Daily MaverickTHE CONVERSATION: How pond algae led to a Nobel and new ways to study the brainPunchNdigbo need mindset shift for collective progress, says SoludoCNN TürkKİEV, ZİFİRİ KARANLIK! Rusya yerleşim yerlerini ve sivil altyapıyı vurduThe Jerusalem PostBeersheba man arrested after calling police to report himself for fatally stabbing wifeESPNProjecting the CFP top 12 after Week 6: There's a new No. 1VarietyKorean and Italian Producers Sign Co-Production Pact at Busan MarketZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFسكاي نيوز عربيةباكستان تلوّح بالطوارئ بخيبر بختونخوا.. ومخاوف من صدام داخليRai NewsMotoGP, la gara: Fernandez davanti a Bezzecchi e Martin. Segui la cronacaThe IndependentYorkshire tiger latest: Man dies after being attacked by big cat in wildlife park enclosureSportstarRanji Trophy Live Score Today: Smaran, Shrijith lead Karnataka fightback; Ayush Mhatre falls for 48경향신문윤호중 행안장관, ‘김지용 반대’ 임은정 감찰 지시…범여권 파열음에 중수청 내부 단속
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, October 11, 2026

"Witamy w piekle". Do izraelskich więzień trafiają nawet dzieci

Translate

"Placówki, w których każdy więzień jest celowo poddawany dotkliwemu, nieustannemu bólowi i cierpieniu, funkcjonują w praktyce jako obozy tortur" – to fragment raportu izraelskiej organizacji humanitarnej B’Tselem. Szczęśliwcy wyjdą po kilku miesiącach, ale ciał wielu aresztowanych Palestyńczyków nie uda się odnaleźć. Leżą w bezimiennych grobach na "cmentarzach numerów". Od trzech lat służby izraelskie nie oszczędzają nawet dzieci.

  • Według raportu ONZ "istota dzieciństwa została zniszczona", nastąpił trzykrotny wzrost aresztowań palestyńskich dzieci przez władze Izraela. Jeszcze w listopadzie 2024 w aresztach było ok. 150 nieletnich, dziś liczby sięgają pół tysiąca.
  • Od 1967 r. Palestyńczykami, także nieletnimi, zajmują się sądy wojskowe. Z oficjalnych statystyk izraelskiej Służby Więziennictwa wynika, że odsetek wyroków skazujących przekracza 99 procent, a ponad połowa dzieci objętych "aresztem administracyjnym" spędza w więzieniach średnio ponad półtora roku.
  • Według międzynarodowej organizacji "Save the Children", która zajmuje się prawami dzieci na całym świecie, aż 42 proc. palestyńskich nieletnich doznaje obrażeń już podczas zatrzymania, a tylko jedno dziecko na dziesięć nie pada ofiarą przemocy ze strony strażników.
  • Ciała zabitych Palestyńczyków niekiedy grzebane są na tajnych "cmentarzach numerów". Na takich grobach nie ma imienia i nazwiska, daty urodzenia czy śmierci. Jedynie losowo przydzielony numer.
  • - Przypadki, które udokumentowaliśmy, pochodzą z różnych obszarów: z Zachodniego Brzegu, Wschodniej Jerozolimy, ale oczywiście także Strefy Gazy - mówi WP Issam Aruri, dyrektor Jerozolimskiego Centrum Pomocy Prawnej i Praw Człowieka.

"W mojej krainie wilgoć od morza sprawia, że lepimy się od potu –

A jednak nie znamy ani morza, ani jego brzegów, ani morskiej bryzy;

Nigdy nawet w nim nie pływaliśmy.

Nasze własne morze jest martwe – nic nam w nim nie zostawili".

21-letni Yousef rapuje z zamkniętymi oczami. Jego sceną jest sala centrum edukacyjnego w Tulkarm, mieście na Zachodnim Brzegu. Na tym terytorium, okupowanym przez Izrael od 1967 r., z powodu problemów finansowych szkoły otwarte są tylko trzy dni w tygodniu, więc dzieci i młodzież, zarówno z miasta, jak i obozu dla uchodźców, przychodzą tu spędzać wolny czas: malują, tańczą, śpiewają.

WIDEO

Izrael chce reedukować Polaków? | Marek Magierowski, Zbigniew Parafianowicz | BEZ DOKTRYNY #7 

Bity lecą z telefonu, a Yousef nawija: o tym, że nigdy nie widział morza, choć jego dom dzieli tylko 16 kilometrów od śródziemnomorskiej plaży w Netanji; o murze, który zabrał mu widoki na przyszłość; o codziennych przeprawach na punktach kontrolnych i o zawsze gotowych do strzału karabinach izraelskich żołnierzy.

