Trump nawet w Stanach cieszy się mniejszym poparciem niż Zełenski [OPINIA]
Wiele informacji podawanych przez rosyjskie media lub przedstawicieli władzy to element propagandy. Takie doniesienia są częścią wojny informacyjnej prowadzonej przez Federację Rosyjską.
Trump skrytykował Zełenskiego za te ataki i obwinił je za ceny oleju napędowego na globalnym rynku. Ceny oleju i benzyny są wielkim politycznym problemem dla partii Trumpa przed zbliżającymi się wyborami w połowie prezydenckiej kadencji w listopadzie. Niestety dla Trumpa, poza najbardziej sfanatyzowaną bazą MAGA, nikt, ale to naprawdę nikt w Stanach nie uwierzy, że za ceny oleju odpowiada Zełenski i to, w jaki sposób broni się on przed rosyjską agresją, a nie amerykański prezydent i jego katastrofalna, niepotrzebna i pozbawiona planu wojna z Iranem.
Zresztą, jak zwróciła niedawno uwagę telewizja CNN, Zełenski cieszy się dziś w Stanach wyższymi wskaźnikami poparcia niż Trump.
Wyjątkowo niepopularny prezydent
Zełenski nie ma tu przy tym szczególnie wysoko postawionej poprzeczki – Trump jest wyjątkowo niepopularnym prezydentem. Według wyliczeń dziennika "New York Times" średnio aprobatę dla działań prezydenta deklaruje dziś 38 proc. Amerykanów, a dezaprobatę 59 proc. Co, jak łatwo policzyć, oznacza, że wskaźnik poparcia dla Trumpa wynosi netto – po odjęciu popierających od dezaprobujących – minus 21 proc.
CNN podaje trochę korzystniejsze dla Trumpa dane, według których cieszy się on poparciem netto wynoszącym "aż" minus 18 proc. Niezależnie od różnic, wszystkie sondaże pokazują, że poparcie netto prezydenta znajduje się daleko pod kreską, co najmniej na poziomie górnych minus kilkunastu procent. Te wyniki sytuują Trumpa w czołówce najbardziej niepopularnych sondażowo prezydentów. Znów według wyliczeń "New York Timesa", w sierpniu tego roku Trump osiągnął drugi najgorszy wynik wśród prezydentów w tym stadium kadencji w historii sondaży, za Richardem Nixonem tuż przed jego dymisją wymuszoną przez aferę Watergate.
Gdy Trump obejmował urząd, poparcie dla niego deklarowało średnio 52 proc. badanych, dezaprobatę 43 proc. Poparcie netto dla prezydenta bardzo szybko – już w marcu 2025, dwa miesiące po objęciu urzędu – zeszło poniżej zera. Mniej więcej od czerwca zeszłego roku nożyce między wykresami przedstawiającymi średnie poparcie i średnią dezaprobatę dla Trumpa zaczynają się rozwierać, od kwietnia tego roku jego średni wskaźnik poparcia spada poniżej 40 proc. – do czego najpewniej istotnie przyczyniła się niepopularna od początku wojna w Iranie.
Trudno się dziwić Amerykanom
Trudno się dziwić takim wskaźnikom. Trump wygrał, bo obiecywał, że będzie w stanie poradzić sobie z kryzysem kosztów życia, jakiego Amerykanie doświadczali od czasu pandemii i spowodowanej przez nią inflacji. W ciągu ponad półtora roku prezydentury nie był jednak nic z nim w stanie zrobić, poza coraz mniej przekonującym zrzucaniem winy na "śpiącego Joe" Bidena.
Polityka Trumpa wręcz pogłębiła problem, najpierw wikłając się w chaotyczną, pozbawioną strategii wojnę celną z całym światem, a następnie atakując Iran. Wszystko sugeruje, że Trump liczył na szybką wojnę zakończoną zdecydowanym zwycięstwem Stanów i zmianą władzy w Teheranie na bardziej przyjazną amerykańskim interesom. Wiemy, jak się skończyło – wojna ciągnie się od początku roku, Iran poprzez działania w Cieśninie Ormuz i ataki na sojuszników Stanów z regionu skutecznie zdusił eksport ropy z czołowego dla produkcji tego surowca regionu.
