Tragedia w Małopolsce. Nie żyje krajowy duszpasterz Romów ks. Stanisław Opocki

Nie żyje krajowy duszpasterz Romów ks. Stanisław Opocki. W środę zginął w wypadku samochodowym w Jurkowie w Małopolsce – poinformowało Muzeum Kultury Romów w Warszawie. Prowadzone przez duchownego auto zderzyło się czołowo z ciężarówką.
Miejsce wczorajszego wypadku, zdj. KP PSP Brzesko, kpt. Dominik Machał /Straż pożarna
W środę w Jurkowie przed skrzyżowaniem z drogą krajową nr 75 Brzesko – Nowy Sącz auto prowadzone przez ks. Stanisława Opockiego zderzyło się czołowo z ciężarówką.
Na miejsce wezwano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Lekarzom nie udało się uratować życia ks. Opockiego. Duchowny miał 73 lata.
„Romano raszaj”
Ks. Stanisław Opocki urodził się w 1953 r. Święcenia kapłańskie przyjął w 1978 r. Był duchownym diecezji tarnowskiej. W środowisku romskim nazywany był „romano raszaj”, czyli „romskim księdzem”.
Ks. Opocki od 1996 r. pełnił funkcję krajowego duszpasterza Romów. Od początku lat 80. zajmował się duszpasterstwem Romów i działalnością społeczną na ich rzecz. Jako wikary w parafii Wszystkich Świętych w Łososinie Górnej koło Limanowej zetknął się z romskimi rodzinami żyjącymi w bardzo trudnych warunkach, m.in. w pobliskich Koszarach. Posługę wśród Romów zaczął traktować jako swoją misję.
Duchowny przygotowywał Romów do sakramentów świętych i organizował ich pielgrzymki.
Przez lata angażował się również w działania na rzecz integracji społeczności romskiej oraz zachowania jej tradycji i tożsamości kulturowej.
Muzeum Kultury Romów w Warszawie, żegnając duchownego, określiło go jako człowieka wielkich zasług oraz podkreśliło jego „duszpasterskie i społeczne wielkie dzieło”.
„Nie zapomnimy, kiedy wszyscy nieomal obrócili się przeciw Romom z Koszar, on się nie uląkł, nie odwrócił – był z nimi. Płacił wysoką cenę niechęci, niezrozumienia, nie zawsze mógł też liczyć na ludzi własnego Kościoła. Za wcześnie, bez sensu, jest jeszcze tyle do zrobienia” – napisano.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.