Jego rap to historia najnowsza w pigułce.

W ciągu trzech lat wojna pochłonęła już 75 tys. ofiar. Wojsko Izraela zrównało z ziemią większość budynków w Strefie Gazy (w tym prawie wszystkie szkoły i 86 proc. przedszkoli), co doprowadziło do przesiedleń prawie 2 milionów Palestyńczyków.

W tym samym czasie na Zachodnim Brzegu ze strony radykalnych osadników żydowskich i ochraniającej ich armii zintensyfikowały się represje wobec Palestyńczyków. Tylko na terenach okupowanych Izraelczycy zabili 242 nieletnich, średnio siedmioro miesięcznie.

Teraz Yousef rapuje o przyjacielu, który zginął w ubiegłym roku podczas ataku na obóz dla uchodźców w Tulkarm. Z obozu wysiedlono też prawie 35 tys. osób "ze względów bezpieczeństwa".

– Każdego dnia widzę, jak zabierają nam wszystko, co mamy: ziemię, dzieciństwo, przyjaciół, szanse na lepsze życie – mówi raper. – Wiem, że chcą nas zniszczyć, wyrzucić i zabrać nam głos. Najgorsze, że nie mogę nic zrobić, bo zamkną mnie w więzieniu, tak jak zamykali wielu innych w moim wieku. Zostały mi tylko słowa. To moje kamienie.

Kamienny symbol

Zza pleców Yousefa – ze ściany pomalowanej kredową farbą – spogląda Handala, bosy 10-latek w łachmanach. To kultowa postać z satyry stworzonej w 1969 r. przez rysownika Nadżiego al-Alego. Handala, który stał się symbolem palestyńskiej tożsamości, oporu i niezłomności, stoi odwrócony ze splecionymi na plecach rękami. Z biegiem lat rysownik zaczął przedstawiać go w różnych pozach: niekiedy dzieciak trzyma kamień, którym jest gotów rzucić w izraelskie czołgi, niekiedy podaje go innym protestującym.

Handala
Handala stał się symbolem palestyńskiego oporu © YouTube

Rzucanie kamieniami stało się głównym symbolem oporu w trakcie tzw. Pierwszej Intifady (1987–1993), nazywanej "rewolucją kamieni". W ten sposób Palestyńczycy – głównie pokolenia z lat 80. i 90. – chcieli pokazać światu, jak bezbronna ludność przeciwstawia się regularnej armii Izraela.

Trzy dekady później ten motyw jest nadal obecny w popkulturze. W popularnym utworze "Long Live Palestine" raperka Shadia Mansour razem z brytyjsko-irackim artystą Lowkeyem śpiewa:

"Każdy rzucony kamień to list do świata, który woli milczeć".

Od 2015 r. rzucanie kamieniami jest według izraelskiego prawa zagrożone karą od trzech do nawet dwudziestu lat więzienia, gdy sąd udowodni, że sprawca rzucał "w celach wrogich" lub z "bezpośrednim zamiarem spowodowania poważnych obrażeń".

W przypadku skazania nieletniego wysoką grzywną karani są również rodzice, dodatkowo państwo wstrzymuje im wypłatę zasiłków socjalnych.

Dochodzi do tego coraz częściej, bo po wybuchu wojny w Gazie, jak wynika z raportu ONZ "Istota dzieciństwa została zniszczona", nastąpił trzykrotny wzrost aresztowań palestyńskich dzieci przez władze Izraela: jeszcze w listopadzie 2024 w aresztach było ok. 150 nieletnich, dziś liczby sięgają pół tysiąca.

Dzieje się to nie tylko w Strefie Gazy, ale i na Zachodnim Brzegu. Najczęstszym powodem są "akty terroru", zazwyczaj właśnie obrzucanie kamieniami wojskowych lub radykalnych żydowskich osadników, którzy niszczą domy, wodociągi i pola Palestyńczyków na całym terytorium okupowanym.

Zachodni Brzeg
Zachodni Brzeg © WP

"Na tym właśnie polega apartheid"

– Izrael wykorzystuje przepisy do represji na dzieciach i nastolatkach. Często zdarza się, że żołnierze po prostu kłamią, a zarzuty są wyssane z palca. Na przykład: "Dziecko rzucało kamieniami trzysta razy w ciągu miesiąca" – opowiada Khaled Quzmar, prawnik i dyrektor Palestyńskiego Centrum Praw Dziecka. – Pytam prokuratora: "Jak to trzysta razy? Kiedy? Gdzie? Czy macie to udokumentowane?". Raz udowodniłem, że 12-latek znajdował się trzysta metrów od żołnierzy. Jak z takiej odległości miałby dorzucić kamieniem?

