"Pożar żyje swoim życiem i nie można przewidzieć pewnych okoliczności"
"Wejście strażaków do płonącego budynku to normalna procedura"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Starszy brygadier Tomasz Wiśniewski był gościem "Wstajesz i weekend" w sobotę. Strażak został zapytany między innymi o to, jakie pytania zadają sobie eksperci po pożarze w Nisku. - Dlaczego do tego doszło i co było bezpośrednią przyczyną tego pożaru - wskazał, dodając, że wejście strażaków do płonącego budynku to normalna procedura.
- W momencie, gdy dochodzi do przyjazdu pierwszych zastępów, dokonują oni rozpoznania w tak zwanym boju na polecenie kierującego działaniami. Muszą znaleźć źródło pożaru, rozpoznać, jaka jest sytuacja. Wtedy kierujący działaniami ratowniczymi wypracowuje tak zwany zamiar taktyczny. Ale proszę uważnie posłuchać: jeśli ten zamiast jest wypracowany w tym momencie, on za dwie sekundy może być inny. Ponieważ pożar żyje swoim życiem i nie można przewidzieć pewnych okoliczności. Oczywiście my mamy swoje doświadczenie, mamy mnóstwo wiedzy na ten temat - podkreślił prezes.
Ponad 900 stopni
Pytany o temperaturę wewnątrz budynku Wiśniewski wskazał, że trudno ją oszacować, bo między sufitem a posadzką mogą być duże różnice, nawet rzędu kilkuset stopni. - Jeśli dochodzi do rozgorzenia mamy całe wnętrze objęte ogniem, ono może osiągać temperaturę w granicach 900 stopni Celsjusza, a nawet grubo ją przekraczać. Więc w jakim momencie i w jakich okolicznościach oni się tam znaleźli, pozostanie kwestią naszych wyjaśnień - zaznaczył.
Tragiczne informacje z Niska. Nie żyją strażacy
Źródło: TVN24
Strażak opisał też szczegóły wyposażenia ratowników uczestniczących w akcji gaśniczej. - To jest nasza odzież ochronna, tak zwane ubranie specjalne, które na co dzień zakładamy, jadąc do każdego zdarzenia. Ta odzież przechodzi szereg testów. Te badania są znormalizowane i pozwalają stwierdzić, na jaką wytrzymałość można sobie pozwolić. Więc każdy strażak jest ubrany w tę odzież specjalną, buty, kominiarkę, ma sprzęt ochrony dróg oddechowych, hełm, łączność, jak również urządzenia zabezpieczające przed ewentualną utratą przytomności. Nie zapominajmy też o noszaku z butlą powietrza - wyliczał Wiśniewski. Potwierdził, że zmarli strażacy mieli ze sobą też linię wodną, czyli tak zwanego węża. - Ta linia jest pewnym elementem powrotu, ponieważ wyznacza nam drogę, którą przyszliśmy.
Mogło jednak stać się tak, że droga którą weszli strażacy została zablokowana.
- Poruszamy się często w całkowitej ciemności. Zadymienie jest bardzo gęste i uniemożliwia całkowicie swobodne poruszanie się. Linia jest pewnym wyznacznikiem, ale żeby wejść do danego miejsca poruszamy się przy ścianach, przy krawędziach między podłogą a ścianą, potrafimy orientować się w tym całym labiryncie. Po to jesteśmy szkoleni, nie mamy jakiegoś ogromnego lęku przed zamkniętymi przestrzeniami - uzupełnił.
Strażacy mogą nadać sygnał ratowniczy
Podczas akcji gaśniczej obecny na miejscu nadbryg. Tomasz Baran, podkarpacki komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej przekazał że zmarli strażacy nadali z wnętrza budynku sygnał "Ratunek". Pytany o to Wiśniewski przyznał, że nie zna szczegółów działań. - Zasadą jest, i każdy strażak to wie, że jeśli znajdzie się w sytuacji zagrożenia może przez radiostację nadać sygnał ratowniczy - zaznaczył. Dodał, że przyjętą od lat zasadą jest to, że strażacy nigdy nie wchodzą do pożaru pojedynczo.
- Dziś, po wielu doświadczeniach, są tak zwane rapid intervention team, które czekają w pogotowiu, jeśli wydarzyłoby się coś niekorzystanego, aby wejść i ratować strażaka – wyjaśnił.
"Bestia ma swoje kaprysy"
Strażacy wiedzieli, że płonie hurtownia części do maszyn rolniczych. Nie mogli jednak wiedzieć, co dokładnie znajduje się w budynku. - My jedziemy z wiedzą przyjętą w określony sposób, mamy często rozpoznanie operacyjne takich obiektów, jedziemy oglądać budynki zanim coś się wydarzy, my je poznajemy. Natomiast co przez dany dzień pracy w takim magazynie zostało postawione na półkach i posadzkach? Często bywa tak, że ktoś coś przyniesie, jakiś pojemnik z cieczą, i powie "za dwie godzinki go odbiorę", a to są te dwie godziny, kiedy dochodzi do pożaru. A my o tym możemy nie wiedzieć - zauważył.
- My jesteśmy do tego szkoleni, musimy przewidywać takie rzeczy, ale bestia (ogień - red.) ma swoje kaprysy - podkreślił.
Chociaż strażacy muszą odebrać każdy nowo odbierany budynek i prowadzą rozpoznania operacyjne, to nie mają szczegółowych informacji, co w płonącym budynku się znajduje. - Na pewno nie posiadamy w takiej bazie budynków mieszkalnych, natomiast wszelkie produkcyjno-magazynowe w danym rejonie operacyjnym jednostki są rozpoznawane - zaznaczył.
Osobną kwestią jest możliwość dotarcia do pożaru. - Drogi dojazdowe są nam niezbędne, a wyobraźnia kierowców czasami budzi pewne wątpliwości. Postawi samochód gdzie bądź, a my musimy tam dotrzeć na czas. Tu jest dużo naszej pracy, żeby tę profilaktykę wprowadzać - stwierdził Wiśniewski.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.