Zełenski ruszył z medialną ofensywą. Moment nie jest przypadkowy
W ciągu zaledwie kilkunastu dni Wołodymyr Zełenski udzielił serii wywiadów dużym zachodnim stacjom telewizyjnym oraz popularnym twórcom internetowym. W wywiadzie dla amerykańskiej stacji Fox News zasygnalizował gotowość do zamrożenia działań wojennych na obecnej linii frontu jako punktu wyjścia do rozmów pokojowych i uzyskania twardych gwarancji bezpieczeństwa.
DLA CIEBIE
Fiat na targach - przegląd modeli i nowości
DLA CIEBIE
Z kolei na łamach CNN przyjął pojednawczy ton wobec Donalda Trumpa, zapewniając, że napięcia między Waszyngtonem a Kijowem nie mają charakteru osobistego, a Ukraina musi dbać o ponadpartyjne wsparcie w USA. Równocześnie stanowczo sprzeciwił się znoszeniu jakichkolwiek sankcji nałożonych na Rosję i apelował o przywrócenie pełnej funkcjonalności wojskowego systemu Starshield.
Niezwykle szerokim echem odbiło się również wystąpienie Zełenskiego w popularnym podcaście "The Diary of a CEO" u brytyjskiego biznesmena Stevena Bartletta. Ukraiński prezydent przekonywał w nim, że Władimir Putin nie zaryzykuje użycia broni jądrowej, ponieważ odcięłyby się od niego Chiny oraz Stany Zjednoczone. Zełenski odniósł się tam także bezpośrednio do krytyki ze strony Donalda Trumpa, który obarczał Kijów odpowiedzialnością za wzrost cen paliw na amerykańskich stacjach w związku ze skutecznymi ukraińskimi uderzeniami w rosyjskie rafinerie.
Wywiad miał także dość osobisty charakter. W rozmowie Zełenski przyznał, że ma problemy ze snem. Zapytany przez gospodarza, jak radzi sobie z ciężarem tego, co się dzieje, odpowiedział: "To trudne. Powiem szczerze: nie śpię. To okropny, nie do zniesienia ból, którego nikomu nie życzę".
Dwa cele Zełenskiego
Medialna kampania Zełenskiego nie jest prowadzona w przypadkowym momencie – ocenia w rozmowie z Wirtualną Polską Borys Tynka, ekspert ds. Ukrainy. – Działania prezydenta należy odczytywać dwutorowo – jako próbę wpłynięcia na debatę w USA oraz przemyślaną taktykę na użytek wewnętrzny – mówi.
– Po pierwsze, jest to ocieplanie wizerunku, bo Zełenski ma sporo za uszami i dobrze wie, że wielu Ukraińców odnosi się do niego krytycznie. Druga sprawa dotyczy tego, co zaczął wyprawiać Donald Trump. Za każdym razem, gdy Trump otwarcie atakuje Zełenskiego i przechodzi na pozycje zbieżne z narracją rosyjską, poparcie dla prezydenta w samej Ukrainie automatycznie rośnie – podkreśla ekspert. Dlatego – w ocenie Tynki – Zełenski idzie za ciosem i próbuje jeszcze bardziej podbić sprzyjające mu sondaże.
Tynka zwraca uwagę, że, kierując swoje słowa do mediów w USA, Zełenski uderza bezpośrednio w czuły punkt amerykańskiej kampanii przed wyborami połówkowymi. Ekspert podkreśla przy tym, że amerykańskie społeczeństwo opowiada się za wysyłaniem wsparcia dla Ukrainy, co kontrastuje z ostatnimi antyukraińskimi wypowiedziami samego Trumpa.
– Zełenski krytykuje Trumpa za porozumienia paliwowe z Putinem czy ograniczenia w dostępie do sieci Starlink. Robi to otwarcie na użytek wewnętrzny w USA, sugerując tamtejszym wyborcom, po której stronie leży racja – dodaje Borys Tynka. Jednocześnie rozmówca Wirtualnej Polski wskazuje, że ukraiński prezydent cały czas prostuje padające z Waszyngtonu słowa obarczające Kijów za wybuch wojny.
NABU i skandale z otoczenia Zełenskiego
Jednoznaczną ocenę ostatnich działań Zełenskiego ma także Jan Piekło. Były ambasador RP w Kijowie w rozmowie z Wirtualną Polską wskazuje, że medialne wzmożenie ma przysłonić poważne kryzysy wewnątrz ukraińskiego aparatu władzy.
– Przede wszystkim chodzi o sprawy związane z polityką wewnętrzną i wizerunkiem Zełenskiego, który został mocno nadwyrężony po głośnej aferze korupcyjnej Midas (proceder łapówkarski opiewający na kwotę ponad 100 mln dol. w państwowej spółce energetycznej Energoatom – red.). Reflektory padły bezpośrednio na otoczenie prezydenta i pojawiły się pytania, czy tak ogromny proceder mógłby istnieć bez parasola ochronnego ze strony samej góry – podkreśla Piekło.
– Zełenski pokochał władzę, dlatego rozpoczął wielokierunkową ofensywę medialną, by pokazać się z jak najlepszej strony – mówi Wirtualnej Polsce.
Były polski ambasador w Kijowie wskazuje przy tym, że ukraińskie społeczeństwo jest już w dużym stopniu zmęczone Zełenskim i straciło do niego zaufanie. – Ukraińskie społeczeństwo nauczyło się głębokiej nieufności wobec władzy. Masowe protesty w obronie niezależności antykorupcyjnej agencji NABU czy oburzenie po dymisji wicepremiera Mychajła Fedorowa są na to najlepszym dowodem – zaznacza.
– Ludzie wiedzą, że trwa wojna i trzeba bronić niepodległości kraju, ale gdyby dziś doszło do tradycyjnych wyborów prezydenckich, Zełenski prawdopodobnie by je przegrał. Stąd decyzja o ucieczce do przodu i budowaniu narracji poprzez media zachodnie, które są następnie skrupulatnie cytowane przez media w Ukrainie – podkreśla Piekło.
Czerwona linia w Donbasie i lęk przed porozumieniem ponad głowami
Dyplomatyczny maraton Zełenskiego ma również zapobiec czarnemu scenariuszowi na arenie międzynarodowej. W tle dyplomatycznych rozmów pojawiają się doniesienia o próbach zorganizowania trójstronnego spotkania Donalda Trumpa, Władimira Putina oraz Xi Jinpinga w Chinach.
Piekło zwraca uwagę, że dla Kijowa kluczową kwestią operacyjną i polityczną pozostaje obrona strategicznych bastionów w Donbasie.
– Wokół potencjalnych rozmów pokojowych kluczem do zrozumienia ukraińskiego oporu jest los Słowiańska i Kramatorska. Dowódcy wojskowi doskonale wiedzą, że ich oddanie oznacza otwarcie Rosjanom prostej drogi na Charków i Kijów – podkreśla dyplomata.
Ostatnia propozycja Kijowa – zamrożenie frontu – oznaczałaby, że miasta zostają pod kontrolą Kijowa. Na to nie chce zgodzić się Rosja, która domaga się całego Donbasu.
– Wołodymyr Zełenski bez wątpienia przejdzie do historii jako przywódca, który w najtrudniejszym momencie powiedział, że nie potrzebuje podwózki, tylko amunicji. Piętrzące się problemy sprawiają jednak, że ukraiński prezydent znajduje się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Dlatego w Kijowie ustawia się już cały peleton chętnych do przejęcia po nim stołka – podsumowuje Jan Piekło w rozmowie z Wirtualną Polską.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.