The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, September 29, 2026

Serce pod kontrolą. Kardiolog: Ten organ nie lubi bierności

Translate

Złe nawyki żywieniowe, brak ruchu, palenie papierosów to najczęstsze zaniedbania, które prowadzą do chorób układu sercowo-naczyniowego. Zmiany w stylu życia warto wprowadzić w każdym momencie, choć oczywiście im wcześniej to zrobimy, tym lepiej. 

Już w wieku szkolnym spotykamy się z olbrzymim problemem otyłości wśród dzieci. Promowanie zdrowego odżywiania w tej grupie wiekowej uważam za jedno z ważniejszych działań mających realne przełożenie na poprawę zdrowia i zmniejszenie ryzyka zawałów w przyszłości – mówi prof. Maciej Wybraniec, kierujący Oddziałem Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach – Ochojcu. 

Kardiolog podkreśla, że podobnie jest z aktywnością fizyczną: Powinniśmy przynajmniej kilka razy w tygodniu – wytyczne WHO mówią o pięciu razach – ruszać się po 30 min., ale jakakolwiek ilość wysiłku o umiarkowanej intensywności będzie korzystna. To są działania, które możemy podejmować na co dzień bez kontaktu z lekarzem. Zdrowie jest w naszych rękach – mówi prof. Wybraniec. 

Nie warto też odwlekać decyzji o rzuceniu palenia: Palenie papierosów, a także e-papierosów to nałogi, które bardzo skracają życie – dodaje specjalista. 

Dla zdrowia serca trzeba również zadbać o regularny, odpowiednio długi, nieprzerwany sen. 

Rośnie świadomość. 30-40-latkowie chcą się badać

Do poradni kardiologicznej coraz częściej zgłaszają się osoby w wieku ok. 30-40 lat, które nawet przy braku dolegliwości, chcą wykonać podstawowe badania.

W ostatnich latach świadomość ryzyka chorób sercowo-naczyniowych bardzo wzrosła – mówi prof. Maciej Wybraniec i zaleca: ocenę ciśnienia tętniczego, tętna oraz stężenia cholesterolu we krwi.

Pomiar ciśnienia tętniczego możemy wykonać sami w domu. Domowe pomiary są dokładniejsze. Jeśli wartości przekraczają 140/90 mmHg, powinniśmy skonsultować się z lekarzem – wyjaśnia kardiolog. 

Proste do skontrolowania w warunkach domowych jest także tętno. Ułatwiają to np. smartwatche, z których wiele osób korzysta. Prof. Wybraniec podkreśla, że sprawdzanie, czy tętno jest miarowe, ważne jest szczególnie w starszej grupie wiekowej - powyżej 60. roku życia.

Jeśli u tych osób występuje całkowita niemiarowość, czyli odstępy między pobudzeniami serca są różne, to może to być pierwszy objaw migotania przedsionków. Jest to arytmia serca, która występuje nawet u 5 proc. ludzi po 60. roku życia, czyli co 20. osoba ma ten problem. Tymczasem migotanie przedsionków dramatycznie zwiększa ryzyko udaru niedokrwiennego mózgu. Poprzez szybkie wdrożenie leczenia przeciwkrzepliwego, rozrzedzającego krew możemy zapobiec występowaniu udarów. Możemy też zapobiegać powtórnemu udarowi. W Górnośląskim Centrum Medycznym prowadzimy randomizowany projekt, w którym stosujemy nowoczesne leczenie zabiegowe u pacjentów z migotaniem przedsionków po przebytym udarze po to, żeby on znów nie wystąpił. To jest badanie PILOS AF i wszystkich pacjentów po przebytym udarze niedokrwiennym mózgu z migotaniem przedsionków zapraszamy - mamy do zaoferowania im nowoczesne leczenie - wyjaśnia prof. Wybraniec.  

Ważne parametry: cholesterol, trójglicerydy i lipoproteina (a)

Oprócz monitorowania ciśnienia tętniczego i tętna, należy oznaczyć stężenie cholesterolu we krwi. Po 40. roku życia powinniśmy przynajmniej raz w roku zrobić badanie.

Im wyższy cholesterol, tym większe ryzyko poważnych powikłań kardiologicznych – zawału serca i udaru niedokrwiennego mózgu. Im niższy cholesterol, tym dłużej żyjemy – mówi kardiolog. 

Wokół tego zagadnienia narosło dużo mitów. Prof. Maciej Wybraniec rozwiewa wątpliwości: Na pewno wysoki całkowity cholesterol i wysoki tzw. zły cholesterol (LDL) są wyznacznikami złego rokowania. Natomiast jeśli tzw. dobry cholesterol (HDL) jest wysoki, to dobrze, ale to nie oznacza jeszcze, że możemy czuć się spokojnie tylko z tego powodu. Wysoki HDL nie działa ochronnie, kiedy podwyższone jest stężenie cholesterolu całkowitego i LDL – tłumaczy. 

