Trump zapewnił wstrząs. Co z sojuszem? "Maksimum na korzyść Polski"
"Jeśli Europa szybko nie znajdzie właściwej drogi, odejdziemy" – zapowiedział prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podczas wiecu wyborczego w Kansas. Co każe zadać pytania o rolę i miejsce USA w układzie globalnego bezpieczeństwa.
Dla Polski Stany Zjednoczone są najważniejszym i najbardziej strategicznym sojusznikiem. To na nich opieramy nasze bezpieczeństwo, kupując od Amerykanów uzbrojenie. Rozmawiamy też z nimi o utworzeniu stałej bazy wojsk USA w Polsce.
Jednakże relacje transatlantyckie stają się coraz bardziej skomplikowane. Amerykanie patrzą na Europę coraz mniej przychylnym okiem. Mimo to, jak mówi Wirtualnej Polsce Bartosz Cichocki, b. ambasador RP w Ukrainie, trudno o inny wybór niż USA.
"Proces idealny albo katastrofalny"?
Jak mówi Cichocki, na relacje polsko-amerykańskie należy patrzeć jak na proces, a nie przez pryzmat pojedynczej wypowiedzi. Nad tym procesem trzeba stale pracować, on nigdy nie będzie ostatecznie idealny albo katastrofalny. Szczególnie że przywództwo, jakie prezentuje Donald Trump, to przywództwo nowego typu. Skupione, jak mówi Cichocki, na bezpośrednim dialogu z wyborcą tam w USA, a nie tu, w Europie - nieufające "systemowi", chimeryczne, nawet narcystyczne.
Taki typ przywództwa rozprzestrzenia się w całym świecie zachodnim, m.in. pod wpływem rewolucji technologicznej w komunikacji poprzez media społecznościowe oraz negatywnej reakcji społeczeństw na dekadę rządów liberalno-lewicowego mainstreamu.
Zdaniem Cichockiego "nie należy obrażać się na ten poddawany wyzwaniom sojusz ani tym bardziej łudzić się, że wpłyniemy na preferencje wyborców amerykańskich infantylnymi dyskusjami na X z jego otoczeniem".
– Po pierwsze, starajmy się zrozumieć, co prezydentem Trumpem i jemu podobnymi kieruje, a następnie wykorzystać tę wiedzę do maksimum na korzyść Polski – mówi Wirtualnej Polsce dyplomata.
Oddzielić warstwę publiczną od stałych tendencji
Jak mówi Bartosz Cichocki, warto oddzielić warstwę publiczną od stałych tendencji, które zaczęły się w czasach "pierwszego Trumpa", trwały w trakcie Bidena i obowiązują dziś. Wyszczególnia owe tendencje, wskazując wśród nich:
- odwrót od globalizmu (dotyczący nie tylko USA),
- wymuszanie na Europie większej samodzielności,
- korektę polityki klimatycznej i imigracyjnej,
- powrót do pewnego rodzaju izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych, które nie chcą się angażować w konflikty na świecie.
Zaznacza przy tym, że Europa skonsolidowała się dzięki Donaldowi Trumpowi, ale jeszcze długo nie będzie w stanie zastąpić nam w wielu wymiarach obecności Stanów Zjednoczonych.
Przypomina też coś, zdawałoby się, oczywistego: my nie wybieramy Amerykanom prezydentów. Możemy natomiast próbować na nich wpływać, wykorzystując instrumenty handlowe, unikając zbędnych zwarć, udzielając wsparcia tam, gdzie jest to w naszym interesie, i przede wszystkim – pozostając w stałym kontakcie bezpośrednim, jak to robi prezydent Nawrocki.
W ocenie Cichockiego Trump jest typem polityka (znanym również w Polsce), który za wszelką cenę chce pozostawać w centrum uwagi. To musi prowokować skrajne emocje. Jedni dostrzegają tylko kontrowersyjne gesty gospodarza Białego Domu w kierunku prezydenta Putina, a inni tylko rozmowy wokół dyslokowania stałej bazy wojsk USA w Polsce.
– Pracujmy nad naszym sojuszem z USA bez skrajnych uniesień, bo nie widzę dla niego alternatywy w Europie, która coraz wyraźniej potyka się o własne nogi – mówi Wirtualnej Polsce.
"Nie dlatego wydajemy miliardy"
Jak przypomina dyplomata, żaden sojusz nie daje stuprocentowych gwarancji bezpieczeństwa. Jego zdaniem wydajemy miliardy na amerykańskie uzbrojenie nie dlatego, że da to nam automatyczne wsparcie Waszyngtonu w obliczu ewentualnego kryzysu, ale dlatego, że jest to uzbrojenie najlepsze i dostępne w najkrótszym czasie.
– Niestety, europejskie technologie albo nie nadążają za konkurencją zza oceanu, albo pozostają wciąż na papierze. Nie obrażajmy się na rzeczywistość taką, jaka ona jest. I nie szukajmy winy za własne niedociągnięcia u innych. Praca nad bezpieczeństwem Polski zaczyna się i kończy tutaj, w Polsce. Zabiegajmy natomiast o jak najlepszą współpracę z każdym, kto nam w tym wysiłku może okazać się pomocny, w tym z USA – przekonuje Cichocki.
Na pierwszy plan radzi on wysunąć własne zdolności obronne. Z prostej przyczyny: nikt – jak mówi – nie przyjdzie na pomoc sojusznikowi, który sam nie jest w stanie się bronić. Przypomina w tym miejscu, że gdyby Ukraina padła w trzy dni, nikt by jej nie próbował ratować i po kilku gniewnych oświadczeniach wielu naszych sojuszników, w szczególności europejskich, wróciłoby do układania się z Rosją.
– Dlatego powtórzę: dbajmy o własne zdolności, budujmy je w gronie europejskim, ale nie zapominając o unikalności Stanów Zjednoczonych – ze wszystkimi jej blaskami i cieniami – podsumowuje dyplomata.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.