„Rozkaz do zestrzelenia”. Tomczyk o incydencie przy granicy

„Nie tylko byliśmy gotowi, ale dowódca operacyjny wydał rozkaz do zestrzelenia w przypadku przekroczenia granicy państwa” – powiedział wiceszef MON Cezary Tomczyk. To odpowiedź na dzisiejsze pytania dziennikarzy w Sejmie, czy Polska była gotowa zestrzelić rosyjski dron, gdyby ten naruszył polską przestrzeń powietrzną.
Cezary Tomczyk (fot. Anita Walczewska) /East News
Przed południem do mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego trafił alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa ostrzegający przed zagrożeniem atakiem z powietrza. To efekt porannego ataku Rosji na zachodnią Ukrainę, w bezpośrednim sąsiedztwie polskiej granicy. W odpowiedzi polskie wojsko poderwało myśliwce, a Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych postawiło siły w stan najwyższej gotowości.
Jeden z rosyjskich dronów uderzył zaledwie 4 kilometry od polskiej granicy. Bardzo blisko polskiej granicy, niedaleko ukraińskiego Jagodzina koło Dorohuska, znowu zaatakowano prawdopodobnie stację benzynową; była bardzo masywna eksplozja – mówił dziś podczas konferencji prasowej premier Donald Tusk.
Rozkaz z preautoryzacją
Do porannego ataku Rosji odniósł się w Sejmie także wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk, który przekazał dziennikarzom, że dowódca operacyjny wydał rozkaz zestrzelenia obiektu w przypadku przekroczenia granicy państwa.
Wiceszef MON wyjaśnił, że rozkaz ten ma charakter preautoryzacji. Oznacza to, że pilot nie musi już każdorazowo potwierdzać decyzji o otwarciu ognia z dowódcą operacyjnym. To jest rozkaz z preautoryzacją, tzn. już pilot nie musi potwierdzać z dowódcą operacyjnym, że ten obiekt jest w zasięgu i czy może strzelać, tylko automatycznie po wykryciu obiektu może dokonać strącenia takiego drona czy rakiety – podkreślił Tomczyk.
Identyfikacja i wymiana informacji kluczowe dla bezpieczeństwa
Wiceminister Tomczyk odniósł się także do kwestii identyfikacji obiektów w przestrzeni powietrznej. Zapytany, czy w dobie szybkich dronów odrzutowych identyfikacja wzrokowa celu ma sens podkreślił, że jest ona „czymś absolutnie koniecznym”. Wskazał na „ogromne” ryzyko pomyłki, które mogłoby skutkować zestrzeleniem np. cywilnej awionetki.
Kluczowa jest tu również współpraca z Ukrainą. Przede wszystkim prowadzimy pełną wymianę informacji ze stroną ukraińską. To jest dla nas kluczowa sprawa, bo wtedy piloci mogą się przygotować do tego, co będzie za moment – tłumaczył Tomczyk. Dodał, że polskie siły korzystają nie tylko z własnych radarów, ale także z systemów ukraińskich, amerykańskich i natowskich, co pozwala na wcześniejsze wykrycie i identyfikację zagrożenia.
Decyzje w rękach wojska i NATO
Wiceszef MON podkreślił, że odpowiedzialność za decyzje o użyciu broni spoczywa na osobach mających największą wiedzę i kompetencje. Ryzyko, odpowiedzialność bierze na siebie ten, kto ma największą wiedzę. Bierze pilot, bierze dowódca operacyjny. Dajmy ludziom, którzy są w mundurach, którzy zarządzają tym światem i zarządzają bezpieczeństwem granicy, podejmować w tej sprawie decyzje – apelował Tomczyk.
W obliczu powtarzających się ataków pojawiło się pytanie, czy Polska rozważa zestrzeliwanie rosyjskich dronów jeszcze nad terytorium Ukrainy. Tomczyk wyjaśnił, że takie działania mogłyby być podjęte wyłącznie w ramach decyzji całego NATO.
Takie ustalenie może nastąpić tylko na poziomie całego Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ta sprawa była wielokrotnie poruszana, wielokrotnie analizowana przez Sojusz. Dopóki nie będzie pełnej akceptacji dla takiego rozwiązania, to na pewno nie pójdziemy tutaj dalej – zaznaczył.
Czwartkowy atak to kolejny taki przypadek. W nocy z soboty na niedzielę dwa drony Geran-5 uderzyły w bezpośredniej bliskości polskiej granicy, w pobliżu przejścia granicznego z Ukrainą.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.