Zaznacza jednocześnie, że niski poziom tzw. dobrego cholesterolu jest czynnikiem ryzyka: Wiemy również, że są pewne frakcje cholesterolu HDL, które też są niestety szkodliwe i zwiększają ryzyko odkładania się cholesterolu w ścianie naczyń, co przekłada się na ryzyko zawału serca – podsumowuje kardiolog. 

Kolejnym elementem profilu lipidowego są trójglicerydy. Im wyższy jest ich poziom, tym gorzej, tym większe jest ryzyko zawału serca: Jest to parametr, który dużo bardziej ulega zmianom z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień i dużo bardziej koreluje z dietą, z tym, jak żyjemy na co dzień - mówi prof. Wybraniec.  

W badaniu krwi można też oznaczyć nowy parametr – lipoproteinę (a). Nie jest to badanie rutynowe, ale według kardiologów powinno być wykonane przynajmniej raz w życiu: Uważa się, że wysoki poziom lipoproteiny (a) wskazuje osoby, u których ryzyko zdarzeń kardiologicznych w perspektywie całego życia jest dużo wyższe i te zdarzenia wystąpią w młodszym wieku. Oczywiście jest to tylko wskaźnik ryzyka, a nie przepowiednia. Ważne jest to, że nie za bardzo mamy możliwość modyfikacji stężenia lipoproteiny (a). Jeśli jest ono wysokie, to powinno to nas mobilizować do dbania o zdrowie i modyfikowania wszystkich innych czynników ryzyka – tłumaczy specjalista. 

Cholesterol pod kontrolą

Nie każda osoba z podwyższonym poziomem cholesterolu wymaga leczenia farmakologicznego. Jeśli pierwsze oznaczenie jest nieprawidłowe, trzeba się zastanowić nad skalą przekroczenia normy. 

Jeśli norma przekroczona jest o 10-30 proc., to u pacjentów, którzy nie mają licznych innych chorób, warto wdrożyć zdrowy styl życia, przede wszystkim dietę z ograniczeniem tłuszczów zwierzęcych, bogatą w warzywa, owoce, chudy nabiał – mówi prof. Maciej Wybraniec. 

Jeżeli jednak po zmianie diety i wprowadzeniu regularnego wysiłku fizycznego, po okresie 3-6 miesięcy poziom cholesterolu nadal jest wysoki albo nawet rośnie, należy myśleć o leczeniu. 

Statyny nie takie straszne

Kardiolodzy podkreślają, że jest wiele mitów dotyczących rzekomej szkodliwości statyn, czyli leków obniżających stężenie cholesterolu we krwi.

Jest to jeden z największych problemów w codziennym kontakcie z pacjentami.  Tymczasem statyny ponad wszelką wątpliwość są lekami skutecznie obniżającymi cholesterol całkowity i LDL. Są podstawową, ogólnie dostępną, tanią metodą obniżania cholesterolu LDL. Jeśli ktoś ma wysoki cholesterol i bierze statyny, będzie żył dłużej – tłumaczy prof. Maciej Wybraniec. 

Dodaje, że stosowanie statyn, jak każda terapia, może powodować pewne skutki uboczne, ale są one bardzo rzadkie: Najczęściej dotyczą mięśni – powodują bóle mięśniowe, które zdarzają się u 5-10 proc. pacjentów leczonych statynami. Zwykle bóle ustępują same albo wymagają zmniejszenia dawki leku. Ryzyko poważnych powikłań, jak przy wszystkich lekach, które stosujemy, nawet aspiryny czy paracetamolu, które możemy kupić bez recepty, oczywiście istnieje, ale jest bardzo niewielkie. Nie bójmy się leku, bójmy się choroby. Hiperlipidemia to zaburzenie, które w końcu może prowadzić do: miażdżycy, zawału serca, udaru mózgu, Jest to zaburzenie, które możemy kontrolować – podsumowuje kardiolog. 

Docelowe stężenie cholesterolu we krwi zależy od kilku czynników i ma związek z ryzykiem, jakim obarczony jest konkretny pacjent.

Im więcej ma chorób towarzyszących, im jest starszy albo przeszedł już incydenty kardiologiczne, jeśli ma cukrzycę, pali papierosy, to powinien mieć dużo niższy cholesterol niż osoba młoda, bez innych obciążeń, bez chorób towarzyszących, niepaląca i regularnie uprawiająca wysiłek fizyczny – wyjaśnia specjalista. 

