Rzuciła pracę i ruszyła w podróż życia. Szybko tego pożałowała
Wyruszyła 15 lipca z 30-kilogramowym plecakiem i sprzętem do nagrywania. Początkowo była zadowolona z decyzji. Pierwsze przystanki na trasie, Norwegia i Szwecja, sprawiały jej przyjemność. Po Skandynawii skierowała się na południe Europy, do Grecji. To właśnie tam dopadły ją wątpliwości, czy aby na pewno podjęła słuszną decyzję. Tygodnie podróżowania nadszarpnęły jej skromny budżet, a treści, które publikowała w sieci, nie przyniosły spodziewanych zysków.
ZOBACZ: Dla jednych obciach, dla innych duma. Pomysł długo budził niedowierzanie
Mimo to podróżniczka postanowiła kontynuować wyprawę, a kolejnym przystankiem na jej trasie była Hiszpania. Napotkani na słynnym szlaku pielgrzymkowym Camino de Santiago ludzie podnieśli ją na duchu swoim pozytywnym nastawieniem. Na początku września, po niemal dwóch miesiącach spędzonych w podróży, Singapurka wynajęła mieszkanie w Portugalii, gdzie planowała poświęcić się zwiedzaniu urokliwych miasteczek, próbowaniu lokalnej kuchni i ćwiczeniu pilatesu. Nomadyczny tryb życia okazał się jednak dla niej trudniejszy, niż myślała.
"Wracam do domu"
- Nigdy nie pomyślałabym, że to powiem, ale chcę już wracać do domu - powiedziała Sab na swoim instagramowym profilu podczas wizyty w Porto. - Jeśli nauczyłam się czegoś przez te ostatnie 61 dni, to tego, że wolność ma różne oblicza w zależności od etapu, na jakim jesteśmy w życiu - dodała.
W nagraniu tłumaczyła, że z wiekiem jej potrzeby się zmieniły.
- Kiedy miałam dwadzieścia parę mogłam miesiącami podróżować z plecakiem i nie myśleć o moich bliskich czy o domu. Jako 32-latka widzę, że pragnę czegoś zupełnie innego. Po tych 61 dniach czuję się przede wszystkim bardzo samotna - wyznała podróżniczka.
- Zaczęłam podróżować w pojedynkę w wieku 18 lat i cieszyłam się wtedy, że w każdym miejscu mogę być kimś innym, że nikt mnie tu nie zna i nie zwraca uwagi, że codziennie chodzę w tych samych ubraniach. Gdy miałam 20 lat, to było ekscytujące uczucie. Ale teraz po prostu brakuje mi chodzenia po ulicach Singapuru i wpadania na znajome twarze - dodała.
Jak mówiła, tęskniła za przyjaciółmi i rozmowami o poważniejszych sprawach, bo zamiast tego po raz 700. przedstawiała się nieznajomym w barze i wymieniała z nimi kilka powierzchownych uprzejmości.
Życie na walizkach nie jest łatwe
Podróżniczka przyznała też, że dużym źródłem niepokoju były dla niej finanse. Mieszkanie zmieniała co kilka dni, a stres związany z rachunkami utrudniał jej pracę nad filmami.
- Nie miałam punktu zaczepienia. A kiedy nie masz punktu zaczepienia, bardzo łatwo jest zgubić drogę - stwierdziła.
ZOBACZ: Ile kroków dziennie robisz? Nowe badanie wskazuje na związek z demencją
Wyznanie Singapurki spotkało się z pozytywnym odbiorem internautów. Pod postem z nagraniem pojawiło się niemal 150 komentarzy, których autorzy wyrazili zrozumienie dla postawy Sab i podziękowali jej za szczerość.
Sab jest już w Singapurze. Nie planuje rezygnować z pokazywania swojego życia w mediach społecznościowych, ale chciałaby znaleźć pracę na część etatu lub zdalną, która zapewniłaby jej większe poczucie bezpieczeństwa.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.