Robert Korzeniowski o aferze Zondacrypto. "Nie miałem wątpliwości"
Prokuratura poinformowała w piątek o wniosku o areszt tymczasowy dla szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl) Radosława Piesiewicza. "Czekamy na decyzję sądu" — napisał minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek.
W czwartek Radosław Piesiewicz usłyszał zarzuty faworyzowania wierzycieli oraz płatnej protekcji. Grozi mu nawet 8 lat więzienia.
Robert Korzeniowski: uważałem, że to się dobrze nie skończy
— Naprawdę nie trzeba być jakimś głębokim badaczem procesów gospodarczych, żeby wiedzieć, że to może być problem. Jeżeli wiadomo też, że takie umowy zawiera się pokątnie, bez konsultacji z zarządem i że trzeba wyjechać do Monako, no to coś jest na rzeczy — stwierdził Korzeniowski. — To jest początek problemów prawnych Radosława Piesiewicza, ale też początek już chyba konkretnego sprzątania w PKOl-u — dodał.
Pytany o swoje słowa o tym, że bił na alarm w sprawie relacji Radosława Piesiewicza i Zondacrypto, Korzeniowski stwierdził, że "jest poza zarządem [PKOl-u]" i że "może tylko mówić, że coś złego się wydarzyło".
— Owszem, słyszałem o sprzeciwie różnych osób, o tym, że się nie zgadzają. Wielu członków prezydium wstrzymywało się od głosu, kiedy trzeba było zająć stanowisko w przypadku Zondacrypto, a inni też to popierali — mówił.
— Również w prywatnych rozmowach zwracałem uwagę, że mogą z [tej sprawy] wynikać problemy. Ja też już zupełnie nie prywatnie, ale publicznie — można prześledzić moje wypowiedzi z tamtych czasów — krytykowałem to, co się działo. I nie dotyczyło to personalnie tego, że nie podobał mi się Radosław Piesiewicz, tylko tego, że uważałem, iż Polski Komitet Olimpijski jest przez to zagrożony i że to się dobrze nie skończy — podsumował.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.