ESPNIs Seahawks offensive coordinator Brian Fleury a 'home run' hire? How the rookie playcaller is faringBollywood HungamaRajpal Yadav deposits Rs 2 crores in cheque bounce case; Supreme Court refers dispute to mediationPunchNBA probes mismanagement claims of ₦100m Imo govt gift to Owerri branchRTP DesportoPalmeiras a um passo de mais uma final da LibertadoresThe Jerusalem PostBasij female unit commander assassinated in latest attack targeting Iranian armed forcesDaily MaverickIndustry Influence: Experts call for ‘big food’ ban at future SA Nutrition CongressesInquirerDTI: Prices of water, basic goods stable amid looming ‘Super El Niño’ZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioObservador DesportoAs notícias das 19hThe South African’13th cheque please’: SASSA grant recipients share their Christmas wish listGlobo EsporteCom Falcão, Brasil e Polônia se enfrentam pelo Legends Game Brasil em SC20 MinutenTödlicher Achterbahn-Unfall – sparte Six Flags bei Wartung?
The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, October 15, 2026

Ten dobroduszny Putin i ten niewdzięczny Zełenski [OPINIA]

Translate

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Donald Trump co i rusz zarzuca politykom Partii Demokratycznej "nienawiść do Ameryki". Regularnie obrzuca obelgami najbliższych sojuszników, z europejskimi członkami NATO na czele. Kiedy jednak mówi o reżimach, które rzeczywiście można by podejrzewać o pogardę do Stanów Zjednoczonych, znajdzie każdą wymówkę, żeby usprawiedliwić swoje chorobliwe fascynacje. Czy to Władimirem Putinem, czy to Xi Jinpingiem, a nawet Kim Dzong Unem.

WIDEO

Reset z Białorusią? Ekspert studzi emocje i stawia Łukaszence warunki

Dziwnych sytuacji jest więcej. Prezydent USA pisze na Truth Social, że Chiny i Rosja wcale nie pomagają Iranowi w prowadzeniu ataków na amerykańskie cele w Zatoce Perskiej (a jeśli, to w minimalnym stopniu), choć sama CIA doskonale wie, że jest odwrotnie.

Trump szydzi z premiera Kanady Marka Carneya, a po chwili składa życzenia urodzinowe rzeźnikowi z Kremla. Poklepuje po ramieniu przywódcę ChRL, by jednocześnie oskarżać Tajwan o kradzież technologii i nakładać nowe cła na Koreę Południową. Tyrana z Pjongjangu nazywa swoim "przyjacielem", a głównego wroga widzi dziś w prezydencie Ukrainy.

Rzadko się zdarza, aby lider demokratycznego mocarstwa tak otwarcie zażądał wymiany głowy państwa w innym demokratycznym kraju. Tak właśnie uczynił jednak Trump, rzucając w ubiegły poniedziałek do dziennikarzy: "Ukraina powinna mieć nowego prezydenta". Nigdy nie przyszło mu do głowy, aby domagać się zmiany na szczycie władzy w Rosji czy Białorusi, dwóch dyktaturach, którymi Władimir Putin i Alaksandr Łukaszenka władają – odpowiednio – od 26 i 32 lat. Wręcz przeciwnie: o obu "dżentelmenach" Trump wypowiadał się ostatnio wyjątkowo ciepło.

Zatrzymajmy się przy prezydencie Rosji. W mniemaniu Trumpa główna różnica między Putinem a Zełenskim polega na tym, iż ten pierwszy "chce się porozumieć" i zakończyć wojnę, ten drugi zaś ją uparcie kontynuuje. Naloty na budynki mieszkalne w Kijowie? "Putin pragnie zgody". Kolejne kilkadziesiąt ofiar cywilnych w Charkowie? "Putin dąży do pokoju". Nuklearne groźby? "Putin stawia na deeskalację".

Nieustannie słyszymy z ust amerykańskiego prezydenta, że obie strony mają właściwie tyle samo na sumieniu. Gdy kilka dni temu Trump został zapytany, co sądzi o złamaniu przez Rosjan "energetycznego zawieszenia broni" (które zresztą sam wymyślił, z nikim niczego nie uzgadniając), odpowiedział, że "Ukraińcy poprzedniego dnia także uderzali" w rosyjską infrastrukturę. Co, naturalnie, nie miało żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Wbrew zdrowemu rozsądkowi i wbrew faktom

Obecny prezydent USA jest w stanie zmienić zdanie o 180 stopni w ciągu jednej doby. Aczkolwiek ma też inną przypadłość: są "prawdy" wbite głęboko w jego umysł, od których nie odstępuje nawet na milimetr. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i wbrew faktom. Taką "prawdą" jest przekonanie o dobrej woli Władimira Putina. Jeszcze tylko kilka "dieslowych deali", kilka kolejnych wypraw Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera do Moskwy, parę romantycznych pogawędek przez telefon, i w końcu z Putinem dobijemy targu. Przeszkadza nam tylko ten cholerny Zełenski…

Trzeba zatem zmusić go do "pokoju" szantażem. Jeśli Ukraina nie zaprzestanie bombardowań rosyjskich rafinerii, zostanie stosownie ukarana. Czy to odcięciem od informacji wywiadowczych, czy utrudnieniami w łączności satelitarnej (jak twierdzą władze w Kijowie, wydarzyło się to już w minioną środę, kiedy Amerykanie mieli ograniczyć dostęp do systemu Starshield).

Trump zapewne nie zdaje sobie nawet sprawy, jak szybko wyzbywa się własnych kart - używając jego ulubionej metafory - i jak wiele asów z talii wyciągnął w tym czasie jego interlokutor z Kremla. Putin manipuluje Trumpem, jak chce i kiedy chce. Składa mu obietnice bez pokrycia, które prezydent USA przyjmuje, podskakując z radości niczym pięciolatek.

Upokarza Trumpa osobiście, nadal prowadząc swoją "specjalną operację ludobójczą" i wiedząc, że nie spotka go nawet najłagodniejsza krytyka ze strony Białego Domu. Donald Trump, JD Vance i Marco Rubio więcej czasu i energii poświęcają na... besztanie Europy za "łamanie wolności słowa".

Wreszcie Putin, tanim kosztem, podkopuje pozycję Ameryki na arenie międzynarodowej i jej wiarygodność.

Trump podejmuje decyzje impulsywnie. A jeśli zdarzają mu się wcześniej jakieś przemyślenia, to są one najczęściej odmienne od tych, do których przyzwyczaili nas wielcy, światowi mężowie stanu. Jego refleksja nie będzie obejmowała następnych pięciu czy 20 lat. Nie będzie geopolityczna, moralna czy religijna. Będzie stricte finansowa. "Opłaca się" versus "Nie opłaca się". Nawet w przypadku trwającej właśnie kampanii do Kongresu: Trumpowi sen z powiek spędza tylko jedna kwestia: czy za trzy tygodnie galon oleju napędowego będzie kosztował 7 czy 5 dolarów.

Zakończmy ten smutny felieton na naszym podwórku.

Kolejne pytanie dziennikarza do Trumpa i kolejna zwięzła odpowiedź - Baza w Polsce? "They will pay for it" ("Oni za nią zapłacą").

Oto typowa, trumpowska refleksja. Prezydent mógł wybrać między "Tak, jesteśmy już bliscy ostatecznego porozumienia", "Tak, wzmacniamy naszą obecność na wschodniej flance NATO" albo "Współpracujemy ściśle z Polską, bo doceniamy jej wydatki na zbrojenia".

Lecz pierwsza myśl, jaka przyszła mu do głowy, brzmiała: "Polacy zapłacą za bazę".

Meksykanie zapłacą za mur na granicy, Wenezuelczycy oddadzą nam surowce za obalenie Maduro, z Kanadyjczyków wyssiemy to, z czego nas ograbili. Ukraińcy mają zwrócić pieniądze za sprzęt wojskowy, a Polacy sfinansują nasze koszary.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.