Polskie karty SIM w rosyjskich dronach? Nowe informacje prokuratury

Ponad 30 bezzałogowych statków powietrznych spadło w nocy z 9 na 10 września na terenie Polski, a szczątki znaleziono w 27 miejscowościach.
Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawcy, a większość działań prokuratury objęto klauzulą tajności.
Prokuratura uznała, że działania wojska były prawidłowe i nie doszło do przestępstwa.
Według informacji, które uzyskała redakcja "Rzeczpospolitej", w nocy z 9 na 10 września na terytorium Polski spadło ponad 30 bezzałogowych statków powietrznych, których szczątki zostały następnie znalezione w 27 miejscowościach.
"Z analizy toru lotów wynika, że wystartowały ze specjalnych mobilnych platform zlokalizowanych na terenie rosyjskich obwodów briańskiego, kurskiego i biełgorodzkiego, ale też terenów okupowanych przez wojska rosyjskie. Kilka z nich przeleciało nad terytorium Białorusi, nim znalazły się nad Polską" - czytamy na łamach "Rz".
Rosyjskie drony nad Polską. "Śledztwo zostało umorzone"
Śledczym nie udało się jednak ustalić, kto personalnie zarządził atak i nim kierował. Z tego powodu śledztwo zostało ostatecznie umorzone.
- Zdecydowana większość akt sprawy, w tym uzasadnienie decyzji, są objęte klauzulą tajne oraz ściśle tajne. Mogę tylko powiedzieć, że śledztwo zostało umorzone, ponieważ nie wykryto sprawcy przestępstwa - mówił "Rzeczpospolitej" prokurator Marcin Kozak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
W toku śledztwa ustalono, że pierwsze naruszenie przestrzeni powietrznej odnotowano około pół godziny przed północą, czyli 9 września, ostatnie wczesnym rankiem - około godz. 6.30.
Szczątki bezzałogowców znaleziono na terenie pięciu województw: lubelskiego, świętokrzyskiego, mazowieckiego, łódzkiego oraz warmińsko-mazurskiego. Na niektóre drony natrafiono kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Trzy miejsca zostały utajnione.
Prokuratura badała działania wojska. "Brak znamion czynu zabronionego"
W ramach działań prowadzonych przez prokuraturę pochylono się także nad kwestią reakcji polskiego wojska na naruszenia przestrzeni powietrznej. Z ustaleń wynika, że armia zareagowała właściwie.
- Na użycie środków bojowych była zgoda i było uzasadnienie. W tym wątku śledztwo zostało umorzone wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego, czyli braku przestępstwa - wskazał w rozmowie z "Rz" prokurator Kozak, dodając, że nie może powiedzieć, jakie konkretnie bezzałogowce zostały zestrzelone.
Wiadomo jednak, że "zdarzenie mające postać eksplozji materiałów wybuchowych umieszczonych w rakietach wystrzelonych decyzją Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych z bojowych statków powietrznych" w celu zniszczenia dronów, miało miejsce na Lubelszczyźnie.
Pociski, które nie trafiły w cele, "niezamierzenie uderzyły w działkę rolną w miejscowości Choiny, oraz działkę leśną w Krzywowierzbie Kolonii". Zdecydowano także o umorzeniu postępowania dotyczącego zniszczenia domu w Wyrykach na Lubelszczyźnie. Śledczy uznali, że pilot działał w granicach przysługujących mu uprawnień.
Rosja testowała polską obronę? Ustalenia prokuratury
Część akt, odnosząca się do przyczyn ataku, została utajniona. Z nieoficjalnych informacji "Rz" wynika, że śledczy skłaniają się do wersji, iż drony wypuszczono, by sprawdzić polskie procedury i zmusić systemy NATO i Ukrainy do użycia pocisków.
Większość bezzałogowców było nieuzbrojonych, nie posiadały głowic bojowych ani ładunków wybuchowych. Z ustaleń dziennikarzy wynika jednak, że w części bezzałogowców znajdowały się karty SIM polskich operatorów. Nie wiadomo, czy karty zostały skradzione lub pozyskane w inny, nielegalny, sposób.
"Polityczny WF": Kosiniak-Kamysz był u Trumpa. Dlaczego się nie pochwalił?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.