Siedzimy w jego skromnym biurze w Ramallah, administracyjnej stolicy Autonomii Palestyńskiej. O ile przed wybuchem wojny w Gazie zespół Quzmar zajmował się maksymalnie dziesięcioma sprawami nieletnich rocznie, teraz jest ich już prawie tysiąc.

Khaled Quzmar przez lata odwiedzał małoletnich rodaków w więzieniach i dokumentował przypadki łamania ich praw. W tym celu nauczył się nawet języka hebrajskiego. W 1993 r. dołączył do organizacji Defense for Children International. Gdy w ubiegłym roku Izrael uznał ją za "komórkę terrorystyczną", rozpoczął pracę w Palestyńskim Centrum Praw Dziecka.

Sędziwy adwokat wskazuje na jeszcze jeden poważny problem – od 1967 r. Palestyńczykami, także nieletnimi, zajmują się sądy wojskowe. W nich nawet tłumacze podlegają dowództwu armii. To z tą machiną, broniąc dzieci, walczy Quzmar.

– Ten system został stworzony, by karać, a nie wymierzać sprawiedliwość – mówi prawnik. – Na tym właśnie polega apartheid. Z prawnego punktu widzenia sytuacja wygląda tak: dwie społeczności zamieszkują ten sam obszar, ale każda z nich podlega innej jurysdykcji, bo przecież Izraelczycy za te same "przestępstwa" trafiają przed sądy cywilne i zazwyczaj kończy się na uniewinnieniu.

W Izraelskich
Jak wynika z raportu ONZ "Istota dzieciństwa została zniszczona" w izraelskich aresztach przebywa obecnie blisko pół tysiąca palestyńskich dzieci © Getty Images

"W praktyce to obozy tortur"

Wśród dzieci, którym pomagają prawnicy, tacy jak Quzmar, był m.in. 15-letni Zaki, o którym słyszę od jednego z lokalnych dziennikarzy. Izraelscy żołnierze przyszli po niego nocą. Wyważyli drzwi, wyciągnęli go siłą, rzucili na pakę wojskowego pick-upa i wywieźli chłopca do więzienia Megiddo. W brudnej celi przez całą dobę paliło się światło. Raz dziennie strażnicy podsuwali jedzenie – miskę ryżu na dziesięciu osadzonych w celi.

Zaki był godzinami bity. Poddał się, gdy złamali mu dwa żebra i nie mógł już znieść bólu.

Powiedział to, co chcieli usłyszeć: "Tak, rzucałem kamieniami". Wyjęczał to, choć zarzeka się, że nawet nie schylił się po kamień. Gdy się przyznał, przynajmniej przestali go bić. Strażnik kazał mu podpisać dokument. Chłopak nic z tego nie rozumiał, ale nie chciał już bicia. Chciał tylko wrócić do rodziców.

Oficjalnie aresztowania dotyczą tylko nieletnich od 12. do 16. roku życia. Młodsze dzieci mogą zostać zatrzymane przez policję na kilka godzin (na noc muszą jednak wrócić do domu). Przypadek, który szczególnie utkwił w pamięci dyrektora Palestyńskiego Centrum Praw Dziecka, dotyczy 3-letniego chłopca, zatrzymanego "ze względów bezpieczeństwa". Malec przez kilka godzin nie miał kontaktu z rodzicami.

– Po 7 października wszystko się zmieniło. Dziś żaden więzień – czy to dorosły, czy dziecko – nie stawia się osobiście w sądzie. Wszystkie rozprawy odbywają się w formie wideokonferencji. W sądzie czekają: sędzia, służby bezpieczeństwa i cały personel sądowy. Łączymy się z więźniem, ale nie mogę się z nim swobodnie komunikować. Zanim dziecko odpowie na pytania, musi spojrzeć na stojącego za nim strażnika, by uzyskać pozwolenie – opisuje Khaled Quzmar.

– Jeśli wspomniałbym dziecku na przykład o jego rodzicach, funkcjonariusz natychmiast zerwie połączenie. Możemy rozmawiać wyłącznie na temat sprawy sądowej.

Prawo pozwala regionalnemu dowódcy wojskowemu na przetrzymywanie danej osoby, także nieletniego, bez postawienia zarzutów czy przeprowadzenia procesu nawet przez sześć miesięcy. Zwykle aresztowani trafiają do jednej z kilkunastu placówek penitencjarnych – zarówno wojskowych, jak i cywilnych – które po 2023 r. zostały przekształcone w sieć obozów, w których znęcanie się nad osadzonymi stało się codziennością.

