Przeszedł ponad 30 operacji. Z powodu bólu Freud podjął drastyczną decyzję
Kiedy w marcu 1938 roku wojska niemieckie wkroczyły do Austrii, dokonując Anschlussu, życie ponad 80-letniego Sigmunda Freuda znalazło się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Dla hitlerowców ojciec psychoanalizy był podwójnym wrogiem – nie tylko wybitnym intelektualistą żydowskiego pochodzenia, ale też twórcą nauki, którą czołowi dygnitarze III Rzeszy z Josephem Goebbelsem i Heinrichem Himmlerem na czele szczerze nienawidzili. Już w 1933 roku, tuż po dojściu Hitlera do władzy, dzieła Freuda publicznie palono w Niemczech na stosach.
Zatrzymanie córki i gigantyczny okup
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Mimo wyraźnych ostrzeżeń sędziwy uczony przez długi czas bagatelizował zagrożenie i odmawiał opuszczenia ukochanego Wiednia. Przełom nastąpił dopiero 22 marca 1938 roku, gdy Gestapo zabrało na przesłuchanie jego ukochaną córkę, Annę. Wprawdzie zwolniono ją tego samego dnia, ale to dramatyczne wydarzenie wreszcie otworzyło mu oczy. Freud zrozumiał, że jeśli chce uchronić rodzinę przed obozem koncentracyjnym, muszą uciekać.
Wyjazd z terytorium kontrolowanego przez reżim hitlerowski nie był jednak prosty. Od zamożnych uciekinierów Niemcy wymagali opłacenia zaporowego haraczu, tzw. Reichsfluchtsteuer (podatku od ucieczki). Konta Freuda zostały zamrożone. Z pomocą przyszli mu wpływowi i zamożni przyjaciele z zagranicy – przede wszystkim francuska księżniczka i zarazem jego pacjentka, Marie Bonaparte, która wyłożyła gigantyczne kwoty na okupy i łapówki. Pomagał również amerykański dyplomata William C. Bullitt.
Los bywa jednak przewrotny – w sprawnym wyjeździe niespodziewanie pomógł sam… wyznaczony przez nazistów zarządca komisaryczny majątku Freuda. Był to wiedeński chemik i zdeklarowany członek NSDAP, Anton Sauerwald, który – wbrew rozkazom przełożonych i ryzykując własnym życiem – zataił przed władzami zagraniczne konta Freuda i ułatwił rodzinie zdobycie wiz. Ostatecznie, w czerwcu 1938 roku Freudowie wsiedli do Orient Expressu, by przez Paryż dotrzeć bezpiecznie do Londynu. To wydarzenie było z zapartym tchem śledzone przez ówczesną międzynarodową prasę.
Zmagania Freuda z "potworem"
Wielka Brytania dała Freudowi schronienie przed gestapo, ale na ciele psychoanalityka toczyła się już inna, znacznie dłuższza i boleśniejsza wojna. Od 1923 roku chorował on na nowotwór jamy ustnej – raka podniebienia i szczęki. Choroba była bezpośrednim skutkiem jego potężnego nałogu. Freud potrafił wypalać do 20 cygar dziennie i mimo zdiagnozowania raka, uważał palenie za paliwo dla swojego intelektu, przez dekady odmawiając rzucenia nałogu.
Zmagania z chorobą przerodziły się w prawdziwy koszmar. W ciągu kilkunastu lat sędziwy profesor przeszedł ponad 30 wyniszczających operacji chirurgicznych. W ich wyniku stracił dużą część kości szczęki i musiał nosić ogromną, specjalnie zaprojektowaną protezę, która miała oddzielać jamę ustną od nosowej. Niezwykle niewygodny aparat powodował przewlekły, rwący ból i podrażnienia tkanek. Freud do tego stopnia nienawidził sztucznej szczęki, że w prywatnych listach nazywał ją po prostu "potworem". Trudności w mówieniu i przełykaniu stawały się z biegiem lat coraz większą udręką.
Śmierć na własnych warunkach
Wrzesień 1939 roku przyniósł upadek Europy. Kiedy III Rzesza uderzyła na Polskę, rozpoczynając II wojnę światową, Freud był już całkowicie wycieńczony. Jego nowotwór osiągnął fazę ostateczną – wdała się martwica kości, która wydzielała trudny do zniesienia zapach (musiano założyć nad jego łóżkiem specjalną moskitierę, by odpędzać owady), a ból przestał reagować na jakiekolwiek dostępne wówczas środki uśmierzające.
Mając świadomość beznadziejności swojej sytuacji i pamiętając o dawnej umowie, Freud wezwał do swojego łóżka dr. Maxa Schura – wieloletniego przyjaciela i osobistego lekarza, który uciekł z nim z Wiednia do Londynu. Przed laty lekarz obiecał Freudowi, że nie pozwoli mu bezsensownie cierpieć, gdy nadejdzie nieunikniony koniec.
"Mój drogi Schurze, przypominasz sobie naszą pierwszą rozmowę. Przyrzekłeś mi wtedy, że nie opuścisz mnie, gdy nadejdzie mój czas. Teraz to wszystko nie ma już sensu, jest tylko cierpieniem" – miał powiedzieć twórca psychoanalizy.
Schur nie zawiódł. Za wiedzą i zgodą córki Freuda, Anny, lekarz podał mu podskórnie ogromną dawkę morfiny, powtarzając ją po upływie kilkunastu godzin. Zygmund Freud zapadł w śpiączkę, z której nigdy się już nie obudził. Odszedł spokojnie nad ranem, 23 września 1939 roku.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.