Konie pod opieką Kancelarii. Rzecznik prezydenta tłumaczy
Rzecznik prezydenta zaznaczył w rozmowie z PAP, że zwierzęta towarzyszyły wszystkim prezydentom, od Lecha Wałęsy poczynając. "W okresie prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego w jednym z ośrodków została zbudowana stajnia dla koni. W rezydencjach znajdowały schronienie także inne zwierzęta np. daniele czy jelenie" — przekazał.
Rafał Leśkiewicz podkreślił też, że zwierzęta były obecne w rezydencjach prezydenckich przed objęciem urzędu przez Karola Nawrockiego. "Ich utrzymanie jest finansowane ze środków Centrum Obsługi KPRP. To praktyka stosowana od wielu lat" — wyjaśnił.
Czytaj nas częściej w Google
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Rzecznik prezydenta tłumaczy sprawę koni w prezydenckim ośrodku
Rzecznik prezydenta opisał, że obecnie pod opieką Kancelarii Prezydenta są trzy konie: jeden z okresu prezydentury Andrzeja Dudy i dwa zakupione w ostatnim czasie. Wcześniej Kancelaria wyjaśniała, że to kuc, koń fryzyjski i koń huculski o imionach Edzio, Ramzes i Aramis.
"Sprawa dotycząca koni w prezydenckim ośrodku to wściekły atak rządzących, który świadczy o całkowitym oderwaniu od rzeczywistości" — ocenił Rafał Leśkiewicz.
Rzecznik prezydenta stwierdził też, że "ludzie, którzy się kreują na obrońców praw zwierząt, w rzeczywistości zohydzają Polakom opiekę nad zwierzętami". "Z ataków na prezydenta uczynili sposób na przykrywanie swoich nieudolnych rządów: gigantycznego deficytu, obniżenia ratingu, bankructwa NFZ i afer, o których w zasadzie codziennie piszą media" — dodał.
Karol Nawrocki, jego żona i córka mają do dyspozycji konie utrzymywane w jednej z prezydenckich rezydencji w Promniku ok. 100 km od Warszawy — poinformowała w czwartek "Gazeta Wyborcza". "Trzeba mieć końskie zdrowie, żeby się mierzyć z kolejną propagandową akcją medialną podkutych razem, wymierzoną w prezydenta RP" — zareagował od razu rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz.
Sam Karol Nawrocki po raz pierwszy publicznie opowiadał o swojej pasji pod koniec sierpnia w wywiadach dla Kanału Zero i "Super Expressu". Mówił wówczas, że podczas pobytu w Juracie jeździ konno, a wśród partnerów ma funkcjonariuszy SOP. Nie przeszkodziło to jednak koalicji rządzącej ostro krytykować prezydenckie konie w kontekście kosztów utrzymania zwierząt. "Jeździłem słabo, ale za swoje" — napisał choćby Donald Tusk.
W niedzielę w tej sprawie ostro starli się w mediach społecznościowych szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz i poseł KO Roman Giertych. "Nie kop się z koniem" — poradził Roman Giertych prezydenckiemu ministrowi. "Uderz w stół, a kopyta się odezwą" — zareagował Marcin Przydacz.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.