Zakład Karny "Ofer" na Zachodnim Brzegu
Izraelski Zakład Karny "Ofer" na Zachodnim Brzegu © Getty Images

"Placówki, w których każdy więzień jest celowo poddawany dotkliwemu, nieustannemu bólowi i cierpieniu, funkcjonują w praktyce jako obozy tortur" – piszą autorzy raportu "Witamy w piekle", opublikowanego przez izraelską organizację humanitarną B’Tselem.

Publikacja dotyczy nieludzkiego traktowania palestyńskich więźniów przetrzymywanych zazwyczaj właśnie w ramach "aresztu administracyjnego".

System nastawiony na karanie

– Dowody są zazwyczaj utajniane ze "względów bezpieczeństwa", a rozprawy są regularnie przekładane, co wydłuża areszt o kolejne miesiące – mówi dyrektor Palestyńskiego Centrum Praw Dziecka. – W efekcie małoletni, który przecież nie mówi po hebrajsku, do czasu spotkania ze mną nawet nie wie, o co jest oskarżony ani kiedy spotka się z rodziną albo zostanie zwolniony. Zdarzają się przypadki dzieci, którym przedłużano areszt trzy lub nawet czterokrotnie.

Z oficjalnych statystyk izraelskiej Służby Więziennictwa wynika, że odsetek wyroków skazujących przekracza 99 procent, a ponad połowa dzieci objętych "aresztem administracyjnym" spędza w więzieniach średnio ponad półtora roku.

Z kolei według międzynarodowej organizacji "Save the Children", która zajmuje się prawami dzieci na całym świecie, aż 42 proc. palestyńskich nieletnich doznaje obrażeń już podczas zatrzymania, a tylko jedno dziecko na dziesięć nie pada ofiarą przemocy ze strony strażników.

– Ponieważ system jest nastawiony wyłącznie na karanie, wygranie choćby jednej sprawy rocznie to wielkie osiągnięcie – podkreśla Khaled Quzmar. – Zwykle jednak trzeba podjąć decyzję: albo dalej walczymy, żądamy przesłuchania świadków, żołnierzy, policjantów, co wydłuży proces i pobyt dziecka nawet o dwa lata, albo zawieramy ugodę. Tyle że warunkiem jej przyjęcia jest przyznanie się do winy, a w efekcie wyrok pięciu czy sześciu miesięcy więzienia. Zazwyczaj wybieramy krótszą drogę, czyli minimalny czas w więzieniu, by dziecko mogło wrócić do rodziny i do szkoły.

Tak było właśnie w przypadku 15-letniego Zakiego, który pod przymusem przyznał się do winy. Ostatecznie spędził za kratami dziewięć i pół miesiąca. Wyszedł chory na świerzb, z bliznami po biciu i powracającym w koszmarach widokiem umierającego w celi Walida Ahmeda.

Ojciec Walida
Khalid Ahmed, ojciec Walida, z plakatem upamiętniającym syna © Getty Images

To 17-latek, który tygodniami cierpiał na silną biegunkę, zawroty głowy i wymioty. Strażnicy odmawiali mu pomocy medycznej. Pewnego dnia znieruchomiał. Wyniesiono go w czarnym worku. Ahmed, którego dramat był szeroko opisywany, jest pierwszym nieletnim, który zmarł w izraelskim areszcie od czasu wybuchu w Strefie Gazy.

Pomimo restrykcyjnego prawa izraelscy wojskowi i sądy znajdują się ustawicznie pod silną presją polityków koalicji rządzącej. Podczas narad bezpieczeństwa Itamar Ben-Gwir, skrajnie prawicowy minister bezpieczeństwa, domagał się od dowództwa armii, aby żołnierze otwierali ogień do każdego Palestyńczyka – również dziecka – który zbliża się do sił izraelskich z kamieniem w dłoni. W podobnym tonie wypowiadał się Becalel Smotricz, szef resortu finansów, który apelował o wieloletnie odsiadki dla dzieci, które rzucały kamieniami w żołnierzy.

W tej kwestii Izrael również stosuje podwójne standardy – spod prawa wyłączeni zostali np. uzbrojeni przez państwo żydowscy osadnicy, odpowiedzialni za kampanię terroru na terytoriach okupowanych. Wielokrotnie, gdy to młodociani ekstremiści atakowali palestyńskie wioski (często rzucając kamieniami lub koktajlami Mołotowa), Smotricz stwierdzał, że to jedynie "zwykłe przestępstwa cywilne", a nie żaden terroryzm. A Ben-Gwir nazwał ich publicznie "słodkimi chłopcami".

