Ukraina w UE z ograniczeniami. Polska ma powody do zadowolenia, choć jest jedno „ale”

Komisja Europejska przedstawiła plan przygotowania Unii na przyszłe rozszerzenie. Z punktu widzenia Polski szczególnie istotne są zaproponowane ograniczenia dotyczące ukraińskiego rolnictwa, możliwość stosowania długoterminowych zabezpieczeń po akcesji oraz brak drogi na skróty w procesie członkostwa. Członkostwo nadal ma być uzależnione od reform.
Flagi Ukrainy i Unii Europejskiej, zdj. ilustracyjne /Shutterstock
Specjalne zasady dla ukraińskiego rolnictwa
Komisja wprost przyznaje, że skala, struktura i bardzo wysoka produktywność ukraińskiego sektora rolnego wymagają specjalnych rozwiązań. Dlatego proponuje znaczące ograniczenie wsparcia finansowego oraz dostępu do unijnego rynku dla wrażliwych produktów rolnych z Ukrainy. Dokument nie wymienia tych wrażliwych produktów, ale wiadomo, że chodzi np. o zboża, drób czy cukier.
To był jeden z najważniejszych postulatów Polski. Warszawa od dawna ostrzega, że pełne otwarcie unijnego rynku na ogromny ukraiński sektor rolny mogłoby mocno uderzyć w europejskich rolników. Bez tych ograniczeń, które mają chronić unijnych rolników, trudno by było o zgodę Polski na członkostwo Ukrainy. KE to zrozumiała, stąd te zapisy. Jednocześnie Bruksela zapewnia, że chce pomóc Ukrainie odzyskać tradycyjne rynki eksportowe poza Unią. Chodzi głównie o Afrykę Północną.
15 lat dodatkowej ochrony
Bruksela proponuje również nową „instytucjonalną klauzulę ochronną”, która ma obowiązywać przez 15 lat od wejścia nowego państwa do Unii. W razie poważnych problemów możliwe będzie zastosowanie specjalnych środków ochronnych, a w najpoważniejszych przypadkach nawet zawieszenie prawa głosu państwa w Radzie UE. Mechanizm ma być uruchamiany w procedurze, w której do zablokowania działania potrzebna jest większość kwalifikowana, a więc koniec z wetem, które blokowało działania np. wobec Węgier Viktora Orbana czy wobec Polski za czasów PiS-u. Zabezpieczenia mają być czasowe, odwracalne i regularnie przeglądane. Oznacza to, że państwa członkowskie mają dostać dodatkowe narzędzia reagowania także już po rozszerzeniu, gdyby nowe państwo nie wywiązywało się z przyjętych zobowiązań.
Mniej możliwości blokowania
Komisja chce również ograniczyć możliwość blokowania przez nowe państwo niektórych decyzji dotyczących przyszłych rozszerzeń UE i sporów bilateralnych. Nie chodzi jednak o całkowite odebranie prawa weta we wszystkich sprawach. Chodzi o czasowe zobowiązanie dotyczące konkretnych decyzji.
Jednocześnie Bruksela proponuje, by otwieranie kolejnych klastrów negocjacyjnych odbywało się większością kwalifikowaną. Dzięki temu jedno państwo członkowskie nie mogłoby samo zatrzymać kolejnego etapu negocjacji akcesyjnych.
Bez drogi na skróty
Z polskiego punktu widzenia ważne jest także to, że Komisja nie proponuje przyspieszonej ścieżki do członkostwa. Przyszłe państwa mają nadal przechodzić przez normalny proces reform, a ich postępy będą oceniane.
KE chce odebrać prawo weta krajom UE
Najbardziej kontrowersyjna z polskiego punktu widzenia może okazać się propozycja ograniczenia prawa weta państw członkowskich podczas negocjacji akcesyjnych. Komisja chce, by otwieranie kolejnych klastrów i inne decyzje pośrednie zapadały większością kwalifikowaną, a nie jednomyślnie. Bruksela od dawna alarmuje, że podczas negocjacji jest około 70 decyzji podejmowanych jednomyślnie, nawet w technicznych kwestach, co paraliżuje cały proces.
Dziś z prawa weta korzystają wobec Ukrainy jedynie Węgry. Budapeszt nawet pod rządami Peter Magyara wymusza na Kijowie więcej praw dla mniejszości węgierskiej na Ukrainie, blokując otwieranie kolejnych klastrów.
Po zmianie jedno państwo nie mogłoby już samodzielnie zatrzymać otwarcia kolejnego klastra. Dla Polski oznaczałoby to jednak również utratę ważnego narzędzia nacisku. Warszawa nie mogłaby wykorzystać weta na wczesnym etapie negocjacji, by wymusić na Ukrainie konkretne rozwiązania ważne dla polskich interesów. Prawo weta można by było stosować przy zamykaniu działów negocjacyjnych. Wtedy jednak presja na kończenie rokowań mogłaby być zbyt duża, żeby skutecznie wymuszać korzystne dla Polski rozwiązania.
Ostateczną decyzję o tym, jak będzie wyglądać procedura, podejmą kraje UE.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.