Współpracownica Romanowskiego skazana za oszustwo. Ujawniamy wyrok
Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marcin Romanowski w dalszym ciągu ukrywa się przed organami ścigania. Prokuratura ściga polityka po tym, jak postawiła mu zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i ustawiania konkursów za pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości.
Były wiceminister sprawiedliwości w rządzie Mateusza Morawieckiego najpierw schronił się na Węgrzech, a potem wiele wskazywało, że trafił do kontrolowanego przez Rosję Naddniestrza, ale nie ma pewności, czy polityk wciąż jest właśnie tam. Pod koniec września Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił wydać list żelazny dla byłego wiceministra, co oznacza, że po przyjeździe do Polski nie będzie aresztowany. Ale prokurator złożył już zażalenie na tę decyzję i domaga się, aby Romanowski listu żelaznego jednak nie miał.
Tymczasem, jak ustaliła Wirtualna Polska, problemy z prawem ma nie tylko sam Romanowski, ale również jego bliska współpracownica pozostająca w Polsce. Chodzi o osobę przedstawiającą się jako dyrektor jego biura poselskiego w Biłgoraju. Kobieta pełni tu bardzo ważną rolę – nie chodzi wyłącznie o administrowanie biurem poselskim. Osoby orientujące się w sytuacji politycznej w Biłgoraju twierdzą, że jej działania mają sprawiać wrażenie, że mimo fizycznej nieobecności w Polsce sam Romanowski jest aktywnym parlamentarzystą, angażującym się w sprawy zwykłych obywateli w swoim okręgu wyborczym na południu województwa lubelskiego.
Właśnie dlatego kobieta organizuje eventy takie jak publiczne rozdawanie płodów rolnych. We wrześniu były to śliwki węgierki, a wcześniej papryka i kapusta. Co ciekawe, podczas wrześniowej akcji pani dyrektor nie umiała klarownie wyjaśnić, z jakich środków biuro poselskie - finansowane z pieniędzy podatników - zakupiło śliwki, które następnie rozdano.
Wirtualna Polska dotarła do szczegółów jej sprawy sądowej zakończonej dwa lata temu. Piszemy o niej dlatego, że, jak sama przyznała dyrektor biura poselskiego, wyrok nie został do dziś przez nią wykonany. Mimo że jest prawomocny, kobieta zapowiada dalszą walkę w sądzie.
Współpracownica Romanowskiego skazana za oszustwo
Jak informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zamościu Rafał Kawalec, prokurator oskarżył kobietę w marcu 2021 r. Wyrok w jej sprawie zapadł zaś 11 stycznia 2024 r. w Sądzie Rejonowym w Biłgoraju. Oskarżona została skazana za oszustwo i usiłowanie oszustwa. Chodziło o doprowadzenie ZUS do niekorzystnego rozporządzenia mieniem z tytułu wypłaconego zasiłku chorobowego (w wysokości 66 tys. zł) i opiekuńczego (21 tys. zł). Prokurator zarzucił jej, że wprowadziła w błąd pracownika ZUS z Biłgoraja co do rzeczywistego prowadzenia przez nią pozarolniczej działalności gospodarczej w latach 2015–2017 i podlegania obowiązkowym ubezpieczeniom oraz dobrowolnemu ubezpieczeniu społecznemu.
W drugim zarzucie prokurator oskarżył ją o usiłowanie uzyskania z ZUS kolejnych kwot: 26 tys. zł zasiłku chorobowego i ponad 1,7 tys. zł opiekuńczego. Sprawa wyszła na jaw, kiedy kobieta złożyła kolejny wniosek o ustalenie prawa do zasiłków. Wówczas ZUS uznał, że wcale nie podlega ona ubezpieczeniu chorobowemu i wydał decyzje odmowne. Wtedy sprawą zajęła się prokuratura.
Jak poinformował WP prezes Sądu Rejonowego w Biłgoraju Henryk Kiesz, wyrok uprawomocnił się 19 stycznia 2024 r. Kobieta została skazana na 3 tys. zł grzywny.
– Grzywna orzeczona powyższym wyrokiem nie została przez skazaną wykonana, sprawa została skierowana do egzekucji komorniczej – przekazał WP prezes SR w Biłgoraju.
Ponadto skazana miała oddać do ZUS ponad 87 tys. zł. ZUS odmówił nam odpowiedzi, czy już te pieniądze zwróciła.
– Dane osób ubezpieczonych i płatników składek, w posiadaniu których jest ZUS, podlegają ustawowej ochronie – wyjaśniła Małgorzata Korba, regionalny rzecznik ZUS w województwie lubelskim.
Ale sama dyrektor biura poselskiego Marcina Romanowskiego potwierdziła w rozmowie z WP, że tych pieniędzy nie zapłaciła. W rozmowie telefonicznej stwierdziła, że "udowadnianie prawdy" i jej walka w tej sprawie się nie zakończyła.
