Mieli szykować zamach na bazę RAF. Służby podały ich narodowość
Pięciu mężczyzn w wieku od 23 do 25 lat zatrzymano w niedzielę pod zarzutem terroryzmu i przestępstw związanych z materiałami wybuchowymi po tym, jak w odległości 400 m od bazy lotniczej w hrabstwie Gloucestershire znaleziono trzy furgonetki.
Według informacji policji podejrzani pochodzą z Londynu. Wydział policji ds. zwalczania terroryzmu informuje, że podejrzani pozostaną w areszcie w poniedziałek po uzyskaniu przedłużenia zatrzymania.
Czytaj nas częściej w Google
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
"Nowe kierunki śledztwa" w sprawie udaremnionego zamachu na bazę RAF
Zastępczyni komisarza określiła śledztwo jako "niezwykle skomplikowane".
— Wiem, że było to bardzo uciążliwe dla mieszkańców, ale chciałabym ich zapewnić, że nasze działania mają na celu bezpieczeństwo kraju, a przede wszystkim ich samych — powiedziała Vicki Evans. — Chciałabym także podziękować służbom ratunkowym za ich reakcję, w tym uzbrojonym funkcjonariuszom, którzy jako pierwsi pojawili się na miejscu, nie wiedząc, z czym mogą się zmierzyć. Mam świadomość, jak wiele pojawia się spekulacji na temat motywacji związanej z tym zdarzeniem oraz kwestii geopolitycznych, które są podnoszone. Proszę jednak, by w tej chwili służby ds. zwalczania terroryzmu mogły działać spokojnie i skutecznie — dodała.
Wokół bazy RAF oraz pobliskich domów mieszkalnych wciąż obowiązuje policyjna blokada. Śledczy badali miejsce zdarzenia przez całą noc, a ich praca "doprowadziła do wytyczenia kilku nowych kierunków śledztwa" — informują służby antyterrorystyczne.
Jak ustalił "The Telegraph", śledczy zakładają, że najbardziej prawdopodobny motyw może mieć związek z Iranem, po tym, jak w lipcu Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) groził atakiem na RAF Fairford. Baza, z której korzysta także amerykańskie wojsko, jest miejscem stacjonowania bombowców biorących udział w atakach na Bliskim Wschodzie. IRGC podkreślił, że każda baza używana do ataku na Teheran jest "uprawnionym celem".
Zgłosiła sprawę służbom. Teraz krytykuje ich zachowanie
Rolniczka, która jako pierwsza powiadomiła o zagrożeniu, skrytykowała w poniedziałek działania policji, twierdząc, że służby potrzebowały ponad czterech godzin, by ewakuować pobliską wieś.
Mieszkanka Whelford, która przypadkiem natknęła się na podejrzanