Fiasko misji szefa CIA w Rosji? Brytyjczycy wprost o słabości Zachodu
Po tygodniach letnich narad na Kremlu zapadły decyzje, które mogą drastycznie zaostrzyć przebieg konfliktu. Według doniesień "The Economist", wizyta szefa CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Amerykanie zamierzali uświadomić Władimirowi Putinowi trudną sytuację gospodarczą i militarną Rosji, by skłonić go do podjęcia rozmów pokojowych.
Jeden z wieloletnich współpracowników rosyjskiego przywódcy uważa jednak, że Putin zinterpretował tę wizytę zupełnie inaczej - jako dowód na słabość Waszyngtonu i ogólniej Zachodu. Do łudząco podobnej sytuacji miało dojść w listopadzie 2021 r., kiedy do Moskwy przybył ówczesny dyrektor CIA Bill Burns, próbując odwieść Kreml od planowanej inwazji na pełną skalę na Ukrainę.
"Nikt nie wie, co dzieje się w głowie Putina. Ale powody eskalacji wojny, podobnie jak sama decyzja o inwazji, mają charakter wewnętrzny. Jego głównym celem zawsze było zachowanie własnej władzy, a ostatecznie własnego życia" - ocenia brytyjska gazeta.
Rosyjskie elity popadają w desperację?
Rozmówcy tygodnika wskazują na rosnącą desperację na szczytach rosyjskiej władzy. Rosyjski system jest niezwykle tolerancyjny wobec przemocy, ale nie wybacza porażek.
Putin ma mieć świadomość, że wycofanie się z wojny bez osiągnięcia chociażby minimalnego celu, jakim jest pełne zajęcie Donbasu, wystawi go na śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony własnego otoczenia. Przywódca miał zresztą wyznać swoim bliskim współpracownikom, że obawia się, iż w przypadku klęski zostanie powieszony.
Decyzję o eskalacji determinują także rosnące problemy wewnętrzne. W Rosji wyraźnie topnieje społeczne przyzwolenie na prowadzenie dalszych działań wojennych.
"The Economist" wskazuje, że nie tylko spada zaufanie do propagandy serwowanej przez państwową telewizję, a młodzi ludzie coraz śmielej publikują w mediach społecznościowych apele o wstrzymanie walk, ale także i sondaże pokazują powolny, lecz stały spadek wskaźników poparcia dla dyktatora
Jeszcze bardziej pesymistyczne nastroje panują wśród rosyjskich elit biznesowych i politycznych. Głównym zarzutem wobec Putina nie są jedynie sankcje czy brak błyskotliwych sukcesów na froncie, lecz bezpowrotnie stracony czas. Rozmówcy z moskiewskich salonów wprost przyznają, że po prawie pięciu latach trwania konfliktu narasta poczucie, iż "cesarz jest nagi", a wojna w obecnej formie niszczy gospodarkę i kapitał polityczny kraju.
Władimir Putin może zmierzać do eskalacji
Paradoksalnie to właśnie rosnące niezadowolenie elit i groźba stagnacji mogą pchnąć Putina do podjęcia radykalnych kroków. Eksperci i agencje wywiadowcze przewidują kilka możliwych scenariuszy. Wśród nich wymienia się wojnę hybrydową i sabotaż w Europie, ale też kolejne masowe naloty w Ukrainie i nową mobilizację.
Podczas misji w Moskwie John Ratcliffe miał zaproponować zorganizowanie trójstronnego szczytu z udziałem prezydenta USA Donalda Trumpa, prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego oraz Władimira Putina.
Odpowiedź ze strony Kremla była jednak chłodna. Rzecznik Putina, Dmitrij Pieskow, oświadczył, że do takiego spotkania mogłoby dojść wyłącznie w celu sformalizowania gotowych już porozumień. Z kolei ukraiński minister obrony Jewhen Chmara ostrzega, że intencje Rosji pozostają niezmienne: Kreml nie zamierza ograniczać się do zajęcia pojedynczych obwodów, a jego nadrzędnym celem wciąż pozostaje całkowite podporządkowanie sobie Ukrainy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.