Pokłóciła się z matką na ulicy. Potem interweniowała ws. dzieci
Dwoje dzieci w wieku trzech i czterech lat trafiło do placówki opiekuńczo-wychowawczej po interwencji Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak. Mimo że wcześniej policja, kurator i sąd nie znaleźli podstaw do natychmiastowego odebrania ich rodzicom. Sąd rodzinny szybko nakazał powrót dzieci do domu.
RPD pokłóciła się z matką na ulicy. Potem interweniowała ws. dzieci
Źródło zdjęć: © WP • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Najważniejsze informacje:
- Do interwencji doszło po ulicznej sprzeczce na warszawskiej Białołęce.
- Policja wydała rodzicom nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci.
- Sąd uznał, że działania wobec rodziny były nieproporcjonalne do zdarzenia.
14 sierpnia 2026 r. Monika Horna-Cieślak zobaczyła kobietę, która szarpała dziecko i krzyczała na nie po tym, jak maluch wbiegł na jezdnię. Rzeczniczka zwróciła jej uwagę, a matka odpowiedziała wulgarnie.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Po zgłoszeniu sprawy policja sprawdziła rodzinę, lecz nie stwierdziła podstaw do interwencji. Sąd rodzinny także nie zdecydował o odebraniu dzieci. Zlecił jedynie wywiad środowiskowy. Jak to się stało, że dzieci jednak trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej? Zawiłą sprawę opisuje portal zero.pl.
Decyzja policji i pobyt dzieci w placówce
Kurator, który następnego dnia odwiedził rodzinę, również nie znalazł powodów do natychmiastowego umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej. Tego samego dnia pracownik Biura Rzecznika Praw Dziecka dwukrotnie kontaktował się z sądem, przekonując o konieczności odebrania dzieci. Sędzia nie znalazł podstaw do wydania takiego orzeczenia.
Mimo to podczas spotkania na posterunku policji funkcjonariuszka wydała wobec rodziców zakaz zbliżania się do dzieci oraz nakaz opuszczenia mieszkania. Rodzice nie zdołali szybko zapewnić opieki, dlatego dzieci trafiły do domu dziecka. Policjantka zeznała później, że w chwili podejmowania decyzji nie widziała ani dzieci, ani ich rodziców. Przyznała też, że w swojej kilkuletniej służbie po raz pierwszy spotkała się z tak nadzwyczajnymi działaniami wobec jednej rodziny.
Decyzja zapadła bez wcześniejszego orzeczenia sądu. Po wszczęciu postępowania opiekuńczego sąd nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom.
Sąd ocenił argumenty dotyczące rodziny
Matka wyjaśniła, że szarpnęła dziecko, ponieważ nagle weszło na jezdnię. Sąd uznał to za reakcję na strach i stres, a nie dowód celowej agresji. Wziął pod uwagę także wcześniejszą karalność ojca, między innymi za rozbój, ale wskazał, że mężczyzna odbył już karę i nie był skazany za przestępstwa przeciwko rodzinie, opiece ani życiu i zdrowiu dzieci. Za niewystarczający uznał również argument dotyczący dwóch butelek piwa znalezionych w mieszkaniu. Rodzice nie byli pod wpływem alkoholu, a podczas czynności nie znaleziono zakazanych substancji.
W uzasadnieniu sąd ocenił, że działania wobec rodziny mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej, a reakcja państwowych służb była rażąco nieproporcjonalna do zdarzenia. Podkreślił, że dla dzieci w wieku trzech i czterech lat rodzice są głównym źródłem bezpieczeństwa, dlatego nagłe odseparowanie od nich mogło mieć poważne skutki. Biuro RPD przekazało natomiast, że rzeczniczka była świadkiem silnej przemocy psychicznej i fizycznej oraz miała prawny obowiązek zareagować. Nie skomentowało rozstrzygnięcia sądu, wskazując, że w razie odmiennego stanowiska korzysta z dostępnych środków prawnych.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.