"Trump chce pokoju i interesu". Parafianowicz o starciu z Zełenskim i chaosie wokół Starlinków
Według Zbigniewa Parafianowicza, dziennikarza Wirtualnej Polski, który od lat zajmuje się Ukrainą i bezpieczeństwem w Europie, presja Donalda Trumpa na pokój ma dwa źródła. Pierwsze to chęć pozbycia się problemu wojny w Ukrainie. Drugie to pieniądze.
– Trump nie jest wielkim entuzjastą Zełenskiego od samego początku i nigdy nie będzie. Będzie chciał po prostu dogadać się z Putinem i zarobić przy okazji tego dogadania się – mówi Parafianowicz w rozmowie z Mateuszem Ratajczakiem na kanale Teraz WP.
Dziennikarz wskazuje trzy aktywa, o które toczy się gra: udziały w spółce Nord Stream, część rosyjskiego majątku zamrożonego w Europie (pisał o tym "The New York Times") oraz zagraniczne aktywa Rosnieftu, o czym napisała Wirtualna Polska. W tle są biznesy kojarzone z Jaredem Kushnerem, zięciem Trumpa i jednym z głównych negocjatorów, oraz kapitał z Zatoki Perskiej, łączony ze specjalnym wysłannikiem Stevem Witkoffem.
Cała rozmowa ze Zbigniewem Parafianowiczem do obejrzenia na kanale Teraz WP:
– Jeśli firmy kojarzone z Kushnerem będą siedziały na rurze, na istniejącym odcinku Nord Stream 2, i będą kontrolowały rafinerie Rosnieftu w Niemczech, Holandii, Rumunii czy Bułgarii, to będą czerpały z tego profity jako pośrednicy – tłumaczy.
Parafianowicz przypomina, że reset na linii Trump–Putin miał początkowo cel geopolityczny. Rosja miała przechowywać wzbogacony uran z Iranu, co dawałoby gwarancję, że Teheran nie zbuduje bomby atomowej. Plan upadł, a skończyło się izraelsko-amerykańskimi nalotami na Iran. – Reset geopolityczny możemy uznać za niebyły. Został reset biznesowy – ocenia.
Dodaje, że Putin niczego nie odda za darmo. – To musi się z czymś wiązać, na przykład z próbą nakłonienia Ukraińców do oddania Donbasu bez walki – mówi.
Dlatego dziennikarz nie wierzy, że Trumpowi uda się ograć Putina. Przywołuje tezę, którą usłyszał w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego: Rosja, od Czeczenii, przez Gruzję, po Ukrainę, nie gra w gry, w których obie strony wygrywają. Musi zdominować partnera. Tak samo traktuje Trumpa.
"Zdradzeni o świcie". Zełenski kontra Trump
Ostatnie dni to ostra wymiana ciosów między Kijowem a Waszyngtonem. Trump powtórzył, że wojna nigdy nie powinna się zacząć i że Ukraina potrzebuje nowego prezydenta. Zełenski odpowiedział oskarżeniem: Amerykanie mieli wstrzymać współpracę wywiadowczą, a przez brak danych zginęli ludzie w Kijowie. Chodziło o pocisk, który trafił w elektrociepłownię, i drugi, który zniszczył blok mieszkalny.
Parafianowicz uważa, że to nieprawda. Na Warsaw Security Forum szef MSZ Ukrainy Andrij Sybiha zaprzeczył, że współpraca została zawieszona. Zaprzeczył także Biały Dom. Według dziennikarza pociski, które uderzyły w Kijów, słabo widać na radarach NATO i USA, więc trudno je śledzić. – Gdyby prezydent Ukrainy dodał, co to były za pociski, mielibyśmy sprawę rozwiązaną. To jest marketing – mówi. Jego zdaniem Zełenski próbuje założyć sojusznikowi "moralnego nelsona", czyli wymusić coś na nim przez poczucie winy, i pokazać, że Ukraina została zdradzona o świcie.
Tyle że, jak ocenia Parafianowicz, ta metoda się zużyła. – Zełenski do pewnego momentu był genialnym marketingowcem, ale ten mechanizm się zaciął. Tak jak każda narracja internetowa, jak każdy viral. W końcu się nudzi – mówi.