Amerykanie – ale także my w Polsce – już odczuwają to na stacjach benzynowych, a ze strony administracji nie widać żadnego realistycznego planu, pozwalającego zakończyć wojnę w korzystny dla Stanów sposób.
W 2024 r. Trump był w stanie przyciągnąć znaczące grupy wyborców do tej pory głosujących masowo raczej na demokratów: młodych, Latynosów, nawet część młodych, afroamerykańskich mężczyzn. Dziś zyski sondażowe Trumpa w tych grupach zupełnie wyparowały. Latynosów zraziło np. to, z jaką bezmyślną brutalnością administracja podeszła do walki z nielegalną migracją, przez co nawet osoby przebywające w Stanach legalnie mogły poczuć się zagrożone.
Wszystko to będzie miało skutki w listopadzie przy urnach i zwłaszcza odpływ Latynosów może bardzo wiele kosztować republikanów i przynieść zaskakujące wyniki w uchodzących za tak solidnie republikańskie stanach, takich jak Floryda czy Teksas.
Dla Stanów Zełenski ciągle jest bohaterem
Zełenski tymczasem, jak podało CNN, cieszy się wskaźnikiem poparcia netto Amerykanów na poziomie plus 13 proc. Ma więc nad Trumpem ponad 30 punktów procentowych przewagi, co jest dość miażdżącym dla amerykańskiego prezydenta wynikiem.
Znów te liczby nie są zaskoczeniem. Dla Amerykanów Zełenski ciągle jest bohaterem, przywódcą państwa heroicznie broniącego się przed niesprowokowaną wojną ze strony bandyckiego państwa, łamiącego prawo międzynarodowe i nieszanującego cywilizowanych reguł prowadzenia wojny.
Wymierzona w Zełenskiego czarna propaganda próbująca przedstawić go jako skorumpowanego przywódcę, który blokuje możliwość porozumienia pokojowego, bo boi się, że koniec wojny będzie dla niego oznaczał utratę władzy, najwidoczniej odbija się od większości amerykańskiej opinii publicznej poza częścią bazy MAGA, która powtarza ją za rosyjskim przekazem. W Stanach wizerunkowi Zełenskiego – inaczej niż w Polsce – nie szkodzą też kwestie historyczne takie jak spór o ocenę UPA.
W warunkach amerykańskiej polaryzacji, jeszcze ostrzejszej niż ta polska, im bardziej Trump i jego akolici atakować będą Zełenskiego, tym bardziej niechętna MAGA amerykańska opinia publiczna będzie przychylnie patrzeć na ukraińskiego przywódcę. Można się więc spodziewać, że Trump, postponując Zełenskiego za ataki na instalacje paliwowe, tylko pomoże jego amerykańskim notowaniom.
Amerykanie mają rację
Opinia publiczna nie zawsze ma rację, czasem dokonuje błędnych politycznych wyborów, obdarzając swoim poparciem i zaufaniem przywódców, których rządy okazują się katastrofą. W ocenie Trumpa i Zełenskiego amerykańska opinia publiczna ma jednak zasadniczo rację.
Tak, Zełenski – przy wszystkich wątpliwościach, jakie można mieć wobec różnych jego decyzji – jest przywódcą państwa toczącego sprawiedliwą wojnę obronną, kluczową nie tylko dla przyszłości Ukrainy, ale też Europy i międzynarodowego ładu opartego na regułach.
Trump jest faktycznie fatalnym pod każdym względem prezydentem, który nie tylko nie był w stanie rozwiązać żadnego problemu Stanów, ale swoimi decyzjami przysporzył obywatelom wielu problemów i jak żadna postać w historii obniżył międzynarodowy prestiż i pozycję Stanów. Amerykanie mogą tylko przeklinać, że nie widzieli tego dwa lata temu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.