Zamieszanie wokół prywatnego zoo. Policja zatrzymała pięć osób

Opracowanie: Karolina Wasyl Publikacja: Dzisiaj, 13 października (15:22)
We wtorek po południu w Mieroszowie na Dolnym Śląsku doszło do zatrzymania pięciu osób związanych z działalnością prywatnego Zoo Łączna. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, prokurator Mariusz Pindera, osoby te pozostają do dyspozycji prokuratury, jednak na chwilę obecną nie usłyszały jeszcze żadnych zarzutów.
Zdjęcie ilustracyjne /Shutterstock
Na terenie ogrodu zoologicznego prowadzone były dziś intensywne oględziny, zabezpieczanie śladów oraz szczegółowa kontrola warunków, w jakich przebywają zwierzęta. Po południu zapadła decyzja o przetransportowaniu części zwierząt do innych placówek specjalizujących się w opiece nad egzotycznymi gatunkami.
Zwierzęta pod specjalnym nadzorem
Decyzja o wywózce niektórych zwierząt została podjęta po konsultacjach z lekarzami weterynarii obecnymi na miejscu. To właśnie specjaliści mają decydujący głos w sprawie tego, które zwierzęta wymagają zmiany miejsca pobytu. Decydują o tym weterynarze, my akurat na to nie mamy wielkiego wpływu – przekazał prok. Pindera.
Jednocześnie śledczy stanowczo zdementowali pojawiające się w przestrzeni publicznej plotki o rzekomej likwidacji ogrodu zoologicznego. Dementuję je, bo takie plotki krążą, że my chcemy to zoo likwidować. Na pewno nie będzie tak, że będą zabierane wszystkie zwierzęta, nie ma takich możliwości – podkreślił prokurator.
Długa historia śledztwa
Jak wynika z ustaleń, sprawa dotycząca warunków panujących w Zoo Łączna ciągnęła się od maja. Źródła zbliżone do prokuratury ujawniają, że przygotowania do transportu zwierząt trwały wiele miesięcy. Sprawa trwała już od maja. Trwało to pół roku, bo trzeba było przygotować transport zwierząt, a przede wszystkim znaleźć im miejsca. To zajmuje sporo czasu, bo w przypadku błędu i śmierci zwierzęcia odpowiada ta osoba, która zleciła transport – wyjaśnia PAP osoba znająca szczegóły sprawy.
Podstawą wszczęcia postępowania były zawiadomienia złożone przez organizacje zajmujące się ochroną praw zwierząt. Według ich przedstawicieli, zwierzęta w zoo miały przebywać w niewłaściwych warunkach, nie otrzymywać odpowiedniej ilości pożywienia oraz nie mieć zapewnionej właściwej opieki weterynaryjnej.
Właściciel zoo odpiera zarzuty
Właściciel ogrodu zoologicznego, Marcin Nowaczyk, stanowczo nie zgadza się z zarzutami. W specjalnym oświadczeniu opublikowanym w mediach społecznościowych podkreślił, że placówka działa zgodnie z obowiązującymi przepisami i jest regularnie kontrolowana przez odpowiednie służby.
Mówimy o zwierzętach, które wymagają codziennej opieki, specjalistycznej wiedzy i odpowiednich warunków. Ewentualne ich przenoszenie to nie tylko kwestia transportu, to również ogromna odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo, zdrowie i dobrostan – zaznaczył Nowaczyk.
Właściciel zapewnił również, że posiada pełną dokumentację dotyczącą opieki weterynaryjnej i funkcjonowania ogrodu. Jesteśmy gotowi współpracować z właściwymi organami i wyjaśniać wszelkie zastrzeżenia. Zależy nam jednak, by każda decyzja dotycząca zwierząt uwzględniała ich indywidualne potrzeby i rzeczywiste konsekwencje przeniesienia – dodał.
Zaskoczenia przebiegiem akcji nie kryje również mecenas Łukasz Opaliński, reprezentujący właściciela zoo. Nie rozumiemy, dlaczego te zwierzęta mają być odbierane i dlaczego ktokolwiek został zatrzymany. Spodziewaliśmy się spotkania, a mimo tego policja dokonała zatrzymań, jakbyśmy mieli do czynienia z kryminalistami czy osobami, które się ukrywają – powiedział.
Prywatny ogród zoologiczny w Mieroszowie działa od lat, a w 2012 roku uzyskał oficjalny status ogrodu zoologicznego. Z czasem placówka zaczęła przyjmować coraz więcej egzotycznych zwierząt, w tym tygrysy, kangury, jelenie milu oraz różne gatunki małp. Obecnie, według informacji właścicieli, w zoo żyje około 100 gatunków zwierząt.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.