Odpowiedź Korei Północnej na manewry sąsiada. "Ogromna niszczycielska siła"
Północnokoreańska agencja prasowa KCNA poinformowała, że szkolenie wojskowe miało na celu podniesienie "poziomu specjalizacji, aby w sposób zorganizowany i strukturalny obalić siły zbrojne wroga". Przetestowano między innymi najnowsze drony bojowe, wielkokalibrowe wyrzutnie rakietowe oraz taktyczne pociski balistyczne.
W manewrach nie wziął udziału przywódca kraju Kim Dzong Un. Zamiast niego zmagania żołnierzy uważnie obserwował wiceprzewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej Pak Dzong Czon.
Południowokoreańskie dowództwo przekazało w sobotę, że rano wykryło wystrzelenie kilku rakiet balistycznych z okolic nadmorskiego miasta Wonsan w kierunku Morza Japońskiego. Każda z nich pokonała dystans ok. 250 km. Taki zasięg sugeruje, że broń została zaprojektowana bezpośrednio do rażenia celów w Korei Południowej. Była to już trzynasta tegoroczna próba balistyczna Północy.
Korea Płn. Ćwiczenia wojskowe w odpowiedzi na szkolenia Korei Płd. i sojuszników
Działania północnokoreańskiej armii nastąpiły po zakończeniu morskich ćwiczeń Freedom Edge przez wojska Korei Płd., USA i Japonii. Wcześniej władze w Pjongjangu ostro potępiły te szkolenia, określając je jako zagrożenie i element "niezmiennej, wrogiej polityki Waszyngtonu".
Sojusznicze ćwiczenia zrealizowano zgodnie z planem, mimo że w sierpniu prezydent USA Donald Trump mocno ograniczył skalę innych manewrów dwustronnych z Koreą Płd.
ZOBACZ: Zmiany na szczytach władzy w Korei Północnej. Kim Dzong Un podjął decyzje
Swoją decyzję uzasadnił kosztami ćwiczeń, bardzo dobrymi stosunkami z przywódcą Korei Płn. Kim Dzong Unem, z którym chce się ponownie spotkać, oraz odmową Korei Płd. dołączenia do wojny przeciwko Iranowi. Pjongjang odrzucił ten gest, uznając, że manewry nadal zachowują "prowokacyjny, agresywny charakter".
Eksperci oceniają, że systematyczna rozbudowa arsenału nuklearnego oraz zacieśnienie więzi z Rosją i Chinami wyraźnie wzmocniły pozycję negocjacyjną Kim Dzong Una wobec Waszyngtonu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.