The Jerusalem PostIran split screen: When US, Israeli interests reach a fork in the road - analysisRTP DesportoBrandon McNulty fugiu para o arco-íris na prova de fundoESPN DeportesPumas se derrumba en casa y San Luis marca el terceroESPNUSC suspends LB Stephens after ejection for hit on Oregon QB MooreDaily MaverickUK PM Burnham refuses to back Heathrow’s third runway projectVanguardSerbia’s President resigns to run for PM in October electionBillboardFans Choose Madonna & Charli xcx’s ‘Danceteria Afterhours’ as This Week’s Favorite New MusicBBC NewsWhat we know about RAF base counter-terror investigationNOSRecordwarm einde van september op komstDeadlineBill Gates Warns Unregulated AI Development Could “Cause A Billion Deaths”Aitnewsمايكروسوفت تعيد تصميم Copilot.. تطبيق واحد يجمع الذكاء الاصطناعي وتطبيقات والبرمجةABC NewsUK police arrest 5 men under terrorism, explosives acts close to US air base
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, September 27, 2026

Zełenski ujawnił szczegóły. Tak uderzyli w Moskwę. Wyjaśniamy

Translate

Atak na Moskwę z nocy z 19 na 20 września pokazał, jak bardzo rozrosła się ukraińska paleta środków dalekiego rażenia. Wołodymyr Zełenski, podsumowując operację, wymienił aż dziesięć różnych systemów użytych przeciwko celom w obwodzie moskiewskim. Ukraina - podobnie jak robi to Rosja - połączyła w jednym uderzeniu powolne drony z silnikami tłokowymi, szybsze konstrukcje odrzutowe, które Ukraińcy nazywają rakietodronami, oraz pociski manewrujące. Wynika to z chęci przeciążenia i prób zmylenia obrony przeciwlotniczej przeciwnika.

Sprawdzone środki

Największą część tej grupy stanowią bezzałogowce dalekiego zasięgu. Jednym z najważniejszych jest FP-1 firmy Fire Point. To stosunkowo prosty samolotowy dron z silnikiem tłokowym i śmigłem pchającym, startujący z naziemnej rampy. Początkowo Fire Point miał zasięg ok. 1600 km, ale najnowsze wersje mogą uderzać w cele oddalone o ok. 2700 km. Jednak przy maksymalnym zasięgu masa głowicy jest ograniczona i wynosi około 60 kg. Właśnie FP-1 miał spowodować największe straty, trafiając w moskiewską rafinerię.

Drugim systemem, o którym wspominał Zełenski, jest RZ-100 Morok, opracowany przez ukraińską firmę Ramzay. Podobnie jak FP-1 jest jednym z pierwszych dronów dalekiego zasięgu, z silnikiem tłokowym i klasycznym płatowcem. Wszedł do linii wiosną 2023 r. Ma zasięg szacowany na ok. 800 km, a głowica przy maksymalnym zasięgu waży ok. 30 kg.

MICH-2000 jest jeszcze ciekawszym przykładem rozwoju ukraińskiego przemysłu. Ukraińscy konstruktorzy w 2023 r. kupili w Chinach cywilne bezzałogowce ZTK-150 napędzane silnikiem tłokowym. Chiński producent nie zgodził się później na sprzedaż technologii, więc Ukraińcy zaczęli odtwarzać konstrukcję i rozwijać ją samodzielnie. W rezultacie powstał MICH-2000. Producent deklaruje zasięg do 2000 km i możliwość przenoszenia głowicy o masie od 25 do 60 kg.

Kolejną sprawdzoną konstrukcją jest An-196 Lutyj, napędzany silnikiem tłokowym Hirth F-23, z nawigacją inercyjną korygowaną sygnałem satelitarnym. Najnowsza wersja ma mieć zasięg sięgający około 2 tys. km i głowicę o masie 50-75 kg. Pierwsza partia seryjna była gotowa w sierpniu 2023 r., i 28 sierpnia Siły Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy zaatakowały bazę 126. Brygady Straży Przybrzeżnej Floty Czarnomorskiej Federacji Rosyjskiej w Perewalnem. Udokumentowane użycie obejmuje cele oddalone od Ukrainy o maksymalnie 1700 km.

Rakietodrony

Drugą grupę ukraińskich środków dalekiego rażenia stanowią tzw. rakietodrony, czyli konstrukcje łączące rozwiązania stosowane w bezzałogowcach z cechami pocisków manewrujących.

Palianycia jest napędzana silnikiem turboodrzutowym i może osiągać prędkość około 900 km/h.

