"Doktor Kacprzyk u nas nie pracuje". Szpital reaguje na wpis lekarza w sieci
- Absolutnie to dementuję - mówi WP Jolanta Wiśniewska, członkini zarządu Mazowieckiego Centrum Rehabilitacji "Stocer", spółki prowadzącej Szpital św. Anny.
- Doktor Kacprzyk u nas nie pracuje w tej chwili. Pracował w naszej placówce w zeszłym roku. To były wówczas jednak zaledwie cztery dyżury. Dosłownie cztery dyżury, jakie miał na izbie przyjęć, i po nich skończyła się nasza współpraca. To było jeszcze przed wybuchem afery, związanej z tym lekarzem. Później nie mieliśmy już kontaktu - tłumaczy.
Jak dodaje Wiśniewska, w ostatnim czasie Dawid Kacprzyk nie aplikował nawet na żadne stanowisko w tej jednostce ani w żadnej innej prowadzonej przez spółkę.
- Nie wiem, skąd to całe zamieszanie. Nie prowadziliśmy ostatnio żadnych rozmów na temat tego, by pan Kacprzyk miał do nas wrócić. Nic takiego nie było. Dlatego nie wiem, po co on w internecie podaje, że u nas pracuje. Będziemy musieli chyba sami napisać do portalu i poprosić o sprostowanie informacji, które są ewidentnie błędne - dodaje Wiśniewska.
Kacprzyk chce dokończyć specjalizację
Lekarz ze Szpitala Południowego - jak ustaliła Wirtualna Polska - rozmawiał już o pracy z dyrekcjami kilku placówek w Małopolsce i każdej z nich deklarował, że ma zgodę na przeniesienie tam specjalizacji.
Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar zaprzecza. - Taki wniosek u mnie na biurku był, ale go odrzuciłem - mówi WP.
Afera w Szpitalu Południowym
Kacprzyk pełnił funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szpitalu Południowym, choć - jak przekazał w sierpniu prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski – regulamin placówki w ogóle nie przewidywał takiego stanowiska. Audyt wykazał też dyżury trwające po kilkadziesiąt godzin bez przerwy i rozliczanie pracy lekarzy bez elektronicznego systemu wejść i wyjść.
Afera wybuchła w czerwcu, po publikacji portalu Zero.pl. Wynikało z niej, że 28-letni lekarz w trakcie specjalizacji, a przy tym radny Koalicji Obywatelskiej z Ursusa, kierował SOR-em i w 2025 r. zarobił 1,6 mln zł. Portal zestawił jego grafiki dyżurów z publiczną aktywnością - w części przypadków, gdy według dokumentacji miał być w szpitalu, przebywał w mediach, urzędach czy w Senacie. Pojawił się też wątek tzw. saloniku VIP: politycy KO mieli być przyjmowani poza kolejką.
Konsekwencje sięgnęły daleko poza jednego lekarza. Stanowiska stracili kierownictwo i rada nadzorcza Szpitala Południowego, zrezygnowały też dwie wiceprezydentki Warszawy. Naczelna Izba Lekarska złożyła zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej - chodzi o opuszczenie dyżuru medycznego, a premier Donald Tusk zwrócił się do NIK o kontrolę wydatkowania publicznych pieniędzy w ochronie zdrowia.
Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Warszawie trwa do dziś. Jeszcze w lipcu śledczy tłumaczyli, że nie przesłuchali Kacprzyka, bo brakuje dowodów pozwalających postawić mu zarzuty. Pod koniec sierpnia prokurator krajowy Dariusz Korneluk mówił już jednak, że prokuratura jest na końcowym etapie analizy materiału dowodowego pod kątem sformułowania zarzutów. Zastrzegł przy tym, że nie przesądzi, czy usłyszy je sam Kacprzyk, dopóki prokurator nie wyda postanowienia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.