochronę: hermetyczne drzwi, własną wentylację, odporność na falę uderzeniową. Ukrycie jest prostsze, ma zatrzymać odłamki. Osobną kategorią są miejsca doraźnego schronienia - zwykłe budynki i piwnice, wskazane na wypadek zagrożenia. W wielu gminach na wschodzie kraju, w tym w Dorohusku, dostępne są wyłącznie takie.

Gdzie znajduje się najbliższy punkt schronienia, sprawdzimy w bezpłatnej aplikacji Państwowej Straży Pożarnej "Gdzie się ukryć". Działa w przeglądarce, a po pobraniu danych dla swojej gminy - także bez internetu. W bazie jest ponad 70 tysięcy obiektów: piwnice, tunele, garaże podziemne, przejścia.

Sprawdzić to trzeba wcześniej. Po ogłoszeniu alarmu nie ma już na to czasu.

Jeśli w pobliżu nie ma żadnego z tych miejsc, w domu schodzimy na najniższą kondygnację. Jeśli to niemożliwe, obowiązuje zasada dwóch ścian: wybieramy pomieszczenie bez okien, oddzielone od zewnętrznej elewacji dwiema pełnymi ścianami. Pierwsza może przyjąć siłę wybuchu, druga chroni przed odłamkami. Najczęściej jest to łazienka albo korytarz.

Na zewnątrz wchodzimy do najbliższego budynku - sklepu, szkoły, klatki schodowej. Potem włączamy radio, telewizję lub internet i czekamy na komunikaty. Nie wychodzimy przed odwołaniem alarmu, także po to, żeby cokolwiek sfilmować. Nie dzwonimy na numer alarmowy bez powodu.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.