Tajemnicza śmierć laborantki z Irkucka. WHO i USA domagają się wyjaśnień
Tajemnicza śmierć laborantki z Irkucka. WHO i USA domagają się wyjaśnień
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
W Szelechowie pod Irkuckiem nikt nie używa słowa "dżuma". Liczące 50 tysięcy mieszkańców miasto znalazło się w centrum uwagi świata po tajemniczej śmierci laborantki z miejscowego instytutu badań nad tą chorobą.
Choć władze wprowadziły kwarantannę w kilku placówkach medycznych i objęły obserwacją około 200 osób, to rosyjskie media podały informacje o kolejnym podejrzanym zgonie.
Śmierć laborantki z Irkucka wzbudziła obawy całego świata
Źródło zdjęcia: TVN24
Mieszkańcy Szelechowa wydają się nie przejmować sytuacją - taki spokój chciałaby mieć też reszta świata. Wyjaśnień od Rosji domagają się Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Stany Zjednoczone, które wezwały amerykańskich obywateli do natychmiastowego opuszczenia Rosji w związku z zagrożeniem epidemią dżumy.
- Jeśli coś takiego wydostanie się na zewnątrz, może się szybko rozprzestrzenić, więc bacznie to obserwujemy - ostrzegł sekretarz stanu USA Marco Rubio. - Nie sądzę, żeby był to powód do wszczynania alarmu, ale z pewnością wymaga to uwagi i stałego śledzenia sytuacji - dodał.
Rosja oskarżana o ukrywanie informacji
Oficjalna wersja przedstawiana przez Rosję mówi o tym, że w nocy z 1 na 2 października Daria Szipiłowa, pracownica instytutu badawczego zajmującego się leczeniem dżumy, zmarła na zapalenie płuc o nieznanej etiologii. Lokalne media podały, że kobieta mogła kilka dni wcześniej rozbić probówkę zawierającą patogen dżumy płucnej - tej wersji nie potwierdza Kreml.
- Sugerowałbym opieranie się na informacjach z organu odpowiedzialnego za zdrowie publiczne, który przekazuje dość szczegółowe dane na temat bieżącej sytuacji i rozwoju wydarzeń - przekonywał rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.
Maria Van Kerkhove z WHO wyjaśniła, że organizacja chciałaby mieć więcej informacji, by zrozumieć, jakie testy były przeprowadzane w tym laboratorium i jakie patogeny były badane, a jeśli kobieta nie zmarła na dżumę, to co było powodem jej śmierci.
Rosja oskarżana jest o ukrywanie informacji na temat możliwego wybuchu epidemii. Wyjątkowo ostre środki bezpieczeństwa - kwarantanna i blokada informacji - tylko rodzą domysły.
Czy Polsce zagraża epidemia dżumy?
- Pałeczki dżumy były bronią biologiczną, której Tatarzy jeszcze używali w XIV wieku, a pracowano nad pałeczkami dżumy służby amerykańskie i radzieckie, jako przydatna broń biologiczną, bo to jest rzeczywiście paskudna rzecz. Kto zagwarantuje, że Rosjanie przerwali te próby? - zwrócił uwagę Wacław Radziwinowicz z "Gazety Wyborczej", były korespondent w Moskwie.
- Jestem na konferencji, gdzie spotykam się z epidemiologami i tutaj zastanawialiśmy się, co naprawdę wiemy. Tak naprawdę nie wiemy nic. Rosjanie przekazują informacje, że zgon nastąpił z powodu nieznanego czynnika etiologicznego, z powodu zapalenia płuc. Tak właściwie to żadnych informacji więcej nie mamy - powiedziała prof. Joanna Zajkowska, podlaska wojewódzka konsultantka do spraw epidemiologii. - To, że jest obserwowanych 200 osób, też nam nic nie mówi - dodała.
Dżuma - co to za choroba
Dżuma to ostra choroba bakteryjna. Wciąż występuje w kilku miejscach na całym świecie, między innymi w Mongolii czy na Madagaskarze. W XIV wieku wielka epidemia dżumy zabiła od 30 do 60 procent ludności Europy. Dziś, wcześnie wykrytą chorobę, dość łatwo leczy się antybiotykami.
Główny inspektor sanitarny mówi, że nie ma w tej chwili żadnych sygnałów o zagrożeniu transgranicznym, jeśli w ogóle za podejrzane zgony na Syberii odpowiada dżuma. - Gdyby nawet tak było, to mamy skuteczne leki przeciwko tej chorobie. Jest to choroba, która gdzieniegdzie występuje w naturalnej postaci, a zakażenie tym patogenem jest niezmierne mało prawdopodobne - uspokajał Paweł Grzesiowski.
Więcej może być wiadomo w ciągu dwóch, trzech dni. Postęp choroby jest wyjątkowo szybki, więc powinno się wyjaśnić, czy na Syberii doszło do kolejnych zakażeń - o ile Rosja zdecyduje się na przejrzyste informowanie o zagrożeniu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.