The Jerusalem Post'They sent missiles, we sent a bill': Bat Yam mayor serves Iranian diplomat with NIS 250m. lawsuitPunchBEDC raises staff salariesInquirerErwin Tulfo seeks safeguards for workers displaced by AISky TG24Ecuador, migliaia in piazza contro il governo di NoboaBollywood HungamaHrithik Roshan attends LACMA Art + Film Gala 2026, becomes first mainstream Indian actor to grace eventZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioWirtualna PolskaPo zamachu w Krakowie. Kto biegł na pomoc, a kto po zasięgi [OPINIA]BBC NewsWalsh-inspired Australia crush irate Samoa to reach World Cup finalStraits Times SportSingapore runner Shaun Goh lowers 10,000m mark for his seventh national record of 20267sur7“C’est un co*****”: un enfant de 8 ans insulte Macron en direct, franceinfo réagitالشرقسامر المصري لـ"الشرق": "أبو جانتي" نضج.. والجزء الثالث مغامرة محسوبةEl Comercio“Stephen Miller encabeza la estrategia de Trump para gobernar sin el Congreso”
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, November 8, 2026

"Miałam śmierć w oczach". Pani Sylwia widziała pościg w Krakowie

Translate

- Miałam śmierć w oczach, bo to były sekundy. Zostawiłam wszystko - opowiada Wirtualnej Polsce pani Sylwia. Kobieta sprzedaje obwarzanki tuż przy trasie, którą uciekał 24-letni zamachowiec z krakowskiego Rynku. Mimo ogromnej traumy, następnego dnia rano ponownie otworzyła swoje stoisko.

Najważniejsze informacje:

  • Reporter WP Mateusz Urban rozmawiał z panią Sylwią, która widziała uciekający tłum i policyjny pościg za sprawcą masakry w Krakowie.
  • Świadkini relacjonuje gigantyczną panikę, przez którą musiała ratować się ucieczką na czworakach za pobliski murek.
  • Mimo traumatycznych przeżyć kobieta wróciła rano do pracy w centrum miasta, apelując, by nie dać się zastraszyć terrorowi.

Pani Sylwia pracuje przy jednym ze stoisk z tradycyjnymi krakowskimi obwarzankami. W sobotnie popołudnie znajdowała się dokładnie przy trasie, którą uciekał 24-letni sprawca masakry, ścigany zaledwie kilkanaście sekund później przez policyjny radiowóz. Reporter Wirtualnej Polski Mateusz Urban zapytał świadkinię o pierwsze momenty ataku.

- Słyszałam strzały, były dosyć głośne, oddawane ciągiem. Było ich bardzo dużo. Tłum z rynku uciekał. Ludzie krzyczeli. Nie było widać, czy ktoś jedzie, czy ktoś idzie. Nie byliśmy świadomi, czy ktoś strzela z tłumu, czy z samochodu - relacjonuje pani Sylwia.

Kobieta przyznaje, że to właśnie brak wiedzy o tym, skąd padają strzały, budził największe przerażenie wśród przechodniów. - Najbardziej bałam się tego, że ktoś może iść i strzelać po kątach. Myśmy się tu schowali tak w połowie, więc jakby ktoś szedł, to mógłby nas dopaść. Tego baliśmy się najbardziej - dodaje kobieta.

Ucieczka na czworakach przed zamachowcem

Gdy strzały przybrały na sile, a od strony Rynku nadbiegła potężna fala zdezorientowanych ludzi, kobieta rozpoczęła rozpaczliwą ucieczkę, porzucając całe swoje stanowisko pracy.

- Jak usłyszałam, że to są strzały, uciekłam tutaj za róg. Ludzie też zaczęli uciekać. W międzyczasie się przewróciłam i zdążyłam tylko zauważyć z tyłu, że już jechał obok policyjny samochód w pościgu. Bezpośrednio auta zamachowca nie widziałam, bo byłam odwrócona plecami. Ciężko mi się było pozbierać - mówi WP pani Sylwia.

Świadkini ukryła się za niewielkim murkiem. Nie miała czasu zabrać ze sobą absolutnie żadnych rzeczy osobistych, ratując jedynie własne życie.

- Dobiegłam tam już prawie na czworakach, bo uderzyłam się w kolano i jakoś doczłapałam. Żyję tyle lat i jeszcze czegoś takiego nie widziałam. Naprawdę miałam śmierć w oczach, bo to były sekundy. Nie było czasu na wyciąganie telefonu. Zostawiłam wszystko, pieniądze, dokumenty. Życie jest w takich sytuacjach po prostu ważniejsze - podkreśla stanowczo nasza rozmówczyni.

Pomoc rannym i odważny powrót do pracy

Gdy policyjny pościg przeniósł się w stronę ulicy Dietla, w okolicach stoiska pani Sylwii zapadła chwilowa cisza. Na ulicy znaleźli się jednak ranni, którzy wymagali natychmiastowej interwencji medycznej.

- Kiedy tutaj wróciłam, naprzeciwko leżał ranny człowiek. Ludzie udzielali mu pomocy, a karetka dojechała dopiero po pół godziny, bo najprawdopodobniej w pierwszej kolejności pojechali na rynek. Służb tutaj było mało - opisuje wstrząsające sceny świadkini wydarzeń.

Mimo sobotniej traumy i oglądania krwawiących ofiar z bliska, pani Sylwia w niedzielę o poranku ponownie otworzyła swoje stoisko z obwarzankami. Zapytana przez naszego reportera o strach przed ponownym przyjściem do pracy w centrum miasta, odpowiedziała bez chwili zawahania.

- Kiedy czuję zagrożenie, to mam taką adrenalinę. Nie boję się. W takich sytuacjach nie można stać obojętnie. Uważam, że nikt nie może dać się zastraszyć, bo to jest najgorsze. Jak widać, nie dałam się zastraszyć, jestem tu dzisiaj i nie zamierzam się chować. Trzeba po prostu żyć - podsumowuje mieszkanka Krakowa.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.