Władimir Putin wysłuchał komplementów. Eksperci już wiedzą: on nie ustąpi
Spotkanie wysłanników Donalda Trumpa z Władimirem Putinem i jego doradcami trwało 3 godziny i 10 minut. Po rozmowach Jurij Uszakow przekazał, że Rosja przedstawiła Amerykanom swoją ocenę sytuacji na froncie i podkreśliła osiągnięcia rosyjskiej armii. – Strona rosyjska podkreśliła znaczące postępy dokonane przez rosyjskie siły zbrojne w strefie walk. Wyraziła przekonanie, że wyznaczone cele zostały osiągnięte, i zaznaczyła potrzebę rozwiązania wszystkich "pierwotnych przyczyn konfliktu" – przekazał doradca Putina.
Zdaniem dr. Michała Sadłowskiego, eksperta ds. Rosji i państw poradzieckich, taki komunikat dobrze wpisuje się w sposób, w jaki Kreml postrzega obecnie sytuację. Rosja uważa, że ma czas i że przedłużający się konflikt będzie działał na jej korzyść.
- W Rosji wciąż dominuje przekonanie, że Ukraina jako pierwsza nie wytrzyma wojny na wyniszczenie. Jest też przekonanie, że z czasem będzie dochodziło do zmiany nastrojów na Zachodzie i osłabienia zagranicznego wsparcia dla Ukrainy. Z punktu widzenia Kremla czas nadal pracuje na ich korzyść - mówi WP dr Michał Sadłowski z Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską.
W ocenie rozmówcy WP właśnie dlatego Moskwa może być zainteresowana kontynuowaniem rozmów z Amerykanami, ale niekoniecznie szybkim zawarciem porozumienia. Sam fakt prowadzenia negocjacji pozwala Rosji przedstawiać się jako równorzędny partner Stanów Zjednoczonych, podczas gdy jednocześnie może ona próbować poprawić swoją pozycję na froncie.
- Dla Putina bardzo korzystne jest już samo to, że może rozmawiać z przedstawicielami prezydenta Stanów Zjednoczonych jak równorzędny partner. Jeżeli Rosja będzie mogła przedstawić ewentualne zdobycze terytorialne jako sukces, może później uznać zamrożenie konfliktu za korzystne. Tym bardziej że taki sukces można wykorzystać również na użytek wewnętrzny - uważa Sadłowski.
"Panie Putin, dziękuję, że nas pan przyjął"
Zdaniem eksperta znaczenie ma również sposób, w jaki Donald Trump prowadzi rozmowy z Kremlem. Steve Witkoff pełni w tej układance rolę kanału komunikacji z Putinem, a jego przychylne wypowiedzi pod adresem rosyjskiego przywódcy są dobrze przyjmowane w Moskwie.
– Witkoff jest przekaźnikiem informacji od Trumpa i kimś w rodzaju "dobrego policjanta", który ma utrzymywać kanał komunikacji z Putinem. Taka forma kontaktów może budzić niesmak, ale z punktu widzenia Trumpa najważniejsze jest podtrzymywanie rozmów – mówi Sadłowski.
Komentarz odnosi się do sceny z rozmów. Steve Witkoff, siedząc naprzeciwko Putina i jego doradcy Jurija Uszakowa, lał miód na ich serca: - Panie Prezydencie Putin, bardzo dziękuję, że nas pan przyjął. Siedzieliśmy właśnie przed chwilą na zewnątrz: ja, Jared, Kiryłł, Jurij i rozmawialiśmy o tym, że kiedy przejdziemy na emeryturę, będziemy mieli wszystkie te niesamowite historie i wspomnienia, a te związane z panem będą zdecydowanie na samym szczycie - zagadywał. Cytat zamieszcza serwis prasowy Kremla.
