Gigantyczna zmiana nastrojów w USA na dwa tygodnie przed wyborami do Kongresu

Ale to nie wszystko. Bo kiedy przyjrzymy się dokładniej tym liczbom, okazuje się, że Donald Trump ma problem znacznie poważniejszy niż tylko spadające poparcie. Amerykanie coraz gorzej oceniają sytuację gospodarczą. Coraz więcej z nich uważa, że żyje im się gorzej niż przed powrotem Trumpa do Białego Domu. Nie podoba im się wojna z Iranem. A co szczególnie niepokojące dla Republikanów, coraz więcej wyborców chce, żeby to Demokraci przejęli kontrolę nad Kongresem. I właśnie o tym chcę dzisiaj opowiedzieć. Bo te wybory mogą całkowicie zmienić sytuację polityczną w Stanach Zjednoczonych. Zacznijmy od najważniejszej liczby. 33 procent. Tyle wynosi poparcie dla Donalda Trumpa w najnowszym sondażu przygotowanym dla „The Washington Post” i ABC News przez Ipsos.
Jeszcze w lipcu było to 37 procent. Rok temu, w podobnym okresie, 41 procent. A teraz tylko 33. Co więcej, aż 52 procent Amerykanów zdecydowanie negatywnie ocenia prezydenta. Nie chodzi więc tylko o ludzi, którzy mają pewne zastrzeżenia do jego polityki. Mówimy o ogromnej grupie wyborców, którzy są z jego prezydentury bardzo niezadowoleni.
Oczywiście Donald Trump od lat jest politykiem, który wywołuje niezwykle silne emocje. Ma swoich zagorzałych zwolenników i równie zdecydowanych przeciwników. Wielokrotnie udowadniał też, że niekorzystne sondaże nie muszą oznaczać politycznej porażki. Co więcej, kiedy sondaże mówiły, że przegra – on wygrywał. W 2016 roku miał przegrać z Hillary Clinton. Różnego rodzaju sprawy miały go kompletnie pogrążyć i zamknąć drogę powrotu do Białego Domu, a on w 2024 roku wygrał wybory i ponownie został prezydentem. Ale tym razem jest coś, co powinno szczególnie niepokoić Republikanów.
Aż 72 procent Amerykanów uważa, że ich kraj zmierza w złym kierunku
Aż 72 procent Amerykanów uważa, że ich kraj zmierza w złym kierunku. To niemal trzy czwarte społeczeństwa. I teraz zastanówmy się, co to oznacza.
Donald Trump wrócił do Białego Domu, obiecując Amerykanom lepsze życie. Zapowiadał silną gospodarkę, niższe ceny, bezpieczeństwo i zakończenie zagranicznych konfliktów. Tymczasem po ponad półtora roku jego drugiej kadencji ogromna większość obywateli mówi, że sprawy w ich kraju idą w niewłaściwym kierunku. A jeszcze bardziej wymowna jest odpowiedź na inne pytanie.
48 procent Amerykanów twierdzi, że ich sytuacja finansowa jest obecnie gorsza niż wtedy, kiedy Donald Trump ponownie został prezydentem. Prawie połowa społeczeństwa. Według autorów badania to najwyższy odsetek osób deklarujących pogorszenie własnej sytuacji finansowej w tego rodzaju sondażach od 1986 roku. I właśnie tutaj dochodzimy do czegoś, co moim zdaniem może zdecydować o wyniku listopadowych wyborów. Gospodarka! Bo w amerykańskiej polityce można prowadzić wielkie spory o imigrację, bezpieczeństwo granic, politykę zagraniczną czy relacje z sojusznikami. Ale ostatecznie dla milionów Amerykanów najważniejsze jest to, ile pieniędzy zostaje im w portfelu. Ile kosztują zakupy. Ile trzeba zapłacić za benzynę. Ile wynosi rachunek za prąd. I czy po opłaceniu wszystkich zobowiązań zostają jeszcze pieniądze na normalne życie. A najnowszy sondaż pokazuje, że właśnie w tych sprawach Amerykanie są coraz bardziej niezadowoleni.
Wystarczy spojrzeć na ceny benzyny. Stacja benzynowa to dzisiaj dla wielu Amerykanów nie tylko miejsce, w którym tankują samochód. To miejsce, w którym każdego tygodnia sprawdzają, czy ich domowy budżet jeszcze się spina. Spójrzmy na ceny benzyny. Jeszcze w lutym 71 procent Amerykanów uważało, że benzyna jest dostępna w przystępnej cenie. Dzisiaj sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie. 71 procent badanych twierdzi, że benzyna jest zbyt droga. To gigantyczna zmiana nastrojów w ciągu zaledwie kilku miesięcy. I nie chodzi wyłącznie o paliwo. Kiedy rośnie cena benzyny, rosną również koszty transportu. Drożej kosztuje dostarczenie żywności do sklepów. Drożej kosztują dojazdy do pracy. Drożej może kosztować niemal wszystko, co trafia do samochodu, ciężarówki albo samolotu. Dlatego cena widoczna na tablicy przy stacji benzynowej staje się dla wielu wyborców symbolem całej sytuacji gospodarczej.
