Bohater afery w Szpitalu Południowym leczy pod Warszawą. "Ma do tego prawo"
- Sprawę tego lekarza analizuje rzecznik odpowiedzialności zawodowej - mówi WP Iwona Kania, zastępczyni rzecznika prasowego Naczelnej Izby Lekarskiej.
- Ta sprawa jest prowadzona priorytetowo, pan rzecznik analizuje wszystkie zebrane materiały. Dopóki nie wyda jednak żadnej decyzji, to pan doktor Kacprzyk może zawód wykonywać. My też wiemy, że pracuje on dziś w placówce POZ (Podstawowej Opieki Zdrowotnej). Ma do tego prawo - dodaje Kania.
Wirtualnej Polsce udało się potwierdzić, że lekarz rzeczywiście przyjmuje w Jaktorowie w powiecie grodziskim, około 40 km od centrum Warszawy. - Pan doktor Kacprzyk u nas pracuje. Szczegółów nie podajemy - usłyszeliśmy w rejestracji tamtejszego Centrum Medycznego. Czym dokładnie się tam zajmuje? Personel nie chciał mówić.
O tym, że Kacprzyk był widziany w Jaktorowie, poinformował serwis niezalezna.pl. Według jego ustaleń lekarz miał tam dyżur w miniony piątek i przyjmował pacjentów jak; lekarz rodzinny - wystawiał recepty i zwolnienia L4.
Że skompromitowanego lekarza zatrudniła właśnie placówka w powiecie grodziskim, wyszło na jaw za sprawą samego Dawida Kacprzyka. Lekarz pochwalił się nową pracą na swoim profilu na portalu znanylekarz.pl, wpisując przychodnię w Jaktorowie jako miejsce zatrudnienia. Widnieje tam też Szpital im. św. Anny w Warszawie, ale Wirtualna Polska ustaliła już, że ta informacja jest nieprawdziwa.
Jolanta Wiśniewska, wiceprezeska samorządowej spółki prowadzącej warszawski szpital, wyjaśniła w poniedziałek w rozmowie z WP, że Kacprzyk wziął w Szpitalu im. św. Anny tylko cztery dyżury w 2025 r. - Pracował u nas wówczas za najniższą stawkę w Warszawie - przekazała. - To było jeszcze przed wybuchem afery związanej z tym lekarzem - dodawała.
Postępowanie w sprawie Kacprzyka toczy się przed rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej od czerwca, gdy Naczelna Izba Lekarska złożyła zawiadomienie dotyczące opuszczenia dyżuru medycznego. Przez trzy miesiące nie zapadły w nim żadne wiążące rozstrzygnięcia.
Prawo nie przewiduje automatycznego odsunięcia lekarza od pacjentów na czas postępowania.
Rzecznik odpowiedzialności zawodowej prowadzi postępowanie wyjaśniające, a o karze - od upomnienia, przez nagany i kary pieniężne, po zawieszenie lub odebranie prawa wykonywania zawodu - orzeka dopiero sąd lekarski. Zawiesić lekarza można wcześniej, ale tylko wtedy, gdy zebrane dowody z dużym prawdopodobieństwem wskazują na ciężkie przewinienie zawodowe, a jego rodzaj oznacza, że dalsza praca lekarza zagraża bezpieczeństwu pacjentów lub grozi kolejnym przewinieniem. Postanowienie w tej sprawie wydaje sąd lekarski wyłącznie na wniosek rzecznika.
Kacprzyk chce dokończyć specjalizację
Kacprzyk wciąż szuka też szpitala, w którym mógłby dokończyć specjalizację z anestezjologii. Jak ustaliła Wirtualna Polska, rozmawiał o tym z dyrekcjami kilku placówek w Małopolsce i w każdej zapewniał, że ma zgodę na przeniesienie specjalizacji. Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar zaprzecza. - Taki wniosek u mnie na biurku był, ale go odrzuciłem - mówił WP.
Afera w Szpitalu Południowym
Afera wybuchła w czerwcu po publikacji Zero.pl. Wynikało z niej, że 28-letni lekarz w trakcie specjalizacji, a przy tym radny Koalicji Obywatelskiej w Ursusie, kierował SOR-em w Szpitalu Południowym i zarobił tam w 2025 r. 1,6 mln zł.
Serwis zestawił jego grafiki dyżurów z publiczną aktywnością: w części przypadków, gdy według dokumentacji miał być w szpitalu, przebywał w mediach, urzędach czy w Senacie. Sierpniowy audyt wykazał z kolei dyżury po kilkadziesiąt godzin bez przerwy i rozliczanie pracy lekarzy bez elektronicznego systemu wejść i wyjść, a stanowiska koordynatora SOR-u, które zajmował Kacprzyk, regulamin placówki w ogóle nie przewidywał.
Konsekwencje sięgnęły daleko poza jednego lekarza. Stanowiska straciły kierownictwo i rada nadzorcza Szpitala Południowego, zrezygnowały też dwie wiceprezydentki Warszawy, a premier Donald Tusk zwrócił się do NIK o kontrolę wydatkowania publicznych pieniędzy w ochronie zdrowia.
Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Warszawie trwa do dziś. Jeszcze w lipcu śledczy tłumaczyli, że nie przesłuchali Kacprzyka, bo brakuje dowodów pozwalających postawić mu zarzuty. Pod koniec sierpnia prokurator krajowy Dariusz Korneluk mówił już jednak, że prokuratura jest na końcowym etapie analizy materiału dowodowego pod kątem sformułowania zarzutów. Zastrzegł, że nie przesądza, czy usłyszy je sam Kacprzyk.
Dopóki nie zapadnie decyzja rzecznika ani postanowienie prokuratury, nic się nie zmieni. Dawid Kacprzyk będzie przyjmował pacjentów w Jaktorowie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.