Koniec sporu Błaszczaka z generałem. Polityk musiał wydać oświadczenie
Sprawa, która wstrząsnęła polską armią i sceną polityczną, dotyczy incydentu z 16 grudnia 2022 r. Podczas zmasowanego ostrzału Ukrainy przez Rosję, w polską przestrzeń powietrzną wleciał rosyjski pocisk manewrujący Ch-55. Rakieta przeleciała nad znaczną częścią terytorium kraju i rozbiła się w lesie w miejscowości Zamość pod Bydgoszczą.
Opinia publiczna dowiedziała się o zdarzeniu dopiero ponad cztery miesiące później, pod koniec kwietnia 2023 r., gdy na pozostałości natknęła się przypadkowa osoba jadąca konno. MON wydało wówczas lakoniczny komunikat o znalezieniu "szczątków niezidentyfikowanego obiektu wojskowego".
Publiczny zarzut i prywatny akt oskarżenia
Po ujawnieniu faktu upadku rakiety doszło do otwartego konfliktu na szczytach władzy i wojska. Ówczesny szef resortu obrony Mariusz Błaszczak zrzucił całą odpowiedzialność na Dowódcę Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, zarzucając mu publicznie zaniechanie obowiązków i niepoinformowanie go o naruszeniu przestrzeni powietrznej.
Gen. Tomasz Piotrowski nie pozostawił tych zarzutów bez odpowiedzi i skierował do sądu prywatny akt oskarżenia o zniesławienie. Wojskowy argumentował, że słowa ministra naraziły go na utratę zaufania niezbędnego do pełnienia kluczowej funkcji dowódczej oraz poniżyły w oczach opinii publicznej.
Generał od początku konsekwentnie utrzymywał, że szef MON doskonale wiedział o obiekcie od momentu jego pojawienia się nad Polską. Meldunki o zbliżającej się rakiecie i odczytach polskich radarów miał przekazać ministrowi najpierw oficer dyżurny, a chwilę później potwierdzić sam gen. Piotrowski podczas bezpośredniej rozmowy telefonicznej.
"Ubolewanie" zamiast "przepraszam"
Po latach batalii prawnej obie strony doszły do porozumienia na sali sądowej. Do treści oświadczenia Mariusza Błaszczaka dotarli dziennikarze programu "Czarno na białym" stacji TVN24.
"Wyrażam ubolewanie, że wypowiedzi te zostały odebrane jako godzące w jego dobre imię" – napisał Mariusz Błaszczak w dokumencie kończącym spór.
Jak zauważa TVN24, choć podpisanie ugody formalnie zamyka sprawę w sądzie, w treści oświadczenia byłego wicepremiera i ministra obrony ani razu nie padło kluczowe słowo "przepraszam". Formuła przyjęta przez polityka skupiła się jedynie na subiektywnym odbiorze jego słów przez generała, a nie na jednoznacznym przyznaniu się do błędu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.