Zdaniem rozmówcy WP taki sposób prowadzenia negocjacji jest dobrze odbierany w Moskwie. Rosyjskie władze nie mają powodów, by krytykować działania Waszyngtonu, skoro sam fakt bezpośrednich kontaktów z administracją Trumpa pozwala Kremlowi pokazywać Rosję jako równorzędnego partnera Stanów Zjednoczonych.
- Dla Putina jest to bardzo korzystne politycznie, szczególnie w perspektywie nadchodzących w Rosji wyborów, a właściwie należy powiedzieć operacji wyborczej. Możliwość pokazania, że prezydent Rosji jest traktowany przez Amerykanów jak równorzędny partner, może być bardzo dobrze sprzedawana rosyjskiemu społeczeństwu. Tym bardziej że Kreml potrzebuje sukcesów, które przykryją problemy wewnętrzne - komentuje dalej dr Sadłowski.
Według analityków szczególne znaczenie ma użyte przez Uszakowa sformułowanie o konieczności rozwiązania "pierwotnych przyczyn konfliktu". To hasło, którym Kreml posługuje się od dawna, odnosi się do rosyjskich, maksymalistycznych warunków zakończenia wojny, które Władimir Putin przedstawił w czerwcu 2024 r.
Putin zażądał wówczas m.in. wycofania ukraińskich wojsk z całych obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego, również z części tych regionów, których Rosja nigdy nie kontrolowała. Domagał się także "demilitaryzacji" i "denazyfikacji" Ukrainy oraz rezygnacji Kijowa z aspiracji do NATO.
Ten wątek przypomina również Jan Piekło, były ambasador RP w Kijowie: - Bez kontroli nad pasem twierdz w Donbasie, składającym się z miast: Słowiańska, Kramatorska i Drużkiwki, Putin nie zakończy wojny. To jasne jak słońce. Z kolei dla Ukraińców oddanie tych terenów jest nie do zaakceptowania, bo to obszary, które udało im się odzyskać i ufortyfikować - mówi WP Jan Piekło, były ambasador RP w Ukrainie.
- Każdy oficer ukraińskiej armii wie, jakie znaczenie mają te miasta. Ich utrata to zaproszenie rosyjskiej armii z ofensywą do Charkowa i Kijowa. Przy takich żądaniach perspektywa porozumienia wciąż stoi pod znakiem zapytania - dodaje były polski dyplomata.
Rosyjskie twierdzi ma sukces. Analitycy zaprzeczają
Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ocenia, że przekaz o "znaczących sukcesach" rosyjskiej armii jest przesadzony i nie odpowiada rzeczywistości. Analitycy przypominają, że od początku pełnoskalowej inwazji Władimir Putin wyznaczał 12 terminów zdobycia całego terytorium obwodu donieckiego. Według ISW również najnowszy termin, określany na koniec 2026 r., jest mało realny.
ISW zwraca uwagę, że rosyjskim wojskom nie udało się dotąd opanować żadnego z wspomnianych trzech kluczowych miast, mimo trwających od miesięcy działań ofensywnych. Analitycy wskazują, że rosyjska armia może wprowadzać Putina w błąd co do sytuacji na linii frontu, wyolbrzymiać osiągnięcia, a ukraińską obronę przedstawia jako słabnącą.
"Kłamstwa i przeinaczanie informacji przez rosyjskich dowódców wojskowych na wielu szczeblach najprawdopodobniej skłaniają Putina do utwierdzenia się w przekonaniu, że wojska rosyjskie mogą osiągnąć swoje cele w obwodzie donieckim do końca 2026 r., a zatem nie musi on iść na żadne kompromisy w kwestii swoich celów" - komentują analitycy ISW.
W efekcie rosyjskie deklaracje o przewadze na froncie mogą być nie tyle oceną sytuacji wojskowej, ale również elementem strategii negocjacyjnej. Kreml chce pokazać Amerykanom, że nie musi się spieszyć z zawarciem porozumienia, ponieważ, w jego ocenie, kolejne miesiące powinny poprawiać jego pozycję.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.