Najlepiej cel leczenia odnosić do „złego” cholesterolu: Stężenie LDL w szerokiej populacji powinno być poniżej 115 mg/ decylitr. U pacjentów w średnim wieku z pojedynczymi czynnikami ryzyka, nadciśnieniem - poniżej 100 mg/decylitr. Natomiast jeśli ktoś przebył zawał serca, udar mózgu, ma miażdżycę, to dążymy do cholesterolu LDL poniżej 55 mg/decylitr. Ta norma jest bardzo wyśrubowana, ale to dlatego, że wiemy, że obniżenie cholesterolu poniżej tej wartości jest kluczowym elementem prewencji zawału i udaru mózgu. Obniżenie cholesterolu bardzo redukuje ryzyko pierwszego incydentu, odsuwa go w czasie, a u osób, które już miały zawał, to jest to kluczowy element prewencji ponownego zawału – podkreśla kardiolog. 

Dieta ma znaczenie - uwaga na żółty ser!

Wiele się mówi, że dla zdrowia serca najlepsza jest dieta śródziemnomorska. Mówi się także, że należy ograniczyć jedzenie czerwonego mięsa. Rzadko jednak słyszymy o szkodliwym wpływie żółtego sera. 

Żółty ser zawiera bardzo dużo egzogennego cholesterolu. Regularne, codzienne spożywanie np. plasterka na śniadanie, na drugie śniadanie, kolejnych dwóch plasterków na kolację może mieć znaczenie. Wszystko w diecie jest dopuszczalne, to jest kwestia ilości. Powinniśmy zastanowić się, czy koniecznie codziennie żółty ser spożywać. Może lepiej co drugi, co trzeci dzień w mniejszej ilości. Zdecydowanie preferowałbym biały ser jako element diety lepiej wpływającej na profil lipidowy - radzi ekspert. Warto ograniczyć również spożywanie serów pleśniowych, długo dojrzewających. 

Zdecydowanie nie trzeba natomiast wyrzucać z diety jajek. One też mają dużo cholesterolu, ale zawierają lecytynę, która ogranicza jego wchłanianie. 

Oczywiście osoby, które mają hiperlipidemię, nie powinny spożywać za dużo jajek - góra 2 dziennie to rozsądna dawka - wyjaśnia kardiolog. 

Stanowczo zaleca ograniczenie spożywania cukrów prostych: To jest zło. Cukry proste zawarte np. w słodkich, gazowanych napojach, gotowych sokach w kartonach czy w słodyczach po pierwsze wpływają na zwiększenie ryzyka otyłości. Po drugie pogarszają profil lipidowy, bo mają olbrzymi wpływ na poziom trójglicerydów – przestrzega prof. Wybraniec. 

Zaznacza, że powinniśmy jeść możliwe prosto: Kiedy myślimy o zdrowej diecie, chodzi o to, żeby zawierała proste, nieprzetworzone produkty, najlepiej naturalne, od lokalnych dostawców.  

Nie bagatelizuj tych objawów. To może być zawał!

U części osób mogą występować objawy poprzedzające zawał serca. 

Ściskający, piekący ból w klatce piersiowej, który nasila się przy aktywności fizycznej,  przy ruchu, chodzeniu po schodach, szybszym marszu - jeśli się pojawia, szczególnie jeśli promieniuje do lewej ręki i żuchwy, jest to rzeczywiście objaw przewlekłego zespołu wieńcowego czyli stabilnej choroby wieńcowej , która może w pewnym momencie przeistoczyć się w zawał serca, jeśli blaszka miażdżycowa pęknie – wyjaśnia prof. Maciej Wybraniec i zaznacza, że u dużej części osób nie ma żadnych wcześniejszych objawów. 

Po prostu z dnia na dzień rano te osoby się budzą z bólem w klatce piersiowej. Zawał serca najczęściej występuje ok. 5.00-6.00 rano. To jest obserwacja związana z pewnymi mechanizmami regulacyjnymi w organizmie – dodaje. 

Czynnikiem wyzwalającym pęknięcie blaszki miażdżycowej może być silny stres. U osób z miażdżycą może się to wydarzyć przy wzroście ciśnienia tętniczego na skutek stresu emocjonalnego albo fizycznego, czyli np. w przypadku infekcji.

Obserwowaliśmy to w czasie pandemii covid19 i przy innych infekcjach np. zapaleniu płuc - tłumaczy prof. Wybraniec. 

Kardiolog dodaje, że stres może też doprowadzić do incydentu, który przypomina zawał, ale nim nie jest: To tzw. zespół złamanego serca. Serce w sytuacji emocjonalnego zawodu czy straty osoby bliskiej nagle zaczyna się źle kurczyć i takie osoby mają typowe objawy zawału serca. Dopiero w szpitalu po wykonaniu badań jesteśmy w stanie powiedzieć, że ktoś ma zespół złamanego serca. Na szczęście objawy się wycofują, serce się regeneruje. Dlatego dla zdrowia serca ważne jest, byśmy dbali o relacje i o zdrowie psychiczne.  

