"Święczkowski przyjął dokumenty". Berek mówi, co stało się w siedzibie TK
- Pan sędzia Święczkowski osobiście, przy pomocy pracownicy chyba swojego sekretariatu, każdy egzemplarz mi pokwitował, że go odbiera. Ja go nawet spytałem, czy on się zajmuje odbiorem poczty tutaj w Trybunale, bo trochę byłem tym zaskoczony. Odpowiedział, że tak. Podpisywał. Upewnił się, czy jest jego pieczątka, że on to przyjął - mówił Berek.
- Powiedziałem Panu sędziemu Święczkowskiemu, który, i to może jest też bardzo istotna informacja, przyjął ode mnie dokumenty, które zobowiązane jest złożyć sędzia obejmujący urząd - wskazał w programie "Graffiti" Maciej Berek. Dodał, że Święczkowski osobiście przy pomocy pracownika sekretariatu "kwitował każdy egzemplarz".
W rozmowie z Marcinem Fijołkiem dodał także, że "przekraczamy już granicę wyobraźni". Berek zdradził ponadto, że w jednym z korytarzy prezes Święczkowski "miał go wypchnąć", w związku z czym złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa naruszenia nietykalności osobistej.
- Wchodziłem do tego korytarza, a sędzia Święczkowski fizycznie mnie wypchnął. Wepchnął się przede mnie (...) i powiedział, że tam nie wejdę - mówił Berek, podkreślając, że "nie było żadnej szarpaniny".
Zapytany o to, jak zamierza wykonywać mandat sędziego, wskazał, że "sędzia Święczkowski wczoraj w rozmowie poinformował mnie, że musi zapytać prezydenta, co w tej sprawie ma zrobić". - To też samo z siebie świadczy o tym, jak traktuje i rozumie swoją rolę jako osoby, która kieruje pracami TK - zauważył. Odpowiedź ma otrzymać na początku tygodnia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.