Waszyngton też ma swoje narzędzia. Antykorupcyjny system w Ukrainie, z biurem NABU na czele, budowały wspólnie Komisja Europejska i amerykański Departament Sprawiedliwości z FBI. Parafianowicz zauważa, że przy każdym kryzysie w relacjach amerykańsko-ukraińskich wypływają nowe przecieki o korupcji w Kijowie. Zastrzega, że ich ujawnianie służy opinii publicznej. Spodziewa się jednak kolejnych afer. – Obie strony mocno kopią się po kostkach – mówi.
Starlink działa? "Poruszamy się w chaosie informacyjnym"
Najwięcej emocji w ostatnich dniach budzi los Starlinków. To satelitarny internet firmy SpaceX Elona Muska, na którym w dużej mierze opiera się łączność ukraińskiej armii. Korzystają z niego żołnierze na froncie i operatorzy dronów. Bez stabilnego połączenia trudno kierować bezzałogowcami i przekazywać dane z pola walki. – Wyłączenie Starlinków byłoby dla Ukraińców ogromnym ciosem. Takim technicznym, bardzo ważnym. Ale to się jeszcze nie wydarzyło – mówi Parafianowicz.
W ukraińskich i polskich mediach społecznościowych krążą dwie wersje. Według pierwszej Starlinki na Ukrainie przestały działać. Według drugiej działają, ale z ograniczeniem: terminal ma tracić łączność przy prędkości powyżej 160 km/h. W praktyce utrudniałoby to pracę ukraińskich dronów, które muszą latać szybciej, m.in. przechwytujących.
Parafianowicz podchodzi do tych doniesień ostrożnie. Przyznaje, że jeszcze w w środę w południe, gdy rozmawiał o sprawie z Piotrem Zychowiczem, wiedział mniej. Do wieczora sytuacja się wyjaśniła. – Z relacji ukraińskich wojskowych widzę, że Starlink w Ukrainie działa – mówi. Zastrzega jednak, że nie przesądza, jak jest naprawdę. – Poruszamy się w obszarze chaosu informacyjnego – podkreśla.
Część tego chaosu, zdaniem dziennikarza, tworzą sami Ukraińcy. Wskazuje na Serhija Sternenkę, popularnego blogera i aktywistę, który od lat wspiera armię i zna się na nowych technologiach. – To bardzo uzdolniony człowiek, ale niestety nie gardzi czasami niedopowiedzeniami w komunikatach, które formułuje. Pewnie tak było i w tym przypadku – ocenia Parafianowicz.
Gdy Ukraińcy zaapelowali do Muska o pełne przywrócenie łączności, ten odpowiedział, ale nie wziął odpowiedzialności na siebie. Na platformie X napisał, że Starlink służy wyłącznie celom cywilnym i obronnym, i nie może być używany do działań ofensywnych, bo nie przystoi to komercyjnej firmie. Dodał, że Starshield, czyli wojskowa odmiana systemu, należy do rządu USA, ograniczenia ustalają amerykańscy wojskowi, a ostateczne słowo ma prezydent Stanów Zjednoczonych. Biały Dom, jak podał portal Axios, zaprzeczył, że ma z tym coś wspólnego, i zapowiedział, że zapyta SpaceX o przyczyny. Musk tymczasem w innym wpisie na X stwierdził, że czas, by Zełenski odszedł.
Najważniejsze jest jednak co innego. Słowa Muska potwierdzają tezę, którą dziennikarz WP stawia w rozmowie: wojskowa część systemu nie jest prywatnym folwarkiem miliardera. – Może rzeczywiście jutro Elon Musk wstanie lewą nogą i powie, że likwiduje wszystko. Ale unieruchomienie tego systemu dla wojska wymagałoby decyzji Pentagonu, czyli decyzji politycznej, a nie biznesowej – mówi Parafianowicz. – Musiałby ktoś przyjść, podpisać dokumenty, wziąć za to odpowiedzialność i mieć świadomość, że kiedyś może za to stanąć przed komisją senacką. Na razie podpisu nikt nie chce firmować: Musk wskazuje na Waszyngton, a Waszyngton na SpaceX.