Kobiety później zgłaszają się z zawałem do lekarza

Objawy zawału serca u kobiet i mężczyzn zwykle są podobne: ból w klatce piersiowej w spoczynku, który nie ustępuje w ciągu 20 minut, budzący ze snu, piekący i/lub gniotący. Zdarza się jednak również często, że u pań pojawiają się objawy nietypowe. 

Po pierwsze, jeśli występuje ból, jest np. bardziej kłujący, zlokalizowany w trochę innym miejscu, czyli nie za mostkiem. Dużo częściej, ze względu na wyższy próg bólu, kobiety odczuwają nie ból, a duszność albo uczucie braku powietrza. To może być powodem pomyłek diagnostycznych. Częściej też objawy są zlokalizowane w plecach, w obrębie łopatki. Trzeba być ostrożnym, ponieważ te nietypowe objawy, szczególnie u kobiet w wieku średnim, mogą być mylone z objawami menopauzy – zaznacza kardiolog. 

Z powodu wyższego progu bólu i wspomnianych nietypowych objawów kobiety z zawałem później zgłaszają się do lekarza. 

Szybki powrót do aktywności po zawale

Na przestrzeni ostatnich 30 lat doszło do wielu zmian w leczeniu pacjentów z zawałem. 

W zakresie leczenia tabletkami dawniej mieliśmy tylko parę leków. Aktualnie w sytuacji wystąpienia zawału serca, podejmujemy natychmiastowe działanie. W ciągu dwóch godzin pacjent powinien znaleźć się na stole hemodynamicznym - w całej Polsce jest bardzo gęsta sieć pracowni cewnikowania serca. Nie robimy operacji tylko zabiegi małoinwazyjne. Nakłuwamy rękę, czasami nogę i przez „dziurkę od klucza” przechodzimy cewnikiem do tętnic wieńcowych, a następnie udrażniamy, otwieramy tętnicę, podajemy odpowiednie leki, często wszczepiamy stent czyli stelaż do tętnicy wieńcowej od wewnątrz, żeby była drożna. Zabieg zwykle trwa godzinę, czasem trochę dłużej i tego samego dnia u pacjenta ustępuje ból. Jeżeli zabieg jest wykonany odpowiednio szybko, to serce jest całkowicie uratowane, nie dochodzi do uszkodzenia, utworzenia blizny. Później serce przez lata kurczy się dobrze. Jeżeli będziemy zwlekać ze zgłoszeniem się do lekarza, to kawałek serca może ulec obumarciu, co będzie skutkowało gorszą kurczliwością i rozwojem niewydolności serca – wyjaśnia prof. Maciej Wybraniec. 

Zmian w leczeniu jest więcej. Na początku lat 90. po zawale serca pacjentowi zalecało się leżenie w łóżku przez 2-3 tygodnie, żeby serce mogło się zregenerować – mówi kardiolog. 

Dziś dąży się do tego, żeby pacjent szybko wrócił do aktywności. W pierwszej dobie po zawale pacjenci są podpięci do monitora, czasami mogą z monitorem chodzić, ale faktycznie w pierwszej dobie stacjonarny, leżący tryb życia jest wskazany. Jednak już od drugiej, trzeciej doby pacjenci są uruchamiani. To zmniejsza ryzyko powikłań np.  zakrzepicy – zaznacza lekarz. 

Wielkim postępem jest wprowadzenie w pełni finansowanego przez NFZ programu KOS-zawał, czyli programu kompleksowej opieki nad pacjentem po zawale serca. Dzięki niemu chory po wypisaniu ze szpitala nie trafia w próżnię. 

Górnośląskie Centrum Medyczne jest jednym z pionierów i liderem w zakresie kwalifikacji pacjentów do tego programu. Uwzględnia on szybkie uruchomienie pacjenta. Tydzień po przebytym zawale ma on wizytę koordynującą, sprawdzamy badania laboratoryjne i jeśli wszystko jest w porządku, zaczyna rehabilitację, która trwa 3 tygodnie. W tym czasie w sposób kontrolowany, w bezpiecznych warunkach stopniowo zwiększamy pacjentowi obciążenie wysiłkiem fizycznym. Ruch jest jednym z podstawowych elementów prewencji nie tylko pierwotnej, ale także wtórnej, czyli zapobiegamy ponownemu zawałowi serca. W porównaniu do zaleceń sprzed 30 lat, żeby leżeć, mamy zalecenie, żeby szybko leczyć, by pacjent wrócił do normalnego życia, do pracy, do cieszenia się życiem – podsumowuje prof. Maciej Wybraniec. 

View the original on RMF24 →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.