The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, September 11, 2026

Ciągle widzę w lustrze jego twarz

Translate
  • Gdy 11 września 2001 r. Norbert Szurkowski zginął w północnej wieży World Trade Center, Claudia była jeszcze w brzuchu mamy. Nie zdążyła poznać ojca.
  • Boli mnie, że taty nie było w najważniejszych momentach mojego życia. Nie ma dnia, bym nie rozmawiała z nim w myślach – opowiada Wirtualnej Polsce w 25. rocznicę zamachu.
  • W szkole czułam na sobie spojrzenia innych. Rówieśnicy dziwili się, jak mogę opłakiwać kogoś, kogo nawet nie poznałam – dodaje.

Legendarny kolarz długo nie mógł pogodzić się ze śmiercią syna. Bardzo rzadko wypowiadał się o tragedii publicznie.

Gdy Norbert zginął, oczekiwali z żoną na drugie dziecko.

– Zazdroszczę starszej siostrze, że miała tatę, choć na chwilę. Mogła usłyszeć jego głos. Ja słyszałam go tylko na kasecie – mówi 24-letnia Claudia Szurkowski w rozmowie z Wirtualną Polską.

WIDEO

25. rocznica ataku na WTC. Udostępnili ostatnią rozmowę strażaków

Mama zawsze powtarzała, że jestem kopią ojca.

To samo spojrzenie. Uśmiech. Kości policzkowe. Nawet sylwetka. Nieraz, kiedy wykonałam jakiś gest, słyszałam od bliskich, że dokładnie tak samo robił tata. Różnił nas tylko kolor oczu – ojciec miał niebieskie tak jak moja siostra. Ja odziedziczyłam piwne po mamie. Kiedy myślę, jak jestem do niego podobna, czuję w środku przyjemne ciepło.

Nie ma dnia, żebym o nim nie myślała.

Zastanawiam się, jakim byłby dla mnie ojcem. Jak spędzalibyśmy czas. Jak wyglądałoby moje życie, gdyby był obok. Czuję, jakby ktoś wyrwał cząstkę mnie i pozostawił czerń. Otchłań, której nie da się zasypać.

Nie wiedziałam, że można tak tęsknić za kimś, kogo nigdy się nie spotkało.

Claudia
Claudia: "Trudno mi z myślą, że tata nie zaprowadzi mnie do ołtarza. Nigdy nie pobawi się z moimi dziećmi jako ich dziadek. Najbardziej brakuje go właśnie w codzienności" © Archiwum prywatne

104. piętro

Moja rodzina wiodła przed katastrofą szczęśliwe życie.

Ojciec malował i tapetował ściany. Mama przygotowywała się do zawodu w szkole pielęgniarskiej, zdała egzaminy. Siostra zaczynała właśnie przedszkole. W sierpniu 2001 r. rodzice dowiedzieli się, że mama jest w ciąży. Moment nie był najłatwiejszy, ale na wieść o drugim dziecku bardzo się ucieszyli.

Tata nie zdążył się dowiedzieć, czy będę chłopcem, czy dziewczynką.

Niewiele zabrakło, by 11 września 2001 r. w ogóle nie znalazł się na miejscu katastrofy. Miał wykonywać zlecenie w New Jersey, jednak poprzedniego wieczoru otrzymał telefon, że rankiem ma jechać na 104. piętro północnej wieży World Trade Center. Nic wielkiego, drobne poprawki. Mama pojechała z siostrą do przedszkola, a on do pracy. Miał wyjść z budynku przed 9.00.

Samolot uderzył w wieżę o 8.46.

Mama lubi powtarzać, że nic nie dzieje się bez przyczyny, ale nie umiem znaleźć odpowiedzi na pytanie, jaki sens ma śmierć taty. To był pech? Zrządzenie losu? Przeznaczenie? Staram się tego nie analizować i nie gdybać. Powtarzam sobie, że po prostu znalazł się w złym miejscu i czasie.

Ale czuję się zagubiona.

Nie umiem zaakceptować, że człowiek, dzięki któremu istnieję, odszedł, zanim się urodziłam. Z upływem czasu boli tak samo albo nawet mocniej.

