Zdumiewające. Słowa papieża we Francji dziś brzmią niemal jak herezja

Przez kilka dni życie polityczne we Francji niemal całkowicie przesłoniła wizyta Leona XIV. Papież spotkał się z wiernymi na stadionie piłkarskim Stade de France. Na Place de la Concorde i Champs-Élysées odprawiona została wielka plenerowa msza. Frekwencja w centrum przekroczyła wszelkie oczekiwania. Awantury pomiędzy francuskimi politykami, spory środowisk politycznych i dziennikarskich w Paryżu zeszły na drugi plan. Tłumy ludzi chciały zobaczyć i usłyszeć papieża z Chicago.
W kraju gruntownie zeświecczonym to jednak spore zaskoczenie. Z badań wynika, że 29 proc. obywateli deklaruje się jako rzymscy katolicy. Zaledwie 8 proc. regularnie uczęszcza do świątyń.
Papież złożył hołd jednemu z założycieli UE
Obok wielkich wydarzeń religijnych w stolicy i pielgrzymki do Lourdes ważnym punktem podróży było Metz, gdzie papież mówił o europejskich korzeniach pokoju i jedności, nawiązując do dziedzictwa Roberta Schumana. W apolitycznej wizycie nie brakowało zatem polityki. Papież podczas spotkania "U źródeł Europy dla pokoju i jedności" w Metz wygłosił przemówienie, w którym oddawał hołd jednemu z ojców założycieli Unii Europejskiej.
To dość niezwykłe, biorąc pod uwagę, że pod hasłem "chrześcijańskich korzeni Europy" roi się dzisiaj od polityków, którzy nienawidzą Brukseli i chcą demontażu Unii Europejskiej. Tymczasem papież, któremu o religijnej przeszłości Europy nie trzeba przypominać, podkreślał, że pomiędzy chrześcijańskimi korzeniami a budowaniem zjednoczonej Europy nie trzeba szukać politycznych napięć. Przeciwnie, gdy papież wspominał Schumana, podkreślił, że polityk chadecki przyczynił się do ukształtowania współczesnej Europy. Cytował zresztą nie tylko św. Benedykta, ale także innego Ojca Założyciela UE, Alcide De Gasperiego. Ba, Leon XIV cytował art. 17 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który zachęca do prowadzenia z Kościołami "otwartego, przejrzystego i regularnego dialogu". To lista daleka od oczywistości.
Dynamit wiary
W czasach, gdy w mediach społecznościowych wszyscy skaczą sobie do gardeł, wzywanie do otwarcia na dialog brzmi dość wywrotowo. I rzeczywiście, Watykan zajmuje obecnie stanowisko, które staje się coraz większym wyzwaniem dla wielu, wielu wiernych.
Generalnie chrześcijańskie nadstawianie drugiego policzka nie jest w modzie. Hejt wylewa sie zewsząd. Gdy liczni Europejczycy znów odkrywają smak szowinizmu, Leon XIV przypomina im o potrzebie szacunku dla imigrantów.
Mało tego, robi to po raz kolejny. W Metz tylko powtórzył swoje słowa z czerwcowej wizyty w Hiszpanii o tym, że godność ludzka domaga się "legalnych i bezpiecznych dróg, ratowania i pomocy, rzeczywistej współpracy w walce z handlarzami ludźmi, skutecznej ochrony ofiar, rzetelnych procesów przyjmowania i integracji oraz polityki, która pozwoli każdej osobie żyć godnie na własnej ziemi".
Papież idzie dalej niż apele o człowieczeństwo i pomoc. W Metz powiedział słuchaczom, że "przyjąć człowieka oznacza włączyć go we wspólnotę niczym do własnej rodziny, dając mu możliwość rozwijania swoich talentów, zdolności i wrażliwości, a zarazem pomagając mu poznać ducha danego domu".
Demaskowanie hipokrytów
W tym miejscu rozchodzą się drogi papieża oraz wielu polityków i ich wyborców, którzy uważają, że "prawdziwe chrześcijaństwo" domaga się od nich stawiania wyższych murów, ścian z zasieków oraz generalnego "dawania nauczki obcym". O "duchu domu" tam raczej nie słychać. Apele Leona XIV nijak się mają do "wartości chrześcijańskich" z wizji skrajnej prawicy. Podobnie Schuman jako wzór dla dzisiejszej Europy wygląda jak płachta na wściekłego byka.
Jednocześnie papież wzywał do zakończenia wojen w Europie. Nikogo nie wymienił, ale podkreślał znaczenie gotowości do "rezygnacji z niektórych stanowisk" dla pokoju. To z kolei nie musi być przekonujące dla osób opowiadających się za stanowczą obroną przed Rosją i zbrojeniami. Leon XIV krytykuje wyścig zbrojeń. I wskazuje Europę jako odrzucającą politykę siły. Gdy wychwala prawo międzynarodowe i multilateralizm, wyraźnie jako przeciwnika ustawia nie tylko rozmaitych watażków, ale także prezydenta Donalda Trumpa.
Leon XIV idzie swoją drogą. Nie chce podobać się żadnej stronie politycznego sporu. Wiadomo, z kim sie nie zgadza, choćby w sprawach bioetycznych. Swoimi przemówieniami demaskuje jednak tych, którzy aktualnie nadużywają chrześcijaństwa dla politycznych celów.
Najbardziej zdumiewa to, że dożyliśmy czasów, gdy papieska pochwała demokracji, równości, praw człowieka czy państwa prawa brzmi niemal jak… herezja. O tempora, o mores!
"Polityczny WF": Baza USA w Polsce. Czy prawica podstawiła rządowi nogę?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.