"Zaprowadził mnie do drugiego pokoju. Tam siedział inwestor". Kulisy spotkania u marszałka z PiS
- Prezes Lubelskiej Izby Rolniczej twierdzi, że marszałek Jarosław Stawiarski z PiS namawiał go do poparcia farmy wiatrowej. W sierpniu 2025 r. Gustaw Jędrejek został zaproszony do urzędu, gdzie nieoczekiwanie czekał na niego inwestor Jacek Wysokiński. Urząd i inwestor potwierdzają spotkanie, ale zaprzeczają naciskom.
- Jak ustaliła Wirtualna Polska, marszałek kupił mieszkanie w firmie tego samego inwestora. Umowa deweloperska z jego spółką LUK opiewa na prawie 458 tys. zł. Stawiarski przekonuje, że nie jest w żaden sposób uprzywilejowany.
- Ta sama firma chce teraz postawić sześć wiatraków w Kurowie. Do zmiany planu brakuje już tylko zgody resortu rolnictwa na odrolnienie działek. Według Jędrejka sprawą interesowała się ABW, ale agencja tego nie potwierdza ani nie zaprzecza.
O dziwnym spotkaniu w gabinecie marszałka województwa lubelskiego Jarosława Stawiarskiego prezes Lubelskiej Izby Rolniczej Gustaw Jędrejek opowiedział publicznie 4 października w Kurowie.
To właśnie w tej gminie pod Lublinem spółka Farma Wiatrowa Kurów, należąca do lubelskiego dewelopera Jacka Wysokińskiego, planuje budowę sześciu turbin wiatrowych o wysokości do 250 m. Wiatraki mają stanąć w odległości około 800 metrów od zabudowań we wsi Wygoda, czyli zgodnie z przyjętą przez PiS w 2023 r. ustawą wiatrakową, która wprowadziła minimalną odległość 700 metrów.
Przygotowania do rozpoczęcia inwestycji są już zaawansowane. Radni zgodzili się na rozpoczęcie procesu zmian w planie zagospodarowania, powstał projekt nowego planu. Trwają konsultacje, w trakcie których zdanie zmieniało wojsko, w związku z korytarzami powietrznymi nad tym terenem. Ostatecznie MON wyraziło zgodę, chociaż przeciwnicy inwestycji wnioskują o ponowne przeanalizowanie sprawy. Do podjęcia przez radnych uchwały o zmianie planu brakuje jeszcze zgody Ministerstwa Rolnictwa na odrolnienie działek, które od miejscowych rolników planuje pod wiatraki kupić inwestor.
Na spotkaniu w Kurowie mieszkańcy mówili o swoich obawach wobec inwestycji. Chodzi im głównie o hałas i negatywne skutki dla środowiska.
"Religia na wzór Smoleńska". Inwestor o przeciwnikach wiatraków
Inwestor Jacek Wysokiński przekonuje w rozmowie z WP, że do tej pory w tej sprawie nie było większych kontrowersji.
– Były konsultacje społeczne, które przebiegały w ciszy i spokoju. Społeczność Kurowa była zdecydowanie za. Radni głosowali jednym głosem – przekonuje Wysokiński.
Wylicza, że inwestycja będzie korzystna z powodów obronnych (bo rozproszone źródła energii są trudniejsze do zniszczenia dla ewentualnego wroga), a także gospodarczych. Wskazuje, że plany wspierają pobliskie Zakłady Azotowe "Puławy". – Gdyby te wiatraki powstały, miałyby około 50 milionów oszczędności rocznie – ocenia Wysokiński.
Protestujących wspierają politycy PiS i Konfederacji, a także lokalni aktywiści. Inwestor wypowiada się o nich wszystkich w obcesowy sposób.
– Grupa cyników, która, kierując się tylko i wyłącznie stworzeniem religii na wzór Smoleńska, uderza do płaskoziemców, opowiadając, że krowy będą zdychały, że wszyscy będą chorzy, że węgiel jest dwa razy tańszy niż energia z wiatraków, próbuje ubić swój interes partykularny, nie zważając na interes społeczny, interes państwa, interes gminy. I to jest jedyny powód, dla którego to się dzieje – komentuje Jacek Wysokiński w rozmowie z WP.
Szedł rozmawiać o dożynkach. W drugim pokoju czekał inwestor
Protestujących mieszkańców wspierał na tym spotkaniu także Gustaw Jędrejek. Przestrzegał przed inwestycją i opowiedział, co spotkało go w sierpniu 2025 r., gdy w podobnej sytuacji jak dziś Kurów była sąsiednia Końskowola. Ta sama firma starała się wtedy o budowę farmy właśnie tam. Jędrejek został zaproszony na spotkanie do marszałka Jarosława Stawiarskiego, a na miejscu nieoczekiwanie zastał też inwestora.
– Znam tego inwestora osobiście i też może, nie chciałbym za dużo mówić, ale byłem poproszony przez pana marszałka, żeby wydać zgodę na budowę wiatraków w Końskowoli. Po chwili zaprowadził mnie pan marszałek do drugiego pokoju, w którym siedział inwestor – relacjonował Gustaw Jędrejek.