I wątpię, że kiedyś będzie lżej.

Przystań

Moja mama to najsilniejsza kobieta na świecie.

Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak trudne musiało być samotne wychowywanie dwóch córek po takiej tragedii. Kiedy byłyśmy malutkie, świetnie maskowała swój ból, żebyśmy nie widziały, jak cierpi. Ale zawsze dawała do zrozumienia, że możemy pytać o wszystko. Że na każde pytanie odpowie najlepiej jak umie.

Nigdy nie byłam na terapii, nie zgłosiłam się do żadnego specjalisty. O wszystkim rozmawiałam z mamą. Była jak bezpieczna przystań, w której możesz się schronić. Gdy potrzebowałam jej ramienia, żeby się wypłakać, zawsze stała obok.

Zamiast o tamten dzień, pytałam ją przede wszystkim o tatę. Jaki był? Co lubił? Jakie wspomnienia zachowała w pamięci?

Nigdy nie przyszłam i nie poprosiłam: opowiedz mi o nim. To wydarzało się samo w codzienności. Siedziałyśmy przy stole, a ona dzieliła się jakąś historią.

"Pamiętam jak wasz tata..."

"Kiedyś ojciec..."

"Pewnego dnia..."

Podobno miał w sobie sporo fantazji i radości z życia. Lubił wędkować i grać w tenisa. Właściwie kochał każdą aktywność na świeżym powietrzu. Rozpierała go energia. Wyobrażam go sobie jako kogoś, dzięki komu ciemne pomieszczenie staje się jaśniejsze.

Starsza siostra była jego oczkiem w głowie. Zrobiłby dla niej wszystko. Zazdroszczę jej, że miała ojca choć przez chwilę. Mogła usłyszeć jego głos.

Ja musiałam go odtwarzać na kasecie. Nie wiem nawet, czy dziś bym go rozpoznała.

Nazwisko
Nazwisko Norberta Szurkowskiego na tablicy upamiętniającej ofiary ataku na WTC © Archiwum prywatne

Naznaczona

Całe życie byłam naznaczona tragedią.

Ale zderzyłam się też z zupełnie innymi reakcjami. Słyszałam na przykład, że wszystko wymyśliłam, żeby zdobyć popularność. Pytano też, jak mogę opłakiwać ojca, skoro nawet go nie poznałam. Ludzie w ogóle tego nie rozumieli.

Z czasem zaczęłam ukrywać, że jestem córką ofiary z World Trade Center.

Jeśli nie było potrzeby, nie dzieliłam się swoją historią. Rówieśnicy nie zdawali sobie sprawy, jak wiele osób ucierpiało w atakach. Ile jest osób takich jak ja. Nie chciałam być szufladkowana. Nie chciałam, by tamta tragedia całkowicie mnie definiowała. Straciłam ojca w zamachu terrorystycznym, ale to nie jest całe moje życie. Nie czułam się "dzieckiem 11 września".

Nie to było dla mnie najtrudniejsze.

W amerykańskiej tradycji szkoły często organizują bale ojców z córkami. Ja nigdy nie zatańczyłam z tatą. Na rozdaniu dyplomów patrzyłam na dumnych rodziców, myśląc, że mojego ojca tam nie ma. Wyobrażałam sobie nawet, że stoi z innymi i na mnie patrzy. W każdej wyjątkowej chwili bardzo odczuwałam jego brak.

Przyszłość boli jeszcze bardziej.

Trudno mi z myślą, że tata nie zaprowadzi mnie do ołtarza. Nigdy nie pobawi się z moimi dziećmi jako ich dziadek. Najbardziej brakuje go właśnie w codzienności. Wracam do domu i chciałabym mu coś opowiedzieć. Podzielić się zwyczajną historią.

A jego nie ma.

Ścieżka

Nie powiem, że 11 września zniszczył mi życie.

Na pewno wyznaczył ścieżkę, którą podążyłam. Studiuję prawo. Po tym, co przeżyłyśmy z mamą i siostrą, mam poczucie, że chcę chronić innych. Zwłaszcza tych, których dotknęła jakaś tragedia. Którzy przeżywają podobne historie jak my. Wiele razy mówiłam ojcu w myślach o swoim marzeniu – by zasiąść kiedyś w Sądzie Najwyższym USA.

