"Telefon komórkowy nie był już tajemnicą". Raport komisji śledczej
Podsumowanie prac komisji śledczej do spraw Pegasusa
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Przemysław Piątkowski
Na poniedziałkowym posiedzeniu sejmowa komisja śledcza ds. Pegasusa przedstawia jawną część raportu dotyczącą zakupu, legalności i sposobu wykorzystywania tego systemu w okresie rządów PiS.
Przewodnicząca Magdalena Sroka na początku mówiła o sporządzeniu 11 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa wobec:
- byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry,
- byłego koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego,
- zastępcy koordynatora służb specjalnych Macieja Wąsika,
- byłego wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia,
- byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernesta Bejdy i jego zastępcy Grzegorza Ocieczka,
- byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Piotra Pogonowskiego,
- byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego Macieja Materki,
- byłej prokurator regionalnej w Gdańsku Teresy Rutkowskiej-Szmydyńskiej,
- byłego dyrektora departamentu w Ministerstwie Sprawiedliwości Mikołaja Pawlaka,
- byłego zastępcę służby SKW Macieja Szpanowskiego.
Jak wyjaśniła, "podstawowym zarzutem, który łączy niemal te wszystkie zawiadomienia, jest przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków przez wyżej wymienione osoby".
- W niektórych zawiadomieniach chodzi jednak o znacznie więcej. O umożliwienie ujawnienia informacji niejawnych podmiotom zagranicznym, o wyrządzenie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, pomocnictwo w pozyskaniu narzędzia do popełnienia przestępstw komputerowych - tłumaczyła posłanka PSL.
Sroka: komisja odbyła 130 posiedzeń, przesłuchano 77 świadków
Sroka powiedziała, że przygotowane po dwóch i pół roku stanowisko komisji "nie jest dokumentem o programie komputerowym". - Jest to dokument o tym, jak władza publiczna w Polsce sięgnęła po narzędzie ingerujące w nasze prawa obywatelskie. Narzędzie, jakie pierwszy raz w życiu trafiło w ręce polskich służb - podkreśliła.
Posłanka PSL przypomniała również, że za powołaniem komisji w 2024 roku głosowało 432 posłów i nikt się nie wstrzymał. - Przypominam to wszystkim tym, którzy dzisiaj mówią, że komisja jest nielegalna. Za tą ustawą głosowali również politycy Prawa i Sprawiedliwości - dodała.
- Komisja odbyła 130 posiedzeń jawnych i niejawnych, przesłuchała 77 świadków na jawnym i niejawnym posiedzeniu komisji. Przesłuchała byłych ministrów, szefów służb, funkcjonariuszy służb, służb specjalnych, prokuratorów, sędziów, urzędników Najwyższej Izby Kontroli, przedstawiciela pośrednika handlowego oraz osoby inwigilowane. Wysłuchała biegłych, w tym specjalistów z zakresu bezpieczeństwa teleinformatycznego. Zgromadziła tysiące dokumentów, w tym dokumenty, które do czasu ich odtajnienia dla opinii publicznej były głęboko schowane - podsumowała.
Sroka: To nie był podsłuch. To było przejęcie życia osób inwigilowanych
Sroka podkreśliła, że komisja "musiała walczyć o samą możliwość pracy". - Musieliśmy skierować do sądu 41 wniosków o ukaranie świadków karą porządkową, 11 wniosków o zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie, trzy wnioski o uchylenie immunitetów, dwa wnioski dotyczące immunitetów europosłów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika - mówiła.
Jak podsumowała, sądy "świadkom, którzy nie stawiali się na posiedzeniach komisji, wymierzyły łączną karę prawie 50 tysięcy złotych". W ocenie przewodniczącej "jednym z najtrwalszych dorobków" komisji jest staranie się o odtajnienie dokumentów, które przez lata "chowały się za klauzulami".
- To między innymi wystąpienie pokontrolne Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Są to dokumenty kontrwywiadu wojskowego, są pisma szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Są to raporty techniczne i projekt umowy na zakup Pegasusa, korespondencje między Centralnym Biurem Antykorupcyjnym a dysponentem tego narzędzia i jej producentem, izraelską firmą NSO - wymieniła.
Posłanka mówiła także o działaniu systemu szpiegowskiego. - Po przełamaniu zabezpieczeń każdy telefon komórkowy nie był już tajemnicą (...) taki dostęp dawał możliwość zaglądania do wiadomości, zdjęć, kontaktów, lokalizacji, do uruchamiania mikrofonu i kamery, a także do danych z dowolnie odległej przeszłości - mówiła.
- To nie był podsłuch. To było przejęcie życia osób inwigilowanych - oceniła.
Sroka: kontrolę sprawował producent Pegasusa
Sroka powiedziała w trakcie posiedzenia, że ustalono to, co "poprzednia władza przez lata ukrywała". - Państwo polskie nigdy nie miało pełnej kontroli nad systemem. Pegasus nie działał lokalnie w serwerowni CBA. Działał przez sieć anonimizującą producenta oprogramowania, rozmieszczoną w różnych miejscach świata, przez którą przechodziły pobierane dane z telefonów polskich obywateli - kontynuowała.
- Biegły powołany przez komisję powiedział wprost: kto ma władzę nad siecią anonimizującą, ma władzę nad danymi - zaznaczyła.
Poinformowała też, że komisja w 2024 roku wystąpiła do Prokuratury Krajowej o wykonanie oględzin systemu znajdującego się w CBA. Jak wyjaśniła decyzją prokuratura generalnego część opinii została odtajniona. - Niektóre elementy systemu Pegasus, część infrastruktury anonimizującej znajdowały się pod kontrolą NSO Group, izraelskiej firmy, co oznacza, że strona polska nie miała kontroli nad elementami znajdującymi się poza siedzibą CBA. CBA nie posiadało między innymi haseł dostępu do części kont z uprawnieniami administracyjnymi, co oznaczało, że nie mogło pełnić kontroli nad elementami systemu znajdującymi się wewnątrz siedziby CBA. Kontrolę sprawował producent tego oprogramowania - przekazała Sroka.
Jak mówiła, pod "wyłączną kontrolą producenta" był także "moduł serwera odpowiedzialny za infekowanie urządzeń osób będących w zainteresowaniu służb". - Dane pobierane przez system Pegasus opuszczały terytorium Polski. Używano zagranicznych adresów IP - kontynuowała.
Sroka: to jest definicja utraty suwerenności operacyjnej
Sroka zaznaczyła, że producent oprogramowania miał "dostęp do materiałów z kontroli operacyjnej realizowanej przez polskie służby" z użyciem Pegasusa.
- Kiedy system potrzebował wsparcia technicznego ze strony producenta poprzez usuwanie błędów, nie przerywano kontroli operacyjnej, które były realizowane. To samo działo się w momencie aktualizacji systemu - mówiła i poinformowała, że te informacje "nie były wiedzą tajemną dla służb".
- Mówimy więc jasno: dane polskich sędziów, prokuratorów, adwokatów, samorządowców, polityków, polityków opozycji były w rękach zagranicznej firmy - podsumowała przewodnicząca komisji. - Był jeszcze jeden dowód na to, kto tak naprawdę był gospodarzem systemu. Producent miał techniczną możliwość odcięcia służb od systemu. Według ustaleń komisji licencja została odebrana w 2022 roku - powiedziała.
- Polska służba specjalna została pozbawiona narzędzia operacyjnego decyzją zagranicznej korporacji. I to jest definicja utraty suwerenności operacyjnej za czasów rządu PiS-u - podsumowała.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.