Węgry proszą o miliardy euro z unijnego programu SAFE

Opracowanie: Renata Gaweł Publikacja: Dzisiaj, 26 września (08:10)
Węgry wystąpiły o pożyczkę w wysokości 5,4 mld euro z unijnego instrumentu SAFE – poinformował rzecznik Komisji Europejskiej Thomas Regnier. To znacznie mniej niż pierwotnie planowane 16 mld euro. Bruksela czeka teraz na zaktualizowany plan Budapesztu, a pozostała część środków ma zostać wykorzystana w późniejszym terminie.
Fot. shutterstock /Shutterstock
Rzecznik Komisji Europejskiej Thomas Regnier podczas piątkowej konferencji prasowej przekazał, że Węgry oficjalnie złożyły wniosek o pożyczkę z instrumentu SAFE na kwotę 5,4 mld euro. Początkowo rząd w Budapeszcie planował sięgnąć po aż 16 mld euro.
Bruksela pozostaje w ścisłym kontakcie z władzami Węgier w sprawie zaktualizowanego planu, który powinna otrzymać wkrótce – podkreślił Regnier.
Dodał również, że „pozostała część środków – ponad 10 mld euro – zostanie przesunięta do wykorzystania w późniejszym terminie”.
Instrument SAFE i unijne pożyczki na obronność
SAFE to unijny instrument o wartości 150 mld euro, z którego państwa członkowskie mogą otrzymywać preferencyjne pożyczki na inwestycje w obronność, głównie poprzez wspólne zamówienia. Jak zauważył węgierski tygodnik „HVG”, Węgry nie są jedynym krajem, który nie wykorzystuje pełnej dostępnej linii kredytowej.
Poprzedni rząd Węgier był jedynym, który w ubiegłym roku nie zagłosował za przyjęciem instrumentu SAFE na forum Rady UE.
Mimo to ówczesny minister gospodarki Marton Nagy ogłosił później, że Węgry wystąpiły o 20 mld euro z tego funduszu, a Komisja Europejska przyznała z tej kwoty 16,2 mld euro.
Bruksela czeka na plan Budapesztu
Węgierskie media przypominają, że Komisja Europejska kilkakrotnie odmówiła zatwierdzenia węgierskiego planu, powołując się na jego skalę oraz konieczność przeprowadzenia konsultacji dwustronnych.
Teraz Budapeszt musi przedstawić zaktualizowany plan, który zostanie poddany ocenie przez Brukselę.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.