Nowe fakty ws. zoo Łączna. Co ustalili biegli?

Opracowanie: Maciej Nycz Publikacja: Dzisiaj, 19 października (16:47)
Prokuratura przekazała wstępne ustalenia biegłych ws. sytuacji w zoo Łączna na Dolnym Śląsku. Ocenili oni m.in., że znajdujące się tam ptaki żyły w nieodpowiednich warunkach.
Policjanci przez zoo Łączna (fot. Maciej Kulczyński, zdj. z 13.10) /PAP
Interwencja służb, protesty i porozumienie
W zeszłym tygodniu prokuratura w asyście policji wkroczyła na teren prywatnego zoo w Łącznej koło Mieroszowa. Zatrzymano pięć osób. Z zoo do innych miejsc opieki wywieziono łącznie 33 zwierzęta, część trafiła za granicę. Działaniom służb towarzyszyły protesty, w których uczestniczyli m.in. lokalni mieszkańcy.
Pięć osób (wśród nich właściciel ogrodu) usłyszało zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Nikt nie został tymczasowo aresztowany.
Pracownicy zoo Łączna wrócili do ogrodu w piątek. Na mocy porozumienia zawartego między prokuraturą, władzami Mieroszowa oraz pełnomocniczką właściciela zoo Martą Zając-Ossowską zwierzęta z zoo tymczasowo powierzono pod opiekę burmistrzowi Mieroszowa Andrzejowi Lipińskiemu.
Ustalenia biegłych ws. sytuacji w zoo
Śledztwo w sprawie zoo w Łącznej prowadzone jest przez Prokuraturę Rejonową w Wałbrzychu. Zanim doszło do przedstawienia zarzutów, prokuratura i policja zgromadziły materiał dowodowy, który w mojej ocenie – nie tylko zresztą w mojej – w wysokim stopniu uprawdopodobnił sprawstwo kilku osób w zakresie znęcania się nad zwierzętami – powiedział prokurator okręgowy w Świdnicy Marek Rusin.
Na konferencji prokurator podkreślił, że część zwierząt została relokowana z zoo na podstawie opinii biegłych.
Mamy m.in. opinię biegłej zajmującej się ptakami egzotycznymi. Z tej opinii wynika, że ptaki były utrzymywane w skrajnie nieodpowiednich warunkach i w rażącym niechlujstwie. Wewnętrzne pomieszczenia dla ptaków były brudne, wilgotne i na ogół bez skutecznego ogrzewania. Wiele ptaków wymagających temperatury kilkunastu stopni utrzymywanych było w pomieszczeniach, w których temperatura była taka sama jak na zewnątrz – mówił Rusin. Dodał, że według tej opinii część ptaków była w wyraźnie złej kondycji. Brakowało też karmy odpowiedniej dla konkretnych gatunków.
Śledczy powołał się też na inną opinię, w której wskazano problemy z dostępem do wody, jakie miały inne gatunki zwierząt.
W momencie rozpoczęcia oględzin liczne grupy zwierząt nie miały w ogóle dostępu do wody. Inne mogły korzystać jedynie z wody stojącej w rowach lub sadzawkach. Stwierdzono też brak odpowiedniej karmy dostosowanej do potrzeb konkretnych gatunków oraz brak zapasu karmy – opisywał Rusin.
Według biegłych zwierzęta były utrzymywane w ciasnych pomieszczeniach, a drapieżniki miały wybiegi obok swoich potencjalnych ofiar.
Prokurator o hejcie i uszkodzonym ogrodzeniu
Prokurator Rusin mówił też o hejcie wokół przedstawicieli policji i służb biorących udział w działaniach na terenie zoo. Jak dodał, dotyka on także świadków i biegłych.
Śledczy ocenił, że akcja relokacji zwierząt zakończyła się wizerunkowym fiaskiem.
Policja była przygotowana na prewencyjne zabezpieczenie zwierząt, gdyby zaszła taka konieczność po oględzinach. Ale dzień przed tymi czynnościami w mediach pojawiła się informacja od jednego z podejrzanych, że będą podejmowane czynności w tej sprawie wobec niego. Okazało się, że kiedy miały być one realizowane, spotkały się z protestami i hejtem. Doszło do rękoczynów oraz celowego naruszenia ogrodzenia zoo, mającego charakter sabotażu – relacjonował.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.