Hegseth na wylocie? "Idealny kandydat na kozła ofiarnego", Trump zaprzecza
Według agencji Reuters i Axios, w otoczeniu prezydenta Trumpa rozważana miała być możliwość zastąpienia Hegsetha. Dymisja miałaby być próbą politycznego odcięcia się Białego Domu od części odpowiedzialności za wojnę z Iranem, a także zademonstrowania, że administracja wyciąga konsekwencje z wyborczej porażki.
Trump zaprzeczył jednak tym doniesieniom. W wywiadzie dla telewizji ABC przyznał wprawdzie, że odbiera telefony od osób namawiających go do zdymisjonowania szefa Pentagonu, ale zadeklarował, że nie zamierza go zwalniać i ma "pełny zamiar pozostawić go na stanowisku".
Także sam sekretarz wojny odniósł się do medialnych doniesień. Opublikował w mediach społecznościowych nagranie, w którym zapowiada, że "nie zamierza ustąpić". Mówił też o atakach na jego środowisko. Próby wszczęcia wobec niego procedury usunięcia go ze stanowiska nazwał zaś "polityczną farsą".
O los ministra obrony USA pytamy prof. Katarzynę Gruszko, politolożkę z Uniwersytetu Jana Kazimierza w Kielcach. Wskazuje ona, że szef Pentagonu znalazł się w niezwykle trudnym położeniu.
Jeszcze przed wyborami demokraci wskazywali go jako jedną z osób odpowiedzialnych za najpoważniejsze błędy administracji Donalda Trumpa. Pojawiały się publiczne wezwania do jego dymisji, a także zapowiedzi podjęcia próby impeachmentu.
– W obecnej sytuacji Hegseth staje się dla prezydenta niemal idealnym kandydatem na kozła ofiarnego, na którego można przerzucić część odpowiedzialności za niepowodzenia administracji i porażkę wyborczą republikanów. Biorąc pod uwagę dotychczasowy sposób działania Trumpa, zdziwiłabym się, gdyby nie podjął takiej próby. Pytanie jednak, czy poświęcenie sekretarza wojny wystarczy, aby ograniczyć polityczne straty samego prezydenta? – mówi Wirtualnej Polsce.
Jej zdaniem problem Hegsetha polega przede wszystkim na tym, że nie dysponuje on silnym, samodzielnym zapleczem politycznym. A swoim postępowaniem zraził do siebie wiele środowisk, zarówno w siłach zbrojnych i Pentagonie, jak i w świecie polityki.
Był – mówi Gruszko – postacią niezwykle wyrazistą, głośną, a jednocześnie skłonną do brania na siebie odpowiedzialności za kontrowersyjne decyzje. A szczególnie istotna jest tutaj wojna z Iranem, do której rozpoczęcia Hegseth aktywnie przekonywał prezydenta.
Politolożka ocenia, że jeśli dzisiaj przedstawiciele administracji wskazują ten konflikt jako jedną z przyczyn porażki wyborczej, to nawet bez wymieniania nazwiska sekretarza wojny uderzają bezpośrednio w niego.
Hegseth to nie Rumsfeld ani Cheney
Gruszko stawia pytanie o rzeczywiste znaczenie polityczne Hegsetha. I przypomina jego poprzedników na tym stanowisku: Dicka Cheneya czy Donalda Rumsfelda, którzy, jak mówi, byli politykami dysponującymi określonym doświadczeniem, wpływami i własnymi zasobami politycznymi.
Hegsethowi pod tym względem wiele brakuje. Jego pozycja wynikała przede wszystkim z poparcia Donalda Trumpa, który przez długi czas ignorował sygnały krytyczne płynące z różnych środowisk i konsekwentnie go bronił.
Ta zależność może okazać się dla Hegsetha szczególnie niebezpieczna. Jeżeli prezydent uzna, że dalsze utrzymywanie go na stanowisku stanowi polityczne obciążenie, sekretarz wojny nie będzie miał wielu niezależnych sojuszników gotowych stanąć w jego obronie.
Sprawdzian dla republikanów
Zdaniem politolożki, ewentualna próba impeachmentu Hegsetha może stać się również ważnym sprawdzianem dla Partii Republikańskiej. Do skazania i usunięcia go z urzędu potrzebne byłyby także głosy republikańskich senatorów. Byłby to zatem moment, w którym politycy tej partii musieliby odpowiedzieć sobie na pytanie o dalsze relacje z Donaldem Trumpem i ruchem MAGA.
Przypomina, że ruch MAGA (Make America Great Again – hasło wyborcze Trumpa i nazwa nurtu trumpowskich ortodoksów) "jest zjawiskiem politycznym znacznie szerszym niż sam Trump" i niekoniecznie odpowiada tradycyjnemu rozumieniu republikanizmu. Sprawa Hegsetha może więc ujawnić istniejące już podziały między republikanami związanymi z MAGA a bardziej tradycyjnym skrzydłem partii.
– Nie sądzę natomiast, aby ewentualne odejście Hegsetha musiało oznaczać zasadnicze pogorszenie polsko-amerykańskich relacji wojskowych. Nawet jeżeli polski minister obrony zbudował z nim dobre relacje osobiste, należy pamiętać, że to właśnie Hegseth opowiadał się za ograniczaniem amerykańskiej obecności wojskowej i wstrzymywaniem rotacji sił – mówi prof. Gruszko Wirtualnej Polsce.
Polska pozostaje, jak zauważa, ważnym partnerem Stanów Zjednoczonych i dysponuje określonymi atutami we wzajemnych relacjach. Kluczowe jest jednak utrzymywanie kontaktów nie tylko z administracją prezydencką, lecz także z Kongresem i przedstawicielami obu amerykańskich partii.
Ostatecznie bowiem o kierunku polityki bezpieczeństwa USA nie decydują osobiste relacje ministrów, lecz interesy państwowe, układ sił politycznych oraz strategiczne priorytety Waszyngtonu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.