"Cmentarze numerów"

"Te słowa krwawią we mnie – niespisane, niewyśpiewane;

To nie kropka na końcu zdania, lecz kropla krwi.

O, jakże wielka jest udręka w sercu matki męczennika, więźnia czy rannego bojownika.

Wszyscy oni są moimi bliskimi; ich krew jest moją krwią.

Moje ciało to wulkan; moja krew wrze niczym lawa.

Moje usta są mi kagańcem.

Trwam, choć tak niewiele mogę zdziałać".

Wysoka zapora z drutu kolczastego oddziela Sindżil od głównej drogi łączącej północ z południem Zachodniego Brzegu. Palestyńczycy żyją tutaj jak w więzieniu – do miasteczka otwarta jest tylko jedna droga dojazdowa, której pilnują izraelscy żołnierze. W marcu 2026 r. otworzyli ogień do dwóch nastolatków. Jednego trafili.

Gdy na miejscu zjawiła się palestyńska karetka, wojskowi nie pozwolili jej na wjazd. Sami załadowali ciało 17-letniego Salima Fuqaha do wojskowego pick-upa i wywieźli w nieznanym kierunku. Armia ograniczyła się do wydania komunikatu, w którym stwierdzono, że snajperzy ostrzelali grupę osób rzucających kamieniami w kierunku pojazdów na głównej drodze.

Izraelski żołnierz zatrzymuje nastolatka
Izraelski żołnierz zatrzymuje palestyńskiego nastolatka podczas operacji w dzielnicach obozu dla uchodźców Askar na wschód od Nablusu na Zachodnim Brzegu. Sierpień 2026 r. © Getty Images | SOPA Images

– Salim został zastrzelony, bo – jak argumentowała armia – "podjął próbę rzucania kamieniami". Czyli szykował się, ale ostatecznie niczym nie rzucił – mówi Issam Aruri, dyrektor Jerozolimskiego Centrum Pomocy Prawnej i Praw Człowieka (JLAC), z którym spotykam się w Ramallah. – Na nagraniu z kamery zainstalowanej na jednym z domów widać, że nawet nie schylił się po kamień. Tyle że wojsko skonfiskowało dysk i usunęło nagrania. Podobnie jak ciało chłopaka.

W Palestynie tacy jak Salim stają się męczennikami. Plakaty i wlepki upamiętniające ofiary konfliktu (często cywili, ale w Strefie Gazy także bojowników Hamasu) są wszechobecne. Widzę je w witrynach sklepowych, na drzwiach domów, pomnikach i ulicznych latarniach. W Sindżilu jeden z plakatów, z których spogląda Salim, przypomina o długiej walce rodziny i prawników o zwrot jego ciała.

Według szacunków Ogólnokrajowej Kampanii na rzecz Odzyskania Ciał Męczenników, którą stworzyło kilka palestyńskich organizacji, Izrael przetrzymuje obecnie ok. 1700 ciał zamordowanych Palestyńczyków. Część z nich leży w specjalnie przygotowanych chłodniach, na przykład na terenie bazy wojskowej i ośrodka detencji Sde Teiman lub w Abu Kabir, państwowym centrum medycyny sądowej.

Yehuda Hiss, były dyrektor centrum, w wywiadzie z 2000 r. – upublicznionym dopiero dziewięć lat później – przyznał, że w latach 90. personel medyczny pobierał tkanki i narządy ze zwłok zabitych, bez zgody rodzin. Sprawa wyszła na jaw dzięki słynnemu śledztwu Donalda Bostroma ze szwedzkiej gazety Aftonbladet pt. "Naszym synom rabuje się organy". Jak przekonują działacze JLAC, Izrael ma jeden z największych na świecie banków tkanek, a większość materiału pochodzi z ciał palestyńskich ofiar, skonfiskowanych przez armię Izraela.

Ale nie wszystkie ciała Palestyńczyków przetrzymywane są w chłodniach. Niektóre są grzebane na tajnych "cmentarzach numerów". Żeby to udowodnić, Issam Aruri podczas naszego spotkania w biurze JLAC w Ramallah wyciąga z szaf kolejne edycje raportów tej organizacji.

– Na takich grobach nie ma imienia i nazwiska, daty urodzenia czy śmierci. Jedynie losowo przydzielony numer – mówi wzburzony dyrektor JLAC. – Ponieważ zwłoki są zakopywane tuż pod powierzchnią, zdarzało się, że zimowe powodzie lub grzebiące po okolicy psy odsłaniały kości.

