"Zachowują się jak drapieżcy". Ten projekt może politycznie pogrążyć Trumpa. Amerykanie są wściekli. "Strasznie mnie to denerwuje"
— Za chwilę po prawej stronie zobaczysz miejsce, gdzie już wycięto drzewa — mówi Michael Pilch, uśmiechnięty pięćdziesięciolatek z przerzedzającymi się włosami i okrągłą twarzą, wskazując na zewnątrz samochodu podczas jazdy.
Jego srebrne kombi pędzi krętą drogą wśród wysokich drzew, których liście powoli zaczynają przybierać jesienne barwy, gdy nagle z jednej strony kończy się zalesienie i przez jesienną mgłę widać całkowicie wycięte, stromo opadające zbocze. Samochód powoli kieruje się z powrotem do miasta leżącego w dolinie, ale potem skręca na przeciwległe wzgórze.
Czytaj nas częściej w Google
— Tutaj ma powstać kolejne ogromne centrum danych, wielkie jak kilka magazynów — mówi. Drzewa jednak na razie nadal tu stoją i pozostaną co najmniej do połowy listopada. Do tego czasu w lokalnych lasach nie wolno wycinać drzew ze względu na gniazdowanie chronionego gatunku nietoperza.
Dominika Perlinova / Respekt.cz
Michael Pilch pokazuje, gdzie ma powstać kolejne centrum danych
Pilch, który tu się urodził i dorastał, zawraca samochód i wraca w dół do doliny, do miasteczka Archbald.
Na zewnątrz lekko mży i zaczyna się ściemniać. Mimo to gdy samochód przejeżdża przez miasto, wyraźnie widać żółte tabliczki z napisem "NO DATA CENTER" (nie dla centrów danych) wbite przy większości domków wzdłuż głównej drogi. Mijamy kilka skrzyżowań i po kilku minutach samochód Pilcha zatrzymuje się przy lokalnym parku. Plac zabaw jest pusty z powodu pogody, ale huśtawki są świeżo pomalowane, a trawnik świeżo skoszony.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.