Poseł Konfederacji krytykuje projekt nowego podatku. "Dla mnie sprawa jest jasna"
We wtorek rząd przyjął projekt ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Wcześniejsza ustawa w tej sprawie została odesłana przez prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego. Premier Donald Tusk zadeklarował, że od podpisu prezydenta w tej sprawie zależy przywrócenie niższych cen paliw na stacjach.
Poseł Konfederacji o rządowym projekcie. "Dla mnie sprawa jest jasna"
Czytaj nas częściej w Google
O tę kwestię w "Onet Rano." pytany był poseł Konfederacji Grzegorz Płaczek.
— Mieliśmy już pierwszą próbę, zawetowaną przez pana prezydenta. Potem z budżetu, poza prezydentem, pozaustawowo, poszło 4 mld zł na chwilowe obniżenie tych cen [paliw]. I to była kolejna próba. Dla mnie sprawa jest jasna: nawet jeżeli komuś zabieramy 60 proc. — bo to jest 60 proc. tych nadmiarowych zysków — i robimy to kilka miesięcy po tym, jak te firmy wygenerowały te zyski, to coś jest nie w porządku — stwierdził.
— Proszę sobie wyobrazić jakikolwiek biznes, który ciężko pracuje, dowiaduje się, że musi zapłacić podatek od tego, co dodatkowo zarobił. Wydaje się to niesprawiedliwe, tak po ludzku — dodał Grzegorz Płaczek.
Następnie ocenił, że rząd powinien myśleć o cenach paliw bardziej długoterminowo, a nie tylko w krótkim horyzoncie czasowym.
— Rozwiązanie, które miałoby skutkować tym, że w przyszłości ceny będą niższe, to decyzje strategiczne: zastanowienie się, czy normalne jest to, że paliwo w Polsce kosztuje, uśrednijmy, ok. 8 zł, ale cena netto, czyli cena zakupowa, wynosi około 4,60-4,70 zł. Do tego dochodzą podatki. To właśnie ten cały parasol administracyjno-fiskalny powoduje, że paliwo jest tak drogie. Pytanie teraz, czy my jesteśmy państwem, które chce dusić przedsiębiorców, czy państwem, które jest w stanie zrozumieć, że już nałożyliśmy za dużo podatków na paliwo — stwierdził poseł Konfederacji.
— Państwo powinno rozwiązywać problemy strategicznie, w perspektywie lat, a nie w perspektywie trzech czy czterech miesięcy — podsumował.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.