Zwrot po wyborach w Izraelu? Te partie mogą zdecydować o losie Netanjahu

Wyniki sondaży exit poll wskazują, że żaden z dwóch głównych obozów politycznych nie zdobyłby samodzielnie większości w Knesecie. Do utworzenia rządu potrzeba co najmniej 61 mandatów w 120-osobowym parlamencie.
Obóz opozycyjny, skupiony wokół byłego szefa sztabu izraelskiej armii Gadiego Ajzenkota, może liczyć na 52–53 mandaty. Z kolei ugrupowania popierające premiera Benjamina Netanjahu mogą zdobyć 50–51 miejsc.
W tej sytuacji kluczową rolę mogą odegrać partie arabskie, które według wstępnych prognoz uzyskają łącznie nawet 18 mandatów.
Umiarkowanie islamistyczna partia Raam, kierowana przez Mansura Abbasa, może zdobyć siedem miejsc. Lewicowa Zjednoczona Lista ma natomiast szansę na 10–11 mandatów.
Jeśli prognozy się potwierdzą, bez poparcia partii arabskich utworzenie stabilnej większości przez przeciwników Netanjahu może okazać się bardzo trudne.
Opozycja przed trudnym wyborem. Możliwy scenariusz po wyborach
Izraelska scena polityczna jest mocno podzielona. Po jednej stronie znajduje się obóz Netanjahu, obejmujący prawicowy Likud, partie skrajnie nacjonalistyczne oraz ugrupowania reprezentujące żydowskich ultraortodoksów.
Po drugiej stronie są przeciwnicy premiera, których łączy przede wszystkim dążenie do odsunięcia go od władzy. To szeroki blok, obejmujący ugrupowania od prawicy po lewicę. Partie arabskie pozostają poza oboma obozami.
Dla opozycji ich poparcie może być jednak niezbędne. Nie musi to oznaczać wejścia arabskich polityków do rządu. Jednym z rozważanych rozwiązań jest utworzenie rządu mniejszościowego, który uzyskałby poparcie partii arabskich w Knesecie.
Problem w tym, że przed wyborami niemal wszystkie potencjalne ugrupowania koalicyjne wykluczały współpracę z tymi partiami. Teraz ich liderzy muszą zdecydować, czy podtrzymać wcześniejsze deklaracje, czy rozpocząć negocjacje, które mogłyby otworzyć drogę do zmiany władzy.
Arabscy obywatele Izraela. Między prawami politycznymi a nierównościami
Palestyńczycy stanowią około jednej piątej ludności Izraela. Większość arabskich obywateli kraju to potomkowie ludności, która pozostała na tych terenach po wojnie z 1948 roku i uzyskała izraelskie obywatelstwo.
Mają oni takie same prawa wyborcze jak żydowscy obywatele Izraela. Od dziesięcioleci zmagają się jednak z dyskryminacją i nierównościami społecznymi.
Jednym z głównych problemów jest nierówny dostęp do infrastruktury i usług publicznych. Arabskie miejscowości często otrzymują mniej środków na rozwój dróg, instytucji publicznych i innych elementów lokalnej infrastruktury. Mieszkańcy mają również gorszy dostęp do ochrony zdrowia i schronów, a rozbudowę domów utrudniają im ograniczenia administracyjne.
Poważnym wyzwaniem pozostaje także przestępczość. Arabscy obywatele Izraela zarzucają władzom i policji niewystarczające działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa w ich społecznościach.
Mimo pełni praw wyborczych ich reprezentanci pozostają na marginesie izraelskiej polityki. Współpraca z partiami arabskimi budzi nieufność części żydowskiego elektoratu, co ogranicza możliwości tworzenia koalicji.
Wojna w Strefie Gazy pogłębiła podziały
Nieufność wobec arabskich ugrupowań politycznych wzrosła po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku i rozpoczętej później wojnie w Strefie Gazy.
Należy jednak podkreślić, że arabscy obywatele Izraela jako społeczność nie są związani z Hamasem. Wśród ofiar ataku z 7 października i osób uprowadzonych do Strefy Gazy byli również arabscy obywatele Izraela.
Mimo to część izraelskiej prawicy zaostrzyła antyarabską retorykę. Politycy skrajnie nacjonalistyczni zapowiadali między innymi „judaizację” Galilei i Negewu, czyli regionów zamieszkanych przez liczną społeczność arabską. Jednym z elementów tej polityki miałby być rozwój żydowskiego osadnictwa.
Po ogłoszeniu sondaży exit poll Mosze Fajglin, polityk startujący z listy skrajnie prawicowej Żydowskiej Siły, określił dobry wynik partii arabskich jako „polityczny 7 października”.
Stwierdził również, że arabscy obywatele Izraela są Palestyńczykami, a nie Izraelczykami. W ten sposób przeciwstawił sobie dwie tożsamości, które dla części mieszkańców kraju nie muszą się wzajemnie wykluczać.
Czego partie arabskie będą oczekiwać w zamian za poparcie?
Nawet jeśli przeciwnicy Netanjahu zdecydują się na negocjacje, porozumienie nie będzie łatwe. Partie arabskie mają własne priorytety i będą oczekiwać konkretnych działań w zamian za poparcie nowego rządu.
Iman Chatib-Jasin, deputowana partii Raam, powiedziała dziennikowi „Israel Ha-Jom”, że najważniejsze są problemy arabskich obywateli Izraela.
Jej ugrupowanie opowiada się również za utworzeniem państwa palestyńskiego i wznowieniem procesu pokojowego. To postulaty trudne do pogodzenia ze stanowiskiem niemal wszystkich potencjalnych partnerów koalicyjnych.
Raam ma już doświadczenie we współpracy z izraelską opozycją. W 2021 roku partia Mansura Abbasa weszła do rządu Naftalego Beneta, stając się pierwszym arabskim ugrupowaniem uczestniczącym w izraelskiej koalicji rządzącej.
Tamten ruch przełamał wieloletnie polityczne tabu i pokazał, że udział partii arabskiej w budowaniu większości parlamentarnej jest możliwy.
Z kolei Jusuf Dżabarin, lider Zjednoczonej Listy, podkreślił, że jego ugrupowania „nie można ignorować w żadnym scenariuszu politycznym”.
Wśród najważniejszych postulatów wymienił walkę z przestępczością i dyskryminacją, przeciwdziałanie wyburzaniu arabskich domów oraz poprawę warunków mieszkaniowych.
Oznacza to, że ewentualne negocjacje będą dotyczyć nie tylko samego poparcia dla nowego rządu, ale również konkretnych zobowiązań w sprawach społecznych i politycznych.
Ajzenkot mówi o „syjonistycznym rządzie”
Lider opozycyjnego bloku Gadi Ajzenkot zapowiedział w powyborczym przemówieniu jak najszybsze utworzenie „syjonistycznego rządu”. Nie odniósł się jednak do swojej wcześniejszej deklaracji dotyczącej powołania rządu mniejszościowego, który następnie próbowałby poszerzyć poparcie w Knesecie. Jednym z możliwych źródeł dodatkowego wsparcia byłyby właśnie partie arabskie.
Również Awigdor Lieberman, szef prawicowej partii Nasz Dom Izrael, przed wyborami stanowczo wykluczał współpracę z ugrupowaniami arabskimi. W swoim powyborczym wystąpieniu nie powtórzył jednak tej deklaracji.
Na razie nie wiadomo, czy zmiana tonu oznacza gotowość do rozmów, czy jedynie pozostawienie sobie większego pola manewru.
Czy partie arabskie zdecydują o przyszłości Netanjahu?
Wyniki sondaży exit poll stawiają izraelską opozycję przed politycznym dylematem. Bez poparcia partii arabskich może jej zabraknąć mandatów potrzebnych do utworzenia większości. Z drugiej strony współpraca z tymi ugrupowaniami może wywołać sprzeciw części jej własnego elektoratu i utrudnić uzgodnienie wspólnego programu.
Możliwe są dwa główne scenariusze: opozycja spróbuje porozumieć się z partiami arabskimi albo utrzyma dotychczasowe stanowisko i będzie szukać większości bez ich udziału.
Wiele zależy również od tego, jakich gwarancji zażądają arabscy politycy i czy potencjalni koalicjanci będą gotowi zaakceptować ich postulaty.
Jeżeli prognozy się potwierdzą, partie arabskie mogą zdobyć rekordową reprezentację w Knesecie i znaleźć się w centrum negocjacji dotyczących przyszłego rządu. Nie oznacza to jednak automatycznie, że Benjamin Netanjahu straci władzę.
Najważniejsze pytanie brzmi teraz: czy przeciwnicy premiera będą gotowi współpracować z ugrupowaniami, których poparcie może przesądzić o zmianie władzy w Izraelu?
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.