Przez lata stopniowo zgłębiałam wiedzę na temat 11 września. Interesowałam się antyterroryzmem. Zastanawiałam się, czy skoro USA dysponowały taką wiedzą na temat Al-Kaidy, nie można było jakoś uniknąć tej tragedii. Ale nigdy nie czułam żalu, że nie zdołano temu zapobiec. Czasem bieg wydarzeń jest nieuchronny. Zaakceptowałam też, że tragiczna śmierć taty to część mojej historii. Zaczęłam występować w materiałach ku czci ofiar, żeby pamięć o nim nie zginęła. To dla mnie bardzo ważne.

Dla rodziców Stany Zjednoczone były krajem wolności i szansą na lepsze życie. To trudne do wytłumaczenia, jednak czuję, jakbym miała wobec USA jakieś zobowiązanie. Jestem też związana z krajem rodziców. Nie mówię po polsku tak dobrze jak siostra, ale myślę, że spokojnie udałoby mi się porozumieć. Proszę babcię, by rozmawiała ze mną w tym języku. Kiedyś będę uczyć swoje dzieci.

To przecież kolejna nić, która łączy mnie z tatą.

Cisza

Mimo że mieszkamy na Florydzie, regularnie odwiedzamy narodowe miejsce pamięci w Nowym Jorku. Moje pierwsze wspomnienie stamtąd pochodzi z okresu, gdy miałam sześć lat. Byłyśmy z mamą m.in. przy Reflecting Absence – to dwa baseny z wodospadami wyznaczające dokładny obrys zniszczonych wież. By upamiętnić ojca, wrzuciłam do jednej z sadzawek różę i wtedy chyba po raz pierwszy uświadomiłam sobie, co tak naprawdę się stało.

Zdałam sobie sprawę, że tata naprawdę już nie wróci.

Dziwię się, że pamiętam to tak dobrze. Ale niezatarte wspomnienia z tamtego dnia tylko pokazują, jak silne było to dla mnie przeżycie. Miejsce pamięci wyglądało wtedy jeszcze zupełnie inaczej. Wszyscy mieli w głowie dopiero co uprzątnięte gruzy.

Dla mnie to bardzo ważne być w miejscu, w którym zginął tata. Teraz też przyleciałam z rodziną na obchody. Wysłuchamy dźwięku dzwonu i naszego nazwiska odczytanego wśród ofiar. Zawsze mam w rocznicę mieszane uczucia. Z jednej strony jest ból. Z drugiej – po prostu cieszę się, że mogę tam być. Mocno odczuwam wtedy obecność ojca. Mimo że o tragedii mówi cały kraj, staram się od wszystkiego odciąć. Spędzić ten dzień w ciszy.

Niezależnie od tego, czy ludzie zajmują się swoimi sprawami, czy zbliża się rocznica i o 11 września robi się głośno, strata boli tak samo.

Koszulki

Na miejscu tragedii nie znaleziono niczego, co należało do taty. Nawet jego obrączki.

Mama ciągle ma w szafie kilka jego koszulek, m.in. New York Rangers – był fanem tej drużyny hokejowej. Mnie zostały po tacie głównie zdjęcia. Są w moim pokoju.

Nie ma dnia, żebym nie rozmawiała z nim przed snem. Mówię, co u mnie słychać. Skoro codziennie rozmawiam z mamą i siostrą, pomyślałam, że mogę też zdawać relację tacie. Robię tak od dziecka. Nie ma znaczenia, że nie ma go przy mnie fizycznie.

Każdą ważną decyzję konsultowałam w myślach z tatą. Zastanawiałam się, co on by zrobił. Chciałabym, żeby był ze mnie dumny. Tęsknię za nim bardziej, niż ktokolwiek może zrozumieć. Myślę, że moja żałoba nigdy się nie skończy. Jednocześnie czuję dumę, że miałam takiego ojca.

Owszem, nigdy się nie poznaliśmy.

Ale jeśli każdy ma swojego anioła stróża, miło, że w moim przypadku jest to ktoś o dobrym sercu.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.