Rzucił się na nożownika, nie przeżył. Przełożona benedyktynek o ataku w Jarosławiu
- Do krwawego ataku doszło na terenie ośrodka formacji przy opactwie benedyktynek w Jarosławiu (woj. podkarpackie).
- 31-letni obcokrajowiec ranił nożem pięć osób. Jeden z kapłanów nie żyje.
- Służby obezwładniły i zatrzymały napastnika, a na miejscu trwają intensywne czynności wyjaśniające z udziałem lokalnych władz.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
W czwartek 24 września 2026 r. rano na terenie Klasztoru Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu rozegrał się dramat. 31-letni obcokrajowiec zaatakował nożem osoby przebywające w ośrodku. Według nieoficjalnych informacji napastnik to obywatel Ukrainy. Wirtualna Polska skontaktowała się z przełożoną klasztoru, siostrą Barbarą Dendor, która opowiedziała o przebiegu zdarzenia.
- Pan, który wtargnął z nożem, zaczął po prostu zabijać... - mówi nam roztrzęsiona.
Z informacji przekazanych przez siostrę Barbarę Dendor wynika, że atak miał miejsce w części opactwa przeznaczonej dla księży, konkretnie na terenie Ośrodka Formacji Kultury Chrześcijańskiej Kościoła Świętego Mikołaja i Stanisława.
- Pierwszy atak był w kawiarence. Ktoś uciekł, chciał zamknąć drzwi do kościoła, więc przeszedł innymi drzwiami. Kapłan, który tam był, rzucił się na niego, a jak upadł, to ten jeszcze go nożem... Przebił... , przebił mu płuca i to ten ksiądz nie żyje - opowiada nam zrozpaczona o pierwszych chwilach ataku siostra Dendor.
Przełożona zakonu potwierdziła, że ofiarą śmiertelną jest jeden z kapłanów pracujących w tamtejszym kościele. Sytuacja innych poszkodowanych również jest bardzo poważna.
- Widoczny był atak na kapłanów, bo trzech z nich jest rannych, dwóch było w ciężkim stanie. Jeden zmarł, nie udało się uratować mu życia, a kolejny ma bardzo wielkie obrażenia. To ksiądz Marek, dyrektor formacji kultury chrześcijańskiej, on jest w ciężkim stanie - poinformowała zakonnica.
Przełożona zapytana o ewentualne powiązania napastnika ze społecznością zakonną stanowczo zaprzeczyła, by był to ktoś znajomy. - Nie, to przypadkowy pan. Nie znamy go. Wyglądał jak szaleniec, w krótkich spodenkach i krótkiej koszulce, mimo że dzisiaj było zimno - opisała podejrzanego siostra.
"To atak na nas". Siostra Barbara nie może się pogodzić z tragedią
Wydarzenie to wstrząsnęło całą społecznością opactwa, w którym funkcjonuje również przedszkole. - Nie czujemy się bezpieczni. Można powiedzieć, że to jest atak też na nas, na to miejsce, gdzie wspólnie tworzymy to opactwo. Jesteśmy w wielkim bólu - dodała siostra Barbara Dendor, informując jednocześnie, że sytuacja w placówce edukacyjnej została opanowana.
- Dzieci są spokojne, bezpieczne. Wiedzą, że są jakieś szkolenia. Rodzice dopytują, ale uspokajamy sytuację. Przedszkole jest po stronie sióstr, więc ten główny atak wydarzył się gdzie indziej - doprecyzowała.
Na miejsce tragedii błyskawicznie ściągnięto funkcjonariuszy policji oraz przedstawicieli lokalnych władz, w tym burmistrza i wojewodę. Trwa śledztwo, które ma wyjaśnić motywy działania napastnika. Z informacji podanych przez Komendę Powiatową Policji w Jarosławiu wynika, że w wyniku tego krwawego ataku ucierpiało łącznie pięć osób – czterech mężczyzn i jedna kobieta, z czego trzech poszkodowanych przewieziono do szpitala z bardzo poważnymi obrażeniami. Teren opactwa został całkowicie zabezpieczony i poddany dokładnym oględzinom.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.