Chodziło o opinię Lubelskiej Izby Rolniczej w sprawie odrolnienia działek, na których miała stanąć farma wiatrowa w Końskowoli. Opinia izby nie jest wiążąca, ale jej głos jest brany pod uwagę. Jędrejek mówił publicznie, że odmówił, i od razu dodał, że sprawą interesowały się służby.
– I, proszę państwa, za kilka dni zgłosiła się do mnie właściwie pani z ABW i pytała o wiatraki. Ja mówię o tym otwarcie – stwierdził Gustaw Jędrejek. – ABW chodzi koło tych dwóch panów, a więc pana marszałka i pana inwestora. Pytali mnie wprost. Ja parę słów powiedziałem, za dużo nie chciałem mówić, bo nie jest to moją rolą – dodał.
Jędrejek, pytany przez WP o spotkanie, twierdzi, że idąc do marszałka, sądził, iż spotkanie będzie dotyczyło dożynek wojewódzkich, bo odbyło się około trzech tygodni przed imprezą zaplanowaną na połowę września 2025 r. – Ja nie wiedziałem, że tam inwestor siedzi – mówi Gustaw Jędrejek. – Marszałek powiedział wprost, że bardzo mu zależy na pozytywnej zgodzie – dodaje.
Przyznaje również, że po spotkaniu o sprawę wiatraków pytała go przedstawicielka ABW.
Sama Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie potwierdziła ani nie zaprzeczyła badaniu tej sprawy. – ABW nie podaje do publicznej wiadomości informacji o podejmowanych działaniach analityczno-informacyjnych, operacyjnych lub śledczych, bez względu na to, czy w konkretnej sprawie są lub były one prowadzone – przekazało WP biuro prasowe agencji.
Urząd: marszałek tylko sprawdzał, czy inwestycja jest możliwa
Urząd Marszałkowski w odpowiedzi na pytania WP nie zaprzecza, że doszło do spotkania z udziałem Gustawa Jędrejka oraz inwestora. Ale przekonuje, że to normalna sytuacja.
– Wykonywanie funkcji marszałka województwa lubelskiego wiąże się m.in. ze spotkaniami z licznymi przedsiębiorcami – przekonuje Anna Nycz z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego.
Wskazuje, że to realizacja celu, jakim jest rozwój gospodarczy województwa, w szczególności pobudzanie aktywności gospodarczej oraz podnoszenie poziomu konkurencyjności i innowacyjności gospodarki regionu.
– Wskazujemy jednocześnie, że zarówno spotkanie wymienione w treści pytania, jak też wszystkie pozostałe nie stanowiły "nakłaniania" do podjęcia danej decyzji, lecz jedynie ustalały, czy istnieje możliwość rozpoczęcia przez inwestora realizacji zamierzonego przez niego projektu inwestycyjnego – dodaje Anna Nycz.
"Kłamie jak pies". Inwestor odpowiada prezesowi izby
Inwestor Jacek Wysokiński również przyznaje, że do spotkania w gabinecie marszałka z Gustawem Jędrejkiem doszło. Wyjaśnia, że chciał spotkać się z prezesem Lubelskiej Izby Rolniczej, aby wyjaśnić sprawę projektu. Twierdzi, że poprosił o spotkanie za pośrednictwem marszałka, bo sam nie miał dostępu do Jędrejka.
– Nie miałem rzeczywiście dostępu i poprosiłem pana marszałka, któremu wytłumaczyłem, jaka jest rola dla regionu takiego projektu i tak dalej. Jego rola wyłącznie sprowadziła się do tego, że zaprosił Gustawa Jędrejka, żebym mu przedstawił, że ja nie mam nic do ukrycia, że ja jak najbardziej jestem gotowy pokazać te umowy. Niech nawet prawnicy za moje pieniądze obejrzą, jeżeli mają jakieś zastrzeżenia do tych umów, więc – wie pan – ja chciałem to załatwić merytorycznie – relacjonuje Jacek Wysokiński.
Dodaje, że Jędrejek po spotkaniu nie sprawiał wrażenia, że nie zgadza się na projekt. Twierdzi, że wziął od niego numer telefonu i mieli umówić się na kolejne spotkanie.
– Myślałem, że ten człowiek chce rzeczywiście coś dobrego zrobić, a to jest po prostu kawał cynika, kawał drania, kawał bydlaka, który jeszcze w dodatku – wie pan – kłamie jak pies – oburza się Wysokiński, odrzucając tezę o naciskach na Jędrejka. – Jakie naciski może robić marszałek? Zresztą wie pan, no po prostu z kim ma ten marszałek się spotykać, jak nie z przedsiębiorcami, jeżeli jest zainteresowany rozwojem naszego kraju? – uważa.