– Przecież to rodzaj profanacji – wtrącam.

– Izraelczycy znieważają ciała Palestyńczyków nawet po śmierci. W jednej z wiosek udokumentowaliśmy zdarzenie, gdy żołnierze ostrzelali Palestyńczyków i zrzucili ich ciała z dachu na ziemię, a następnie zebrali je buldożerem. Kto wie, może niektórzy z nich wciąż żyli?

– Dzieje się to w całej Strefie Gazy?

– Przypadki, które udokumentowaliśmy, pochodzą z różnych obszarów: z Zachodniego Brzegu, Wschodniej Jerozolimy, ale oczywiście także Strefy Gazy. Tam jest jednak najtrudniej, bo nie mamy danych, czy to od rodzin, czy od naocznych świadków. Sytuację utrudnia chaos wojenny. Uważamy, że rzeczywista liczba ciał przetrzymywanych przez Izrael jest znacznie, znacznie wyższa.

Ciało
Salim Fuqah został zastrzelony przez izraelskich żołnierzy w marcu 2026 r., bo "podjął próbę rzucania kamieniami". Jego ciało oddano rodzinie dopiero pięciu miesiącach. © WP | Szymon Opryszek

Co prawda w 2017 r. Sąd Najwyższy Izraela orzekł o braku wystarczającej podstawy prawnej do przetrzymywania ciał, ale odroczył wykonanie tej decyzji. W efekcie Kneset znowelizował ustawę o zwalczaniu terroryzmu. A ta dała policji uprawnienia do przetrzymywania ciał Palestyńczyków oskarżonych o udział w "zbrojnych działaniach oporowych". Do takich zalicza się także rzucanie kamieniami przez dzieci tak jak w przypadku Salima zastrzelonego w marcu przez żołnierzy w Sindżilu. W 2018 r. Sąd Najwyższy przywrócił zezwolenie na przetrzymywanie ciał w "celach negocjacyjnych".

W efekcie od początku wojny w Strefie Gazy praktyka stosowana jest na coraz szerszą skalę. Wśród ośmiuset szczegółowo udokumentowanych przez JLAC przypadków przetrzymywania przez Izrael szczątków cywili jest dziesięć kobiet oraz 81 dzieci.

– Ustaliliśmy, że 21 nieletnich zostało pochowanych na "cmentarzach numerów" – dodaje dyrektor JLAC. – W wielu przypadkach zwracane ciała są zamrożone lub noszą ślady obrażeń i zniekształceń, co potęguje traumę rodzin i odbiera im możliwość godnego pożegnania bliskich.

Zwłoki Salima z Sindżilu udało się odzyskać w sierpniu, po pięciu miesiącach starań. Na początku września władze izraelskie – po trzech kwartałach – przekazały też Palestyńczykom ciało 15-letniego Jadallaha, zastrzelonego przez wojsko w listopadzie ubiegłego roku podczas ataku na obóz dla uchodźców Al-Far'a na Zachodnim Brzegu.

"Kara trwa także po śmierci"

W dniu, w którym rozmawiamy w biurze JLAC, prawnicy złożyli wniosek do izraelskiego MSZ o wydanie ciał kolejnych jedenaściorga dzieci. W ramach procedury powołują się m.in. na raporty ONZ i organizacji humanitarnych, które jednoznacznie potępiają praktyki Izraela i oskarżają go o naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego (w tym Konwencji Genewskiej).

Sukcesy są sporadyczne. Często zdarza się też, że ciało zostaje wydane, ale pod warunkiem, że nie odbędzie się publiczna uroczystość pożegnalna. Rodziny muszą też spełnić szereg surowych wymagań, m.in. wpłacić kaucję oraz podpisać zobowiązanie do przeprowadzania pogrzebu w nocy, często przy ograniczonej liczbie uczestników i z zakazem robienia zdjęć.

Plakaty
Plakaty ze zdjęciami palestyńskich męczenników. Sindżil, wrzesień 2026 r. © WP | Szymon Opryszek

– Oczywiście Izraelczycy zdają sobie sprawę, jak w Palestynie ceniona jest śmierć męczeńska. Sama ceremonia pogrzebowa często gromadzi tłumy i sprawia, że zmarły staje się symbolem oporu. Chodzi im więc o to, by nie dopuścić do sytuacji, w której ludzie odwiedzaliby grób, traktując go jako miejsce kultu – podkreśla Issam Aruri. – Zbrodnia nie kończy się więc tylko na zabiciu Palestyńczyka. Kara trwa także po śmierci: ciało staje się narzędziem poniżania rodziny, a sama śmierć kolejnym polem sprawowania kontroli i stosowania ucisku.