Według danych producenta jej zasięg sięga 650 km, masa całkowita wynosi około 320 kg, a głowica bojowa waży do 100 kg. Ukraina po raz pierwszy poinformowała o użyciu Palianycii w działaniach bojowych w sierpniu i wrześniu 2024 r. Szczegóły dotyczące późniejszych ataków nie zostały jednak ujawnione.

Siczeń należy do nowszej generacji ukraińskich dronów dalekiego zasięgu. Według danych ukraińskiego resortu obrony może przenosić około 40 kg głowicy na dystans do 1400 km. Maksymalna prędkość wynosi około 200 km/h, a pułap około 1500 m. Konstrukcyjnie jest to również jednorazowy bezzałogowiec z silnikiem tłokowym. Jego znaczenie polega jednak nie na wyjątkowych osiągach pojedynczego egzemplarza, lecz na uzupełnianiu coraz większej liczby ukraińskich systemów zdolnych do prowadzenia regularnych uderzeń na rosyjskie zaplecze.

Zełenski wymienił także system Bars. To również bezzałogowiec napędzany silnikiem turboodrzutowym, który rozpędza go do ponad 700 km/h. Jego wersja ma zasięg ok. 1000 km, a różne odmiany mogą przenosić głowice o masie od ok. 22 do ponad 100 kg. Bars ma też możliwość naprowadzania w końcowej fazie lotu przez operatora i wykorzystania optycznego systemu kierowania. Oznacza to, że konstrukcja może być używana nie tylko przeciwko wcześniej zaprogramowanym współrzędnym, ale również do atakowania celów, które trzeba doprecyzować w ostatniej fazie ataku.

Najcięższym środkiem wymienionym przez Zełenskiego był Flamingo, czyli pocisk manewrujący rozwijany przez Fire Point. W odróżnieniu od większości wymienionych konstrukcji jest to pełnoprawny pocisk manewrujący. Fire Point deklaruje dla niego zasięg sięgający ok. 3000 km. Flamingo jest przeznaczony do atakowania dobrze chronionych celów położonych znacznie głębiej na terytorium Rosji, niż może zaatakować większość ukraińskich dronów.

Tajemniczy Pelikan

Najwięcej niejasności dotyczy Pelicana. Zełenski wymienił go jako jeden z użytych środków, ale nie podał jego parametrów ani producenta. Część rosyjskich źródeł utożsamiała Pelicana z ukraińskim pociskiem balistycznym FP-7, co podchwyciły także niektóre media w Polsce.

Problem polega na tym, że deklarowany zasięg FP-7 wynosi 200 km, a przedstawiciele Fire Point później mówili o maksymalnie 300 km w zależności od masy głowicy. To zdecydowanie za mało, aby mógł być użyty przeciwko Moskwie, oddalonej w najbliższym punkcie od granicy Ukrainy o ok. 450 km. Pomyłka zapewne wzięła się stąd, że już wcześniej, wiosną tego roku, ukraińskie media nazywały FP-7 Pelikanem. Tym bardziej że Fire Point dodatkowo zarejestrował wcześniej znaki towarowe Pelican i Peace Dove, co jeszcze bardziej utrwaliło skojarzenie nazwy z jego rodziną pocisków. Kiedy więc Zełenski powiedział, że w ataku wykorzystano Pelicana, część mediów automatycznie uznała, że chodzi o FP-7.

Tymczasem ukraińskie media branżowe Pelicanem nazywają "bezzałogowca samolotowego typu". Na razie to jedyne informacje o tym statku powietrznym. Nic nie wiemy o jego zasięgu, masie głowicy, użytym napędzie, wymiarach ani producencie.

Operacja połączona

Zełenski poinformował, że w operacji uczestniczyły Siły Bezpieczeństwa Ukrainy, Siły Systemów Bezzałogowych, Siły Operacji Specjalnych, wywiad wojskowy oraz Służba Wywiadu Zagranicznego. Trafiony został m.in. zakład Gazpromnieft-Moskwa w Kapotni, który już wcześniej był atakowany dwa razy.

Po poprzednich atakach kremlowska propaganda odgrażała się, że została wzmocniona obrona przeciwlotnicza obiektu. Jak się okazało, niedostatecznie. Zwłaszcza że Ukraińcy dość dobrze wyciągnęli wnioski z rosyjskich ataków na swoje miasta i potrafią oszukać rosyjską obronę przeciwlotniczą.

Sam fakt wymienienia przez Zełenskiego dziesięciu różnych konstrukcji pokazuje skalę rozwoju ukraińskich środków napadu powietrznego i jego różnorodność. Jeszcze kilka lat temu Ukraina musiała zabiegać o zagraniczne pociski dalekiego zasięgu. Dziś może przeprowadzać operacje, w których jednocześnie wykorzystuje kilka własnych rodzajów broni do rażenia rosyjskich celów na głębokości setek i tysięcy kilometrów.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.