"Nie ma co się oszukiwać". Ekspert wskazuje na możliwy plan Rosji

Rosyjski i białoruski sztab wojskowy posiadają gotowe plany operacyjne na wypadek konfrontacji z państwami NATO, a przebicie korytarza do obwodu królewieckiego pozostaje w ich bezpośrednim interesie. W programie "Newsroom" Wirtualnej Polski były szef Agencji Wywiadu płk Andrzej Derlatka przeanalizował scenariusze eskalacyjne ze strony Moskwy. Wskazał, które kraje bałtyckie są dziś najbardziej zagrożone oraz wyjaśnił, dlaczego potencjalne uderzenie na Przesmyk Suwalski może ominąć terytorium Polski.
Obawy dotyczące Przesmyku Suwalskiego – strategicznego pasa ziemi łączącego Polskę z państwami bałtyckimi – nie są jedynie czystą teorią. Płk Andrzej Derlatka w rozmowie z Patrycjuszem Wyżgą przypomniał, że sam dyktator z Mińska otwarcie prezentował takie zamierzenia.
– Na pewno biorą to pod uwagę. Zresztą ujawnił to osobiście Łukaszenka, który w zeszłym roku wizytował garnizon położony w pobliżu przesmyku Suwalskiego i generałowie sprężyście meldowali, że są do wybicia korytarza do okręgu królewieckiego gotowi, że tylko czekają na rozkazy – przypomniał były szef AW.
Ekspert podkreślił, że wojska białoruskie należy traktować jako integralną część sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej.
– Tutaj nie ma co się oszukiwać, że jeśli będzie sprzyjająca sytuacja geopolityczna, jeśli będą sprzyjające okoliczności lokalne, to to zrobią. Po prostu zrobią, dlatego że to jest w ich interesie największym. Nie widzę jakichś przeciwwskazań – ostrzegł.
Litwa czy Polska? O taktyce decyduje ukształtowanie terenu
Odnosząc się do samej geometrii potencjalnego konfliktu, płk Derlatka powołał się na analizy taktyczne gen. Waldemara Skrzypczaka. Choć najkrótsza droga do Królewca wiedzie przez pogranicze polsko-litewskie, ukształtowanie terenu po polskiej stronie stanowi dla natarcia poważną przeszkodę.
– Po stronie polskiej są dość wysokie wzgórza, wąwozy, jeziora. Jest tam trudny teren. Po stronie litewskiej jest znacznie łatwiej, bo jest płasko i praktycznie rzecz biorąc w szybkim tempie można ten obszar przemierzyć – tłumaczył były szef wywiadu.
Z tego powodu ewentualne uderzenie – ze względu na ryzyko większych strat po stronie polskiej – w pierwszej kolejności objęłoby terytorium Litwy. Z punktu widzenia Warszawy i Sojuszu nie zmienia to jednak zasadniczo sytuacji strategicznej.
– Uderzenie rosyjskie czy też białoruskie, wszystko jedno, to razem uderzą raczej na terytorium Litwy, a nie na terytorium Polski. (...) Tak czy inaczej, czy uderzą na Litwie, czy uderzą w Polsce, będziemy w stanie wojny – przypomniał pułkownik.
Łotwa najłatwiejszym celem. Fenomen mobilizacyjny Estonii
Zdaniem byłego szefa wywiadu jeszcze bardziej prawdopodobnym scenariuszem niż bezpośredni atak na przesmyk jest próba przejęcia kontroli nad krajami bałtyckimi przy użyciu mniejszości rosyjskiej. Najbardziej narażona na takie działania wydaje się Łotwa.
– Jeśli chodzi o Łotwę, mówiąc w skrócie, praktycznie jest pozbawiona sił zbrojnych i tak naprawdę jest najłatwiejszym celem dla armii rosyjskiej. Społeczeństwo Rosjan łotewskich jest maksymalnie zindoktrynowane przez Moskwę, więc tutaj działanie zielonych ludzików czy brązowych, czy jakichś tam innych jest bardzo prawdopodobne – ocenił.
Zgoła odmiennie wygląda sytuacja w Estonii, która mimo sporej mniejszości rosyjskiej zbudowała potężny system obrony terytorialnej.
– Estonia przy 1 mln 300 tys. mieszkańców ma 200 tys. rezerwistów. To jest niebywały wyczyn. Takie małe państwo osiągnęło tak znakomity rezultat, jeśli chodzi o swoje siły zbrojne – zauważył płk Derlatka, stawiając na koniec gorzką diagnozę: – Przypominam, że Polska przy 38 mln ma też 200 tys. rezerwistów.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.