Kiedy Wirtualna Polska zadała jej pisemne pytania na adres biura poselskiego posła Marcina Romanowskiego, zadzwoniła sama. Mówiła, że bardzo się cieszy, że zainteresowaliśmy się sprawą oraz że w jej sprawie radca prawny ZUS-u dokonał wielokrotnych przestępstw podczas składania zeznań.
Przyznała, że prowadziła firmę o nazwie, którą wskazała również Prokuratura Okręgowa w Zamościu. Tłumaczyła, że prowadziła działalność biura, które m.in. pisało podania. Twierdziła też, że miała mnóstwo dowodów na to, że działalność była prowadzona i miała je przesłać WP. Nigdy tego jednak nie zrobiła.
Współpracownica Romanowskiego próbuje wstrzymać publikację
Zamiast tego, po rozmowie telefonicznej zasadniczo zmieniła swoje stanowisko w sprawie publikacji. W licznych wiadomościach próbowała przekonać redakcję, aby artykuł na jej temat nie powstawał. Podkreślała m.in., że sprawa ta powstała przed podjęciem przez nią obecnego zatrudnienia, nie dotyczyła działalności biura poselskiego oraz wykonywania obowiązków na rzecz posła ani dysponowania środkami przeznaczonymi na funkcjonowanie biura. Zaznaczyła również, że obecnie nie ma upoważnienia i nie dysponuje rachunkiem bankowym posła, a także że przepisy regulujące zatrudnianie pracowników biur poselskich nie ustanawiają ogólnego wymogu niekaralności jako warunku zatrudnienia.
Osobną kwestią jest sprawa wykazania jej jako jednego ze współpracowników posła Marcina Romanowskiego. Na stronie internetowej Sejmu jej nazwisko bowiem w ogóle nie występuje. Kobieta przekonywała WP, że zgłoszenie o jej zatrudnieniu w biurze Romanowskiego zostało złożone już w marcu 2025 r. Wyjaśniała, że nie wie, dlaczego jej nazwiska na stronie Sejmu wciąż nie ma. Twierdziła również, że przedstawiciele Kancelarii Sejmu kontrolowali działalność biura i nie mieli żadnych wątpliwości co do jej zatrudnienia.
Poseł Marcin Romanowski i jego wydatki
Wątpliwości w sprawie współpracy kobiety z posłem Romanowskim rozwiewa jednak Sejm. W odpowiedzi na pytania WP biuro obsługi medialnej przekazało, że "Kancelaria Sejmu dysponuje kopią umowy o pracę z p. (...), zawartą 4 marca 2025 r. pomiędzy p. (...) a posłem Marcinem Romanowskim, co oznacza, że według dostępnej nam wiedzy osoba ta jest pracownikiem biura poselskiego posła".
Skąd zatem brak jej nazwiska na publicznej liście współpracowników? Kancelaria Sejmu wyjaśnia, że to poseł Marcin Romanowski nie wypełnia ciążącego na nim obowiązku podania określonych danych marszałkowi Sejmu, które są następnie upubliczniane w Systemie Informacyjnym Sejmu. "Według stanu na dzień 15 października do Kancelarii Sejmu nie wpłynęło zgłoszenie dotyczące p. (...), a zatem jej dane nie figurują na stronie Sejmu" – przekazało WP biuro obsługi medialnej Kancelarii Sejmu.
Przedstawiciel kancelarii wyjaśnił również, że pieniądze na wynagrodzenia dla współpracowników posłów są wypłacane nie przez sam Sejm, a przez posła, który jest w tej sytuacji pracodawcą.
"Stroną umowy z pracownikiem biura poselskiego jest poseł i to on jest pracodawcą, natomiast wynagrodzenie wypłacane jest ze środków przekazywanych przez Kancelarię Sejmu biuru poselskiemu na odrębny rachunek" – informuje Kancelaria Sejmu.
Kancelaria Sejmu wskazuje: współpracownicy posłów mogą być karani
Przedstawiciele Sejmu przyznają, że ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora nie zawiera wymogu niekaralności wobec osób zatrudnionych w biurach poselskich.
Każdego miesiąca Sejm przelewa na rachunki należące do biura poselskiego Marcina Romanowskiego 25 tys. zł ryczałtu. W rozliczeniu biura za ub. rok poseł PiS podał, że wydał z sejmowego ryczałtu ponad 281 tys. zł na działalność biur poselskich – najwięcej, ponad 191 tys. zł, pochłonęły wynagrodzenia pracowników zatrudnionych na umowę o pracę. Do budżetu Kancelarii Sejmu zwrócił tylko 6,3 tys. zł.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.