Tajwan zaostrza przepisy. Za prowadzenie pod wpływem nawet kara śmierci

Tajwański parlament jednogłośnie przyjął poprawki do kodeksu karnego, drastycznie zaostrzające kary za prowadzenie pojazdów pod wpływem środków psychoaktywnych.
Za spowodowanie śmiertelnego wypadku pod wpływem narkotyków recydywistom może teraz grozić kara śmierci, co jest nowością w tajwańskim prawie drogowym.
Nowe przepisy przewidują również wysokie grzywny, które w przypadku wypadku śmiertelnego mogą sięgać nawet 7 milionów dolarów tajwańskich.
Zaostrzenie prawa ma związek z głośnym wypadkiem z grudnia 2025 roku w miejscowości Keelung, gdzie sprawca pod wpływem substancji zabił pieszego.
W artykule wspomniano również o wyroku w Polsce, gdzie Sebastian M. otrzymał karę ośmiu lat więzienia za wypadek na autostradzie A1 z 2023 roku.
Yuan Ustawodawczy przyjął w piątek poprawki do kodeksu karnego, zaostrzające kary za prowadzenie pojazdów pod wpływem środków psychoaktywnych. Projekt wnioskowany był przez Tajwańską Partię Ludową (TPP).
Ugrupowanie, wspólnie z Kuomintangiem (KMT), wskazywało na konieczność oddzielenia konsekwencji prawnych ponoszonych przez osoby powodujące wypadki pod wpływem alkoholu od tych, które wsiadły "za kółko" po zażyciu zakazanych substancji.
Tajwan zaostrza przepisy. Prowadzenie pod wpływem może skończyć się nawet karą śmierci
Zgodnie z nowymi wytycznymi za prowadzenie samochodu pod wpływem nielegalnych używek grozi kara do pięciu lat więzienia oraz grzywna do 500 tys. dolarów tajwańskich (ok. 60 263 zł).
W przypadku, jeśli dojdzie do wypadku, który spowoduje poważne obrażenia, sprawca zostanie skazany na pięć do 12 lat pozbawienia wolności oraz karę finansową do 5 milionów dolarów tajwańskich (ok. 602 430 zł).
Jeśli zdarzenie poskutkuje śmiercią, potencjalny oskarżony otrzyma karę co najmniej siedmiu lat więzienia i zostanie zobowiązany do zapłaty nawet 7 milionów dolarów tajwańskich (ok. 843 338 zł).
Po raz pierwszy tajwańskie prawo dotyczące przestępstw na drodze wprowadza karę śmierci. Skazana na nią może zostać osoba, która w warunkach recydywy doprowadzi pod wpływem środków psychoaktywnych do śmiertelnego wypadku.
Poprawki w kodeksie karnym wejdą w życie po ogłoszeniu ich przez prezydenta Lai Ching-te.
Tragedia w Keelung. Sprawca głośnego wypadku usłyszał wyrok
Działania parlamentarzystów mają miejsce na tle głośnej na Tajwanie, otwiera się w nowym oknie sprawy z grudnia 2025 roku. W miejscowości Keelung 33-latek, prowadząc samochód pod wpływem środków psychoaktywnych, staranował samochody i motocykle, a następnie potrącił pieszego, który niósł śmieci. Sprawca twierdził, że do czynu skłonił go "wewnętrzny demon".
Również w piątek oskarżony usłyszał wyrok - siedem lat i osiem miesięcy więzienia. Córka ofiary płakała na oczach fotoreporterów, wskazując, że nie zgadza się z zasądzoną karą.
Kobieta wskazywała, że wyrok jest niewystarczająco dotkliwy, a sprawca będzie mógł ubiegać się o zwolnienie warunkowe.
Osiem lat więzienia dla Sebastiana M. Sąd wydał decyzję po tragedii na A1
Tymczasem w ubiegłym tygodniu w Polsce zapadł wyrok w sprawie Sebastiana M., otwiera się w nowym oknie, który 16 września 2023 r. doprowadził do wypadku na A1, w którym śmierć poniosła trzyosobowa rodzina.
Mężczyzna został skazany na osiem lat więzienia. Wobec mężczyzny orzeczono także zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 15 lat. Na poczet kary zaliczono mu okres pobytu w areszcie i zatrzymania prawa jazdy.
Dodatkowo sąd nakazał Sebastianowi M. wypłatę zadośćuczynienia pięciu oskarżycielom posiłkowym w kwocie po 500 tys. złotych, czyli łącznie 2,5 mln zł. Zasądził, by oskarżony zwrócił oskarżycielom pieniądze za wydatki poniesione na działania procesowe.
Osiem lat pozbawienia wolności jest najwyższą możliwą karą przewidywaną przez polskie prawo dla przestępstwa, do którego zakwalifikowano czyn popełniony przez M.
Źródło: Focus Taiwan, Interia
Polacy skomentowali rząd i Pełczyńską-Nałęcz. Nie gryźli się w językINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.