The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, September 27, 2026

Kraków ma wielkie oczy. Przegrana bitwa obozu władzy

Translate

Jak nie idzie, to nie idzie. Przynajmniej obozowi władzy w Krakowie. To, że do sondaży należy podchodzić z dystansem już wiemy i tym razem to się potwierdziło. Przewaga Łukasza Gibały nad Moniką Piątkowską, jeśli wierzyć sumie ankiet typu exit poll, jest około trzykrotnie wyższa niż przewidywana w ostatnich badaniach przed wyborami i oscyluje w okolicach 10 procent. To nie koniec złych wiadomości dla obozu władzy. Michał Drewnicki z PiS ma mieć około jednej piątej głosów, zdecydowanie więcej niż wróżyły mu przedwyborcze badania.

Czy to oznacza, że w Krakowie już posprzątane? Takie myślenie zapewne dla Gibały byłoby błędem, bo niepewność ostatecznego rozstrzygnięcia rodzi uderzająco niska frekwencja. Teraz jedyna nadzieja kandydatki Donalda Tuska w totalnej mobilizacji, ale zadanie wygląda na proste jak kwadratura koła. Raczej będziemy więc mieli do czynienia z dopełnieniem rozpoczętego przez referendum odwoławcze cyklu, który będzie interpretowany jako poważna przestroga przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi i żółta kartka dla obozu władzy.

Wolne Miasto Kraków

Oczywiście nie ze względu na ogólnopolskie sprawy zazwyczaj ludzie w Krakowie głosowali, niemniej dwuwymiarowość tych wyborów jest oczywista. Dla mieszkańców Krakowa to rzecz jasna kwestia korków, opłat parkingowych, tradycyjnie kulejących inwestycji i nieskutecznych odpowiedzi na odwieczne pytanie - co by zostało z miasta, gdyby nie historyczno-turystyczny handicap grodu Kraka.

Ale szerszy plan jest oczywisty i dlatego te wybory tak przykuwają uwagę całej Polski. To mocny, symboliczny punkt trwającej już de facto kampanii wyborczej i walki o to, kto będzie rządzić w Polsce po jesieni 2027 roku, której elementami może być odwoływanie kolejnych prezydentów i burmistrzów.

Prawdą jest, że Kraków, wybaczcie Krakowianie, jest inny. Wybierający przez lata Jacka Majchrowskiego, polityka kiedyś wywodzącego się z obozu postkomunistycznego, ale deklarującego monarchistyczne sentymenty, potem dobrze zagospodarowującego aspiracyjny wielkomiejski elektorat PO (naszą klasę średnią), a przy tym prywatnie dobrze żyjącego z prawicą. Profesora, samym swoim stylem symbolizującego crème de la crème Krakowa, gdzie "wszystko chodzi po swojemu" a zdaniem krytyków, firmującego polityczno-biznesowo-medialny układ przekraczający granice podziałów politycznych, za to troskliwie strzegący dostępu do miejskich fruktów.

Tylko że i w Warszawie, i w Gdańsku, i w Łodzi, też nie zawsze tak było liberalno-lewicowo.

Zetki zmieniają stan gry

Miasta zmieniają się wraz ze zmianami demograficznymi i pokoleniowymi. I to wielka nadzieja tych, którzy chcą zmiany, także organizatorów zbiórki podpisów pod takim samym referendum w Warszawie (jutro mają ostatni dzień na zbieranie). Niecałe ćwierć wieku temu to Lech Kaczyński wygrał w Warszawie w pierwszych powszechnych wyborach w historii tego miasta. PiS w tamtym czasie kierowało swój przekaz przede wszystkim do elektoratów wielkomiejskich, w tym miejskiej inteligencji. Dopiero koalicja z Samoobroną zniechęciła z jednej strony ten elektorat, z drugiej Jarosław Kaczyński zmienił kurs na pozyskiwanie wyborców Samoobrony i częściowo PSL, a nawet czasem SLD - tej części Polski, która nie była beneficjentem zmian po 1989 roku lub wręcz ich ofiarą.

Równocześnie do miast napłynął nowy elektorat. Ważne dla niego były media, moda, dążenie do nowoczesności i europejskości. Jego gusta kształtowali znani i lubiani, a także podróże na Zachód. Idealną ofertę dla nich stworzyła Platforma Obywatelska.

Dwadzieścia pięć lat to generacja i miasta znowu się zmieniają. Dzieci tamtych, a nawet powinienem napisać "nas", X-ów, to pokolenie Z. O ile dla X-ów ważna była stabilność, praca, pozycja, prestiż, to Z-etki cenią elastyczność, możliwość samodzielnego wyboru, indywidualną drogę. To klasyczne uogólnienie, ale jednak oparte na badaniach i powszechnej obserwacji. Efektem tej zmiany pokoleniowej może być wahnięcie w decyzjach miejskiego elektoratu, którego skala przeważy w wyborach ogólnopolskich. I to nie tylko wahnięcie w prawo. Jeśli wierzyć exit poll to i Aleksandra Owca, i Adrian Zandberg mają powody do zadowolenia z powodu prognozowanego zresztą sukcesu nad lewicową konkurentką. To znowu zła wiadomość dla Donalda Tuska i jego najsilniejszego dziś koalicjanta.

Przegrany jest jeden

Czy nowa sytuacja polityczna to aż tak świetna wiadomość dla Prawa i Sprawiedliwości lub prawicy generalnie? Na pewno nie jest zła. Pozostawiając na boku tragifarsę klęski Bartosza Bocheńczaka, kandydata Konfederacji, który nie zebrał niezbędnej liczby podpisów, by startować, to warto zwrócić uwagę, że Drewnicki i Michał Klimek (Konfederacja Korony Polskiej) uzyskali razem tylko nieco słabszy wynik niż Piątkowska. Nie dość tego. Sondaże znowu działały przeciwko PiS, a taktycy tej partii zakładają taki scenariusz i w wyborach za rok.

Nie zmienia to faktu, że polska rzeczywistość polityczna, ta ogólnopolska, zaczyna być dużo bardziej skomplikowana niż wybór zredukowany do "jesteś za Tuskiem, czy za Kaczyńskim". Można by powiedzieć, że to ona zaczyna się upodabniać do Krakowa, a nie Kraków do niej. Na scenie powstają nowe siły polityczne, a coraz większa grupa głosujących wyrywa się z tego podziału. Niemniej przegranym tego starcia jest zdecydowanie obóz władzy.

Atak w klasztorze w Jarosławiu. Siostra przełożona: Zło rozpętało się na całegoINTERIA.PL


View the original on Interia →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.