Dyrektor JLAC opowiada, że przetrzymywanie ciał ma głębokie skutki psychologiczne dla rodzin zabitych, gdyż władze okupacyjne pozostawiają je w stanie "zawieszonej żałoby". Rodziny nie mogą poznać losów szczątków swoich bliskich, pożegnać się z nimi ani ich pochować, co pozbawia je podstawowego prawa człowieka do dopełnienia rytuałów związanych ze stratą i żałobą.

– Byłem na pogrzebie mężczyzny, którego ciało wydali nam po siedmiu latach walki. "Nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć za twoją pomoc", powiedział ojciec chłopaka. Dziękował mi za to, że jego żona po raz pierwszy od siedmiu lat przespała noc – ciągnie Issam Aruri.

- Wcześniej każdej nocy wybudzały ją koszmary. Śniło jej się, że syn żyje i jest gdzieś w Izraelu poddawany torturom. Wyobraź sobie: każdej nocy, przez siedem lat. W większości takich sytuacji, mimo doniesień o zabójstwie, egzekucji, zamachu czy śmierci w wybuchu, ludzie, nie widząc ciała bliskiej osoby, w głębi duszy często nie mogą uwierzyć w jej śmierć.

"Konsumpcja materiałów terrorystycznych"

Do tej pory przepisy dotyczyły głównie mieszkańców Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu. Gdyby jednak ich pomysł wszedł w życie, prawo objęłoby również Palestyńczyków z izraelskim dowodem osobistym (określanych w świecie arabskim jako "Palestyńczycy z 1948 roku"). A to w praktyce oznaczałoby, że formalnie w trakcie np. wymiany ciał, Izrael wymieniałby obywatela Izraela na… innego obywatela Izraela.

Izraelski żołnierz kontroluje nastolatków. Hebron, sierpień 2026 r.
Izraelski żołnierz kontroluje nastolatków. Hebron, sierpień 2026 r. © Getty Images | 2026 Anadolu

Nowe prawo weszłoby do i tak już szerokiego wachlarza nadzwyczajnych przepisów wojennych, wprowadzonych po październikowej masakrze izraelskich cywilów sprzed trzech lat. Jednym z przykładów jest ustawa z listopada 2023 r., która daje armii, Mosadowi (izraelska agencja wywiadowcza), Szin Betowi (wewnętrzna służba bezpieczeństwa i kontrwywiadu) oraz policji dostęp do danych biometrycznych obywateli i nagrań z prywatnych kamer monitoringu.

Kneset uchwalił też poprawkę do ustawy o zwalczaniu terroryzmu, wprowadzającą nowe przestępstwo – "konsumpcję materiałów terrorystycznych". A to zalegalizowało inwigilację, stosowanie cenzury i dokonywanie zatrzymań Palestyńczyków – w tym mieszkańców terytorium okupowanego Zachodniego Brzegu, gdzie formalną władzę sprawują Palestyńczycy – w związku z ich aktywnością w internecie. Na tej podstawie policja zaczęła masowo kontrolować telefony komórkowe Palestyńczyków, także tych nieletnich.

– O ile jeszcze trzy lata temu zdecydowana większość spraw dzieci dotyczyła rzucania kamieniami, o tyle teraz przeważają te związane z mediami społecznościowymi – przyznaje dyrektor Palestyńskiego Centrum Praw Dziecka. – Każdy wpis, nawet jeśli opublikujesz zdjęcie poległego, uznawany jest za "podżeganie", a tym samym za wspieranie terroryzmu.

Obrońcy praw człowieka uznają przepisy za "jedne z najbardziej drakońskich", jakie kiedykolwiek uchwalił izraelski parlament. Argumentują, że pojęcia zapisane w ustawie, takie jak "podżeganie", "okazywanie sympatii" czy "terroryzm", zdefiniowano na tyle szeroko, że właściwie każdy użytkownik mediów społecznościowych może stać się celem służb.

Arbuzy oporu

O takich przypadkach słyszę wielokrotnie na Zachodnim Brzegu.

W obozie Balata na obrzeżach miasta Nablus, gdzie na powierzchni pół kilometra kwadratowego żyje w ścisku 32 tys. uchodźców, słucham m.in. o staruszce, której policjanci siłą zabrali telefon. I o bracie jednego z aktywistów, który spędził w więzieniu prawie półtora roku za wpis na Facebooku.

Obóz przypomina brazylijskie favele: murowane domy, wąskie przejścia, ciemne zaułki i pajęczyny kabli nad głowami. A miejscami gruzowiska, które zostały po bombardowaniach.

