Szybka reakcja chirurgów po zamachu w Krakowie. Prof. Pędziwiatr dla Onetu: uratował mu tym życie
Do zatrzymania sprawcy sobotniego zamachu w Krakowie doszło u zbiegu ul. Dietla i Stradomskiej. To tam funkcjonariusze st. post. Jakub Kulik i st. post. Artur Morański ryzykowali życie, by uniemożliwić sprawcy zamachu strzelanie do kolejnych osób. Jeden z nich, ranny, ostatkiem sił obezwładnił strzałami zamachowca, a potem klęcząc, pilnował go, dopóki sam nie padł na ziemię.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Przypadkowi przechodnie szybko podbiegli zarówno do funkcjonariuszy, jak i do sprawcy, by udzielić poszkodowanym pierwszej pomocy. Jak się okazuje, policjanci mogli liczyć nie tylko na błyskawiczną, ale także fachową pomoc. W pobliskiej restauracji przebywali wówczas dwaj wybitni krakowscy chirurdzy — prof. Michał Pędziwiatr oraz dr Mateusz Wierdak. Kiedy z niej wyszli, usłyszeli strzały, a następnie zauważyli leżących na jezdni czterech poszkodowanych.
"W pierwszej chwili zdębieliśmy"
— W pierwszej chwili zdębieliśmy. Zauważyliśmy leżących funkcjonariuszy policji oraz mężczyznę w mundurze. Nie wiedzieliśmy, kto jest sprawcą strzelaniny, a jeśli tu są poszkodowani, to gdzie są sprawcy — opowiada w rozmowie z Onetem prof. Pędziwiatr.
Ale zaznacza, że zadaniem jego i jego kolegi nie było ocenianie, kto jest winny strzelaniny, ale dokonanie oceny stanu zdrowia poszkodowanych. Jak się okazało, najpoważniejsze obrażenia — ranę postrzałową w klatkę piersiową miał policjant, który obezwładnił sprawcę.
Z pomocą ruszył mu dr Wierdak. — Będę go gloryfikował, bo zrobił największą i najlepszą robotę w tej historii. Zajął się tym policjantem, który obezwładnił tego napastnika, bo on rzeczywiście wymagał pilnej pomocy — mówi prof. Pędziwiatr. — Bez zabezpieczenia, bez rękawiczek po prostu skupił się na tym policjancie, tamując mu miejsce krwawienia z klatki piersiowej. Prawdopodobnie tym uratował mu życie — mówi profesor.
Oprócz sprawcy, który miał ranę postrzałową brzucha, zajął się także drugim, także ciężko rannym policjantem oraz kierowcą samochodu — przypadkową ofiarą.
Prof. Pędziwiatr podkreśla, że kluczowe w pierwszych chwilach były zarówno zatamowanie krwawienia, jak i podjęcie decyzji, do których szpitali skierować rannych.
"Przyznam, że uparliśmy się"
— Przyznam, że uparliśmy się, by rannego policjanta wysłać do szpitala im. Jana Pawła II. To nie jest pierwszy szpital w kolejce w przypadku takich zdarzeń, ale wiedzieliśmy, że tam są najlepsi specjaliści, jeśli chodzi o chirurgię klatkową — podkreśla profesor.
Jak się okazuje, decyzja ta była słuszna, bo dzięki wysiłkowi chirurgów ze szpitala im. Jana Pawła II życie policjanta udało się uratować. Nadal jego stan jest ciężki. Drugiego z policjantów udało się wybudzić ze śpiączki.
Sprawca zamachu został skierowany do Szpitala Uniwersyteckiego, gdzie przeszedł skomplikowaną operację jamy brzusznej. Wbrew pojawiającym się informacjom prof. Pędziwiatr nie operował ofiar sobotniej strzelaniny. — W każdym ze szpitali, do których trafiali ranni, były gotowe zespoły chirurgów. Ponadto, co wymaga podkreślenia, do placówek zjechali się lekarze, którzy nie mieli dyżurów w sobotę, ale przyjechali z własnej woli pomóc — mówi profesor. — To wszystko cisi bohaterowie tej historii — dodaje.
W Szpitalu Uniwersyteckim, gdzie kieruje Oddziałem Klinicznym Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej, Metabolicznej i Stanów Nagłych, w sobotę jednocześnie prowadzono operacje rannych na sześciu salach.
Prof. Pędziwiatr w rozmowie z Onetem kategorycznie zaprzecza pogłoskom, jakoby na miejscu zdarzenia w sobotę nie było policji. — Byli tam policjanci ratownicy, medyczni, którzy nas rozpoznali i wspólnie z nimi tych chorych tam ogarnialiśmy. Byli tam w mig, to znaczy w tym samym czasie, kiedy my tam przybiegliśmy. Więc to jest absolutna wierutna bzdura, że tam nie było policji — podkreśla chirurg.
Sześć ofiar zamachu w Krakowie
W wyniku sobotniego ataku śmierć poniosło sześć osób, a 16 zostało rannych. Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar poinformował, że ofiary śmiertelne zamachu w Krakowie to trzy Polki w wieku 61, 47 i 53 lata, 32-letni Brytyjczyk, 51-latka niebędąca obywatelką Polski oraz około 50-letni mężczyzna, będący obywatelem Polski.
— Poszkodowani, to 11 Polaków i pięciu obcokrajowców. W 14 przypadkach stan jest już stabilny, w jednym, stan jest ciężki. W stanie krytycznym jest sprawca zdarzenia, który był już kilkukrotnie operowany — dodał.
Klęczar przekazał też, że krakowski rynek zostanie zamknięty do czasu zakończenia działań służb. Dokładna godzina nie jest znana.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.