"To, co się dzieje po tragedii w Jarosławiu, jest przerażające". Socjolog ostrzega
Atak nożownika w Jarosławiu. Relacje świadków zdarzenia w Klasztorze Sióstr Benedyktynek
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Art Service
Motywy działania 31-letniego Ihora M. na razie nie są na razie znane. Jak w piątek przekazała prokuratura, biegli psychiatrzy stwierdzili u niego "ostre wielopostaciowe zaburzenia psychotyczne". Na razie uniemożliwia to jego przesłuchanie i postawienie mu zarzutów. Prokuratura skieruje do sądu wniosek o jego aresztowanie na trzy miesiące w warunkach szpitalnych.
W czwartek przed południem mężczyzna wszedł na teren klasztoru sióstr Benedyktynek w Jarosławiu. Zaatakował nożem pięć osób - czterech mężczyzn i kobietę. Ksiądz, który chciał go powstrzymać, nie przeżył ataku. Trzy osoby nadal przebywają w szpitalu.
Tragedia wstrząsnęła mieszkańcami Podkarpacia i odbiła się szerokim echem w całej Polsce. Głos w sprawie zabrali czołowi polscy politycy, w tym prezydent Karol Nawrocki i premier Donald Tusk. Prezydent oświadczył, że atak "wymaga stanowczej odpowiedzi państwa", a szef rządu zapewnił, że sprawca "będzie ukarany z całą surowością polskiego prawa".
Do zdarzenia odniósł się także prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski. "Sprawca tego zła musi ponieść pełną odpowiedzialność zgodnie z obowiązującym prawem" - napisał w serwisie X.
Miejsce tragedii
Źródło zdjęcia: PAP/Art Service
"Nastroje i atmosfera są na granicy linczu"
Marcin Piotrowski, socjolog, społecznik oraz działacz Fundacji Folkowisko, która od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie wspiera osoby po obu stronach polsko-ukraińskiej granicy, a także mieszkaniec Podkarpacia, odniósł się w rozmowie z tvn24.pl do niedawnej tragedii.
- To, co dzieje się po tragedii w Jarosławiu, zwłaszcza w internecie i na forach, jest przerażające. Nastroje i atmosfera są na granicy linczu. Widzę to również w działaniach części mediów i polityków prawicy, nie tylko tej skrajnej, którzy próbują przenieść winę za czyn jednego człowieka na całą grupę. Takie podejście jest wykorzystywane przez polityków do budowania własnej pozycji i grania na emocjach - podkreśla Piotrowski
I szczególnie teraz - jak wskazuje nasz rozmówca - padają na podatny grunt, bo napięcie na pograniczu jest wysokie jak nigdy wcześniej. W ostatnich tygodniach mieszkańcy regionu doświadczali alarmów i komunikatów związanych z zagrożeniem ze strony Rosji, w niektórych miastach uruchomiono syreny alarmowe. Piotrowski uważa, że czwartkowa tragedia dodatkowo podbiła poczucie zagrożenia.
- My na pograniczu ostatnio jesteśmy wręcz "grillowani" ciągłym napięciem i strachem. Alarmy przeciwlotnicze, które się uruchamiają, bijące syreny, stres, w niektórych miejscach panika. Ludzie są w stanie podwyższonej gotowości, obawy, lęku. A tu nagle jeszcze taka zbrodnia, która dolewa oliwy do ognia i to zaczyna wybuchać. To widać w rozmowach ludzi, w nastrojach, na forach internetowych, ale też w rozmowach na ulicach - mówi Piotrowski.
Na terenie opactwa, gdzie doszło do ataku, mieszkańcy składają znicze
Źródło zdjęcia: PAP/Art Service
Socjolog obawia się przede wszystkim tego, że odpowiedzialność za czyn konkretnego człowieka zostanie przeniesiona na całą społeczność ukraińską. Przyznaje wręcz, że "to już się dzieje".
- Widzimy w internecie hasła o wydaleniu wszystkich obywateli Ukrainy, o deportacjach. Ten "Ukrainiec" staje się pewnym archetypem. To już nie jest Igor M. To jest "ten Ukrainiec", który może mieszkać obok mnie, pracować w sklepie, który może być niebezpieczny - mówi.
Zwraca uwagę, że w Jarosławiu żyją setki osób pochodzenia ukraińskiego, w tym także ludzie, którzy mieszkają tam od pokoleń, a nie tylko uchodźcy. Ukraińskie dzieci uczą się w jarosławskich szkołach, 120 z nich zamieszkuje miejscową bursę.
- Ci, których przyjęliśmy jako naszych sąsiadów czy uchodźców wojennych, są teraz również ofiarami czynu sprawcy. I to jest też duże zagrożenie, że te nastroje, ta agresja znajdą ujście w słownych czy fizycznych atakach na społeczność ukraińską - wskazuje Piotrowski.
Socjolog: potrzebujemy postaw "odpowiedzialnych społecznie"
A - jak podkreśla - większość osób, które przybyły do Polski po lutym 2022 roku to kobiety z dziećmi. - To są więc grupy szczególnie wrażliwe. To są młodzi ludzie, to są kobiety. Czy będą miały w sobie tyle siły, żeby przeciwstawić się otaczającej agresji? - pyta.
Obawia się, że tragedia w Jarosławiu może stać się "iskrą, która znowu padła na podatny grunt" i doprowadzić do eskalacji nastrojów.
Krytycznie ocenia również polityków, którzy podgrzewają emocje. - Ci, którzy nawołują do nienawiści, również trzymają ten nóż. Tylko nie wiadomo, w czyją stronę, w czyją pierś, ten nóż będzie następnie wymierzony - mówi.
Na terenie opactwa, gdzie doszło do ataku, mieszkańcy składają znicze
Źródło zdjęcia: PAP/Art Service
- Teraz potrzebujemy postaw "odpowiedzialnych społecznie" - podkreśla. - Mam nadzieję, że zrozumieją to również politycy, którzy w ostatnich dwóch dniach popełnili masę błędów, tylko dlatego, żeby budować na tym strasznym wydarzeniu swój kapitał polityczny. Naprawdę wierzę jednak, że jest to możliwe. Przecież dobrych, świadomych ludzi w Polsce jest więcej. Mam nadzieję, że właśnie ta tragedia obudzi ludzi, że nie można oddać pola skrajnym zachowaniom i poglądom, że nie wolno polaryzować. Na szczęście takie głosy rozsądku również są. Potrzeba nam - i o to też apeluję - rozsądku, spokoju i popatrzenia na tę sytuację w sposób odpowiedzialny - prosi.
W mieście żałoba, w sobotę Marsz Ciszy
W związku z tragicznym wydarzeniem burmistrz Jarosławia ogłosił w mieście żałobę, która potrwa do niedzieli włącznie. W tym czasie odwołane zostały wszystkie miejskie wydarzenia kulturalne, sportowe oraz rozrywkowe. O to samo burmistrz zaapelował do mieszkańców, organizacji pozarządowych oraz prywatnych podmiotów i organizatorów.
W sobotę w Jarosławiu środowiska prawicowe organizują Marsz Ciszy. O godz. 19 uczestnicy mają wyruszyć z płyty rynku w kierunku opactwa. Organizatorzy zapowiadają, że przejdą tę trasę w ciszy, skupieniu, żałobie i modlitwie. "Pokażmy naszą solidarność i wsparcie dla poszkodowanych oraz ich bliskich. Bądźmy tego dnia razem" - zaapelowali organizatorzy. O wydarzeniu powiadomiono miejscowy urząd miasta, policję oraz Straż Miejską.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.