Imad Zaki, przewodniczący Komitetu Ludowego, odpowiedzialnego m.in. za infrastrukturę i pomoc humanitarną dla obozowiczów, wyciąga telefon. Pokazuje mi nagrania jednego z ataków "musta’arabi". Tak zwani "zarabizowani" to izraelscy żołnierze, którzy przechodzą wielomiesięczne szkolenia z języka arabskiego, islamu i kamuflażu, by wtopić się w tłum. Na filmie widać, jak dla niepoznaki wjechali do obozu palestyńską karetką w strojach ratowników medycznych, a potem wyskoczyli i rozpoczęli ostrzał. Zginęła jedna osoba.

Nagle Zaki przyznaje, że również jego córka trafiła do więzienia na osiem miesięcy. Służby izraelskie uznały, że wpis na Facebooku, który dotyczył utraconej przyjaźni, to atak na Izrael. O szczegółach przewodniczący woli jednak nie rozmawiać. – To nie jest zbyt bezpieczne – ucina.

Z kolei jeden z obrońców praw człowieka, tym razem z Izraela, opowiada mi o 16-letnim chłopaku aresztowanym, gdy służby dopatrzyły się na jego Instagramie promowania treści terrorystycznych. Wypuszczono go dopiero po kilku dniach. Prokurator nie postawił mu zarzutów. Sprawa dotyczyła udostępnionej przez niego grafiki z… arbuzem.

Emotikonka arbuza stała się popularną formą oporu młodych Palestyńczyków we wpisach na Instagramie, TikToku czy Facebooku.

Już w 1967 r., gdy Izrael przejął kontrolę nad Strefą Gazy i Zachodnim Brzegiem, wprowadzono surowy zakaz publicznego pokazywania palestyńskiej flagi. W efekcie przekrojony owoc z czerwonym miąższem, zieloną skórką i czarnymi pestkami stał się zastępczym symbolem Palestyny. Dziś stosowanie emotikonki pozwala młodzieży na udostępnianie postów bez ryzyka, że ich konto zostanie zablokowane przez algorytmy. Albo że służby cyberbezpieczeństwa Izraela uznają ich wpisy za "szerzące mowę nienawiści" czy "podżegające do terroryzmu".

Badania organizacji pozarządowej 7amleh pokazują, że nawet 70 proc. młodych Palestyńczyków stosuje autocenzurę z obawy przed inwigilacją i konsekwencjami prawnymi. Mają się czego bać.

– Od czasu rozpoczęcia wojny w Strefie Gazy aresztowano prawie półtora tysiąca Palestyńczyków za wpisy w mediach społecznościowych. Wielu zostało zwolnionych bez postawienia zarzutów z powodu braku podstaw prawnych do zatrzymania. Bo jak postawić zarzuty za grafikę albo emotikonkę arbuza? – mówi aktywista z Izraela, który chce zachować anonimowość.

Mimo międzynarodowej krytyki wprowadzone tymczasowo w listopadzie 2025 r. przepisy związane z "konsumpcją materiałów terrorystycznych" zostały oficjalnie przedłużone na kolejne dwa lata. Dlatego wielu Palestyńczyków całkowicie zaprzestało korzystania z mediów społecznościowych, usunęło aplikacje do obsługi wiadomości i komunikatorów oraz zaczęło wyłączać telefony podczas kontaktów towarzyskich z obawy przed inwigilacją.

O wszechobecnej kontroli przekonuję się na lotnisku w Tel-Awiwie. Celnik nie tylko przegląda moje czaty na komunikatorach, ale sprawdza też nawet usunięte zdjęcia w telefonie. Nie znajduje jednak żadnych treści związanych z Palestyną. Wcześniej usunąłem wszystko, co mogłoby budzić podejrzenia: grafikę z arbuzem, zdjęcie Handali namalowanego na ścianie centrum dla dzieci w Tulkarm, a nawet słowa piosenki 21-letniego rapera, który zamiast kamieni używa słów.

"W mojej krainie nie ma drzew kauczukowych –

Są tylko gumowe kule, którymi do nas strzelają.

W mojej krainie nie ma burz –

A jednak w obozie rozbrzmiewają grzmoty.

W mojej krainie nigdy nie widzimy wschodu słońca –

Każdego dnia widzimy za to jego zachód.

Wciąż istnieje nadzieja.

Ta historia jeszcze się nie skończyła".

* W reportażu wykorzystałem fragmenty protest-songu Youseffa. Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione ze względów bezpieczeństwa.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.