Czy ktoś zapisał to spotkanie? Urząd milczy
O zaaranżowanym przez marszałka spotkaniu prezesa izby rolniczej z inwestorem wiedział od początku Janusz Próchniak, były samorządowiec i lokalny aktywista z Końskowoli. To właśnie kierowane przez niego stowarzyszenie Zielone Powiśle przyczyniło się do tego, że w gminie pod Puławami ostatecznie wiatraki nie powstały, bo na zmiany w planie we wrześniu 2025 r. nie zgodzili się radni.
– O zaistniałej sytuacji zostałem poinformowany przez pana prezesa Jędrejka już w zeszłym roku. Zadzwonił do mnie natychmiast po wyjściu z gabinetu – bardzo poruszony, ale jednocześnie niezwykle stanowczy. Kategorycznie odmówił wówczas udziału w tej farsie – relacjonuje Janusz Próchniak.
Podkreśla, że zadaniem marszałka województwa powinno być reprezentowanie i ochrona interesów wszystkich mieszkańców regionu, a nie ułatwianie kontaktów biznesowych wybranym inwestorom.
– W mojej ocenie tego typu praktyki są całkowicie niedopuszczalne, a przynajmniej pod względem moralnym. Zgodnie z ustawą o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa, wszelkie kontakty urzędników państwowych i samorządowych z podmiotami gospodarczymi, które próbują wpływać na decyzje lokalne, muszą być w pełni jawne, oficjalnie rejestrowane i publicznie dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej. Gabinetowe rozmowy z wybranym biznesem w obecności wysokich rangą urzędników wprost zaprzeczają tym standardom – komentuje Janusz Próchniak.
Czy spotkanie działacza rolniczego z marszałkiem i inwestorem wiatrakowym jest gdzieś udokumentowane? WP zapytała Urząd Marszałkowski, czy zostało ono odnotowane w jakimś miejscu w urzędzie: księdze wejść albo oficjalnym kalendarzu spotkań. Nie dostaliśmy odpowiedzi na to pytanie.
Mieszkanie od inwestora w oświadczeniu majątkowym marszałka
Jak ustaliła Wirtualna Polska, marszałek Jarosław Stawiarski w oświadczeniu majątkowym za 2025 r., w pozycji "zobowiązania pieniężne powyżej 10 tys. złotych, w tym zaciągnięte kredyty i pożyczki", wpisał umowę deweloperską z firmą LUK Jacek Wysokiński i Wspólnicy. Umowa opiewa na 457 760 zł, a na koniec ubiegłego roku do spłaty zostało jeszcze 320 432 zł. WP zapytała marszałka, czy nie widzi konfliktu interesów, skoro organizował spotkanie z przedsiębiorcą w sprawie inwestycji wiatrakowej, a jednocześnie wiąże go umowa deweloperska z jego firmą.
– Wymieniona w moim oświadczeniu majątkowym umowa deweloperska została zawarta na warunkach rynkowych. Jako strona tej umowy nie jestem w żaden sposób uprzywilejowany – zapewnia Jarosław Stawiarski.
Dodaje, że wykonując swoje obowiązki, na co dzień spotyka się z przedstawicielami licznych lokalnych deweloperów.
– Wynika to ze współpracy z powyższymi podmiotami, przykładowo w zakresie najmu lokali. Przyjmując narrację wynikającą z pańskich pytań, zawarcie umowy deweloperskiej z jednym z takich deweloperów również byłoby kwestionowane – dodaje.
Wskazuje również, że województwo lubelskie współpracuje ze spółką LKPS Lublin poprzez realizację umów na usługę promocji gospodarczej województwa lubelskiego podczas udziału drużyny Bogdanka LUK Lublin w rozgrywkach PlusLigi.
– Sponsorem tytularnym drużyny Bogdanka LUK Lublin jest m.in. firma LUK Jacek Wysokiński Sp.k. Spotkania z właścicielem tej firmy, które wielokrotnie prowadzę w ramach pełnionej przeze mnie funkcji, dotyczą przede wszystkim aspektów sportowych związanych z powyższą umową zawartą przez województwo lubelskie – dodaje Stawiarski.
5 października Urząd Marszałkowski podpisał kolejną tego typu umowę. Wypłaci klubowi za promocję regionu 487 tys. zł.
"Płaci raty tak jak wszyscy inni"
O mieszkanie marszałka WP zapytała także Jacka Wysokińskiego, właściciela spółki LUK Jacek Wysokiński i Wspólnicy.
– Marszałek kupił mieszkanie, płaci raty tak jak wszyscy inni, zgodnie z harmonogramem – przekonuje Jacek Wysokiński.
Wyjaśnia, że umowa deweloperska, którą spłaca marszałek, polega na spłacaniu zgodnie z harmonogramem kolejnych rat za mieszkanie, które powstaje w ramach nowej inwestycji.
– Przyszedł, kupił, angażuje się w to, co ja robię społecznie dla tego miasta, w siatkówkę, więc przyszedł, kupił, zna, ma świadomość tego, że jestem solidną firmą, kupił sobie mieszkanie, nawet nie za bardzo o tym wiedziałem – kwituje Wysokiński.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.