Co, jeśli czarny scenariusz jednak się spełni? Parafianowicz przyznaje, że brak amerykańskiego wsparcia, czy to łączności, czy danych wywiadowczych, pogorszyłby sytuację na froncie. Przypomina jednak, co stało się, gdy Amerykanie odcięli od Starlinków Rosjan. Ukraińcy odnieśli wtedy sukcesy, ale bardzo lokalne. Rosja szybko dostosowała się do nowej sytuacji: nawiązała współpracę z Chińczykami i zaczęła produkować własny, tańszy sprzęt łączności. – To samo wydarzyłoby się w przypadku Ukrainy. Ukraińcy wcześniej czy później znajdą jakąś alternatywę i ten front nie posypie się z dnia na dzień – ocenia dziennikarz.
Jakie karty ma Zełenski?
I to, zdaniem Parafianowicza, jest najmocniejsza karta ukraińskiego prezydenta. – Ten front z grubsza będzie stał w miejscu, niezależnie od tego, czy Amerykanie zrezygnują z pomocy wywiadowczej, czy obetną do zera pomoc wojskową – mówi. Ukraina udowadnia, że potrafi powstrzymywać drugą armię świata, a bilans strat terytorialnych nie jest dla niej radykalnie niekorzystny.
Sytuacja Zełenskiego nie jest jednak komfortowa. Armię, budżet i gospodarkę Ukrainy finansują MFW, G7 i Unia Europejska. Łączność jest amerykańska, broń pochodzi z Europy i USA. Ukraiński prezydent kilka razy pokazał jednak, że potrafi zaskoczyć świat, choćby atakiem na obwód kurski czy operacją "Pajęczyna", w której drony zniszczyły rosyjskie bombowce strategiczne.
Kolejną kartą mogą być programy rakietowe, rozwijane m.in. z partnerami brytyjskimi. Parafianowicz ma wątpliwości co do firmy Fire Point, która na razie wygląda według niego na wydmuszkę. Jeśli jednak Ukraińcy zbudują pociski zdolne odciąć Moskwę od prądu i ciepła, zmieni to pole gry. Rosja jest na taki atak gorzej przygotowana niż Ukraina, która przez lata wojny rozproszyła źródła energii.
Wybory w Ukrainie? "Trzeba mieć spis wyborców"
Trump domaga się zmiany władzy w Kijowie, ale według Parafianowicza ma na to ograniczony wpływ. Wybory w czasie wojny napotykają podstawowe przeszkody. Nie istnieje spis osób uprawnionych do głosowania. Trudno byłoby zorganizować głosowanie w miastach przyfrontowych, takich jak Zaporoże czy Charków, a także wśród diaspory w Polsce, Niemczech czy Czechach. Ukraińskie prawo nie przewiduje wyborów w stanie nadzwyczajnym, choć ustawę da się zmienić.
Mimo to w Kijowie temat wyborów jest "oczywistą oczywistością". Krążą projekty ordynacji, a o głosowaniu intensywnie rozmawia się w Radzie Najwyższej i w otoczeniu prezydenta. Parafianowicz uważa, że wybory będą możliwe, gdy na ukraińskie miasta przestaną spadać pociski. Wśród potencjalnych następców Zełenskiego wymienia gen. Walerija Załużnego, Mychajła Fedorowa i Kyryło Budanowa. Zastrzega jednak, że Zełenski w sondażach wciąż trzyma się zaskakująco dobrze i będzie walczył.
Polska w drugim szeregu
W rozmowie nie zabrakło polskiego wątku. Zdaniem Parafianowicza prezydent Karol Nawrocki powinien pojechać na szczyt G20 w Miami, choć niesie to ryzyko. Jeśli uda się tam domknąć amerykańsko-rosyjski deal energetyczny, obecność polskiego prezydenta do pewnego stopnia go uprawomocni. Dziennikarz zwraca też uwagę, że Polska jest pomijana w rozmowach pokojowych, a podmiotowości Warszawy nie sprzyja ani Kijów, ani Berlin.
Pytany, czy działania Trumpa skrócą wojnę, Parafianowicz odpowiada, że nie zależy to ani od amerykańskiego, ani od ukraińskiego prezydenta. Putin nie zatrzyma się, dopóki nie zajmie Słowiańska i Kramatorska, i nie ogłosi zdobycia Donbasu. – Jeżeli ktoś chce szukać przyczyny braku rozejmu, to niech jej nie szuka u Zełenskiego, tylko w Moskwie – podsumowuje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.