Większość Amerykanów uważa również, że zbyt wysokie są ceny żywności, opieki zdrowotnej i energii potrzebnej do utrzymania domu. A przecież to właśnie obietnica obniżenia kosztów życia była jednym z najważniejszych elementów kampanii Donalda Trumpa. Co ciekawe, w najnowszym badaniu po raz pierwszy od ponad dekady Demokraci są postrzegani jako partia bardziej godna zaufania w kwestiach gospodarczych niż Republikanie. To bardzo istotna zmiana. Przez lata gospodarka była jednym z największych politycznych atutów Partii Republikańskiej. Teraz ten atut może się okazać niewystarczający. Bo wyborca może nie śledzić każdego wystąpienia w Białym Domu. Może nie znać szczegółów ustaw przyjmowanych przez Kongres. Ale doskonale widzi cenę na dystrybutorze. I właśnie dlatego stacja benzynowa może powiedzieć o nastrojach społecznych więcej niż niejedna konferencja prasowa.
Ale jest jeszcze jeden temat, którego nie można pominąć. Wojna z Iranem. Donald Trump wracał do Białego Domu jako polityk, który wielokrotnie podkreślał, że chce kończyć wojny, a nie rozpoczynać nowe. Tymczasem Stany Zjednoczone zaangażowały się w konflikt z Iranem, którego konsekwencje odczuwają dzisiaj także zwykli Amerykanie. Nie tylko w wymiarze bezpieczeństwa, ale również gospodarczym.
Amerykanom żyje się źle
Wojna doprowadziła do poważnych zakłóceń w dostawach i transporcie surowców energetycznych, co przyczyniło się do wzrostu cen paliw. A Amerykanie coraz wyraźniej pokazują, że nie są zadowoleni z tej sytuacji. 65 procent badanych uważa, że rozpoczęcie działań militarnych przeciwko Iranowi było błędem. To bardzo mocny sygnał. Tym bardziej że nie mówimy o konflikcie, którego konsekwencje są dla amerykańskiego społeczeństwa odległe i abstrakcyjne. One są widoczne na stacjach benzynowych. Są odczuwalne w kosztach transportu. Przekładają się na ceny wielu produktów. I w ten sposób polityka zagraniczna również bezpośrednio wpływa na nastroje wyborców. To pokazuje, że niezadowolenie nie ogranicza się wyłącznie do gospodarki.
Zdaniem 56 procent ankietowanych prezydent posunął się za daleko w deportacjach nieudokumentowanych imigrantów. Ponadto 66 procent sądzi, że wykorzystuje on urząd do osobistego wzbogacenia się.
A teraz przejdźmy do tego, co dla Białego Domu może być najbardziej niebezpieczne. Do wyborów. 3 listopada Amerykanie wybiorą nową Izbę Reprezentantów oraz część Senatu. I najnowsze badanie pokazuje, że Demokraci mają coraz większe szanse na odzyskanie przynajmniej jednej izby Kongresu. Wśród wyborców deklarujących udział w głosowaniu 52 procent popiera kandydatów Demokratów, a 44 procent Republikanów. To osiem punktów procentowych przewagi. Jeszcze w lipcu, wśród zarejestrowanych wyborców, przewaga Demokratów wynosiła trzy punkty. A więc w ciągu kilku miesięcy sytuacja wyraźnie się zmieniła. Oczywiście trzeba tutaj zaznaczyć jedną bardzo ważną rzecz. W Stanach Zjednoczonych wybory do Izby Reprezentantów nie są rozstrzygane na podstawie jednego ogólnokrajowego wyniku. Każdy okręg wyborczy wybiera swojego przedstawiciela. Dlatego nawet wyraźna przewaga Demokratów w sondażu ogólnokrajowym nie oznacza automatycznie, że zdobędą oni większość w Kongresie. Ale pokazuje polityczny klimat. A ten klimat jest obecnie zdecydowanie niekorzystny dla Republikanów.
Jest jeszcze jedna liczba, na którą chciałbym zwrócić szczególną uwagę. 58 procent zarejestrowanych wyborców wolałoby Kongres kontrolowany przez Demokratów, który ograniczałby działania Donalda Trumpa. Tylko 39 procent chce Kongresu kontrolowanego przez Republikanów, który pomagałby prezydentowi realizować jego program. To pokazuje coś niezwykle istotnego. Dla wielu Amerykanów listopadowe wybory nie będą wyłącznie wyborem lokalnego kongresmena. Będą referendum w sprawie prezydentury Donalda Trumpa.
I teraz pojawia się pytanie: co się stanie, jeśli Republikanie rzeczywiście stracą większość w Izbie Reprezentantów? Konsekwencje mogą być ogromne. Przede wszystkim Donald Trump straci polityczny komfort, który daje mu obecnie kontrola jego partii nad obiema izbami Kongresu. Demokraci będą mogli przejąć kierownictwo komisji w Izbie Reprezentantów. Będą mogli wszczynać postępowania wyjaśniające, organizować przesłuchania i żądać dokumentów od administracji. Będą mogli znacznie skuteczniej kontrolować działania Białego Domu. A przede wszystkim będą mogli blokować część najważniejszych inicjatyw ustawodawczych prezydenta. To nie oznacza, że Donald Trump przestanie rządzić. Nadal pozostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych. Nadal będzie miał szerokie uprawnienia wykonawcze. Ale jego możliwości polityczne mogą zostać poważnie ograniczone. I zamiast dwóch kolejnych lat realizowania własnego programu możemy zobaczyć dwa lata nieustannej walki pomiędzy Białym Domem a Kongresem. Walki o budżet. O finansowanie administracji. O politykę imigracyjną. O wydatki państwa. I o odpowiedzialność urzędników administracji za podejmowane decyzje. Trzeba też pamiętać, że sytuacja w Senacie jest znacznie bardziej skomplikowana. Demokraci mają szanse na zdobycie większości, ale droga do niej jest trudniejsza niż w przypadku Izby Reprezentantów. Dlatego całkiem realny jest scenariusz, w którym po listopadowych wyborach jedna izba Kongresu znajdzie się w rękach Demokratów, a druga pozostanie pod kontrolą Republikanów. A to oznaczałoby polityczny impas w Waszyngtonie. Ale jest jeszcze jeden element tej historii. Donald Trump nie tylko traci poparcie wśród przeciwników politycznych. Problemy pojawiają się także wśród ludzi, którzy wcześniej na niego głosowali.
W najnowszym badaniu 23 procent wyborców Trumpa z 2024 roku negatywnie ocenia jego obecną prezydenturę. 31 procent krytykuje sposób zarządzania gospodarką. A 38 procent jest niezadowolonych z jego działań dotyczących inflacji. I to może być dla Republikanów szczególnie niebezpieczne. Bo nie oznacza to automatycznie, że ci wyborcy zagłosują na Demokratów. Wielu z nich prawdopodobnie nadal będzie popierać Partię Republikańską. Ale mogą po prostu nie pójść na wybory. A w wyborach do Kongresu frekwencja ma fundamentalne znaczenie. Zwłaszcza w okręgach, gdzie o zwycięstwie decyduje kilka tysięcy, a czasami nawet kilkaset głosów. Donald Trump doskonale potrafi mobilizować swoich najbardziej oddanych zwolenników. Pytanie tylko, czy tym razem będzie w stanie przekonać do udziału w wyborach także tych, którzy są rozczarowani jego polityką. I czy Republikanie zdołają odzyskać zaufanie wyborców niezależnych. Bo to właśnie oni mogą zdecydować o wyniku głosowania.
Oczywiście do wyborów pozostało jeszcze trochę czasu. Sondaże nie są wynikami wyborów. Nastroje społeczne mogą się zmienić. Donald Trump wielokrotnie pokazywał, że potrafi prowadzić niezwykle intensywną kampanię i mobilizować swoich wyborców. Nie można więc dzisiaj przesądzać o porażce Republikanów. Ale jedno wydaje się oczywiste. Na nieco ponad dwa tygodnie przed wyborami to Demokraci mają polityczną przewagę, a Donald Trump musi walczyć o odzyskanie zaufania Amerykanów.
I na koniec chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Patrząc na amerykańską politykę z Waszyngtonu, można odnieść wrażenie, że wszystko rozstrzyga się tutaj. W Białym Domu. Na Kapitolu. Podczas konferencji prasowych, politycznych sporów i wielkich wystąpień. Ale prawda jest taka, że o przyszłości amerykańskiej polityki zdecydują ludzie mieszkający setki, a nawet tysiące kilometrów od Waszyngtonu. Ludzie z przedmieść, nie ze stolicy. Ludzie, którzy każdego ranka jadą do pracy. Robią zakupy. Płacą rachunki. Tankują samochody. I zastanawiają się, czy ich życie rzeczywiście zmieniło się na lepsze. Bo można wygłaszać wielkie przemówienia. Można przekonywać, że amerykańska gospodarka jest silna. Można mówić o historycznych sukcesach. Ale jeżeli wyborca podjeżdża na stację benzynową i widzi, że za tę samą kwotę może zatankować mniej niż wcześniej, to bardzo trudno przekonać go, że wszystko idzie w dobrym kierunku. I właśnie dlatego Donald Trump może mieć dzisiaj tak poważny problem. Bo jego największym przeciwnikiem w listopadowych wyborach wcale nie musi być Partia Demokratyczna. Może nim być cena widoczna na tablicy tej stacji benzynowej. A odpowiedź na pytanie, czy Amerykanie rzeczywiście chcą zmiany politycznego układu sił w Waszyngtonie, poznamy już 3 listopada.
Według Washington Post wyniki najnowszego sondażu wskazują na poważne zagrożenie utraty republikańskiej większości w Izbie Reprezentantów. Ostateczny rezultat będzie jednak zależał od frekwencji. Udział w wyborach deklaruje 75 procent zarejestrowanych Demokratów i 67 procent Republikanów.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.