Bez dobrych rozwiązań na lęk [OPINIA]
Kilka dni temu uczestniczyłem w spotkaniu z grupą ukraińskich dziennikarzy, którzy wprost pytali nas (dziennikarzy z Polski), czy jako redakcje, ale szerzej jako państwo mamy przygotowane procedury na wypadek potencjalnego ataku - hybrydowego lub kinetycznego - Rosji na Polskę.
Odpowiedzi były różne, ale to pytanie przyszło mi do głowy, gdy śledziłem reakcje państwa, polityków i mediów na ataki w polskich szkołach. Reakcji, które wyraźnie nie były skoordynowane, nie stała za nimi spójna idea, i które ograniczały się do czysto reaktywnych działań. I żeby nie było wątpliwości, nie twierdzę, że istniały dobre i pewne modele reakcji na takie wydarzenia, a jedynie zwracam uwagę na fakt, że trzeba je – i to we współpracy – wypracować. To kwestia odpowiedzialności i powagi państwa.
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Jest jasne, że w takich sytuacjach nie ma dobrych rozwiązań. Politycy są rozdarci między koniecznością informowania i ostrzegania, rozwiązywania problemu, potrzebą ograniczania paniki a politycznym rozgrywaniem sprawy. Uleganie tej ostatniej pokusie było widać od razu, gdy z jednej strony Donald Tusk wykorzystał tę sprawę do uderzenia w prezydenta Karola Nawrockiego, a Jarosław Kaczyński do oskarżenia "państwa Tuska". W tej sprawie pewna część sceny politycznej nie zdała egzaminu (o czym dla Wirtualnej Polski już pisałem).
A jak było z innymi elementami? Tu odpowiedź jest skomplikowana. Błyskawiczne zwołanie spotkania na plus (choć minusem było polityczne rozegranie sprawy), polityka informacyjna także była dość spójna, ale… zabrakło odpowiedzi na rosnącą panikę wśród rodziców.
Bez ryzyka wielkiego błędu można było przewidzieć, że część rodziców będzie popadać w panikę, zadawać pytanie, czy posyłać dzieci do szkół, a podobne pytania zadawać będą także dyrektorzy placówek.
Istotnym tematem stały się też (i tu również reakcja była spóźniona, bo informacja pojawiła się rano) pytania o internetowy trend, który miał doprowadzić do kolejnych zamachów. Ta emocja rosła z każdym momentem, ale zabrakło rozsądnego jej zagospodarowania, wyjaśnienia, uspokojenia. Politycy zajęli się polityką, zabrakło budowania długofalowych strategii i skupienia się na tym, co naprawdę interesowało wówczas Polaków, a co widać było choćby na grupach rodziców w wielu szkołach.
Media, co jasne, informują, grzeją temat i rywalizują między sobą, a jednocześnie powinny mieć w pamięci – z jednej strony – konieczność ochrony godności ofiar i sprawców, a z drugiej pamiętać, że przesadne podgrzanie atmosfery może nie tylko wywołać panikę, ale i zachęcać innych sprawców. To musi być brane pod uwagę przez dziennikarzy i kierownictwa mediów, bo jest to istotne dla społecznej odpowiedzialności czwartej władzy.
Milczenie jednak (a niekiedy się je proponuje) przeniesie ciężar informacji (a często dezinformacji) do mediów społecznościowych. A tam nie tylko panika może być większa, ale i natychmiast pojawią się teorie spiskowe (także związane z milczeniem mediów). A do tego dochodzi jeszcze niezmienna i oczywista rywalizacja między poszczególnymi redakcjami i potrzeby oglądalności.
Ta sprawa, jak się zdaje, także wymaga poważnej rozmowy między przedstawicielami mediów. Od nas, dziennikarzy, naprawdę wiele w tej sprawie zależy. Im bardziej grzejemy temat, im więcej uwagi mu poświęcamy, im bardziej (tym razem akurat tak nie było) skupiamy się na sprawcy, tym bardziej sprzyjamy pojawieniu się kolejnych sprawców, naśladowców.
To znany mechanizm i nie można o nim zapominać. To kwestia odpowiedzialności mediów, które powinny ograniczyć (ale to nie jest możliwe bez porozumienia) i wypracować wspólny model informowania o tych sprawach, tak by nie zachęcać kolejnych sprawców i nie nakręcać paniki.
Czy wierzę, że jest to możliwe? Umiarkowanie. Politycy rządzą się logiką zdobycia władzy, a jako że ci, którzy rozmaite dramaty rozgrywają politycznie, nie ponoszą wyborczej odpowiedzialności, a często na tym zyskują, to nic się w tej sprawie nie zmieni. Media działają zgodnie ze swoją logiką i także nie widzę szczególnie wielkiej szansy na zmianę. Jeśli coś może tę sytuację zmienić, jeśli coś może wymusić przygotowanie (albo powrót do już istniejących rozwiązań) standardów działania w takich sytuacjach, to będą to (oby nie) kolejne ataki. A to, że do nich może dojść, jest prawdopodobne, bo w takich sytuacjach często istnieje prawo serii. Tajlandia, w której ataki zaczęły się w sierpniu, jest tego smutnym potwierdzeniem.
I jeśli – powtórzę, bardzo bym tego nie chciał – rzeczywiście dojdzie do kolejnych ataków, jeśli będą (oby nie) kolejne ofiary i kolejni poszkodowani – to wtedy prawdopodobnie taki model działania powstanie. A jest on konieczny, by obywatele mogli zaufać państwu. Rodzice i nauczyciele powinni mieć pewność, że w takiej sytuacji dostaną precyzyjną informację i precyzyjne wskazówki, co zrobić powinni, a obywatele chcieliby widzieć nie tyle spierających się i wzajemnie obwiniających polityków czy propagandzistów, ile otrzymać ograniczający emocje przekaz, który zawiera nie tylko niezbędne informacje, ale także narzędzia, które pomogą radzić sobie z całkowicie zrozumiałym lękiem czy zagrożeniem. Jeśli takie rozwiązania zostaną rzeczywiście wypracowane i wdrożone, to z całą pewnością przydadzą się przy różnych okolicznościach.
Ale zmierzenie się z tą sprawą wymaga przede wszystkim, poza procedurami czy zmianami w szkołach, głębokiego przemyślenia modelu komunikacji, zmiany naszej własnej postawy i wreszcie prawdziwej walki z przemocą - każdą - w szkołach i w domach. Bez tego żadne procedury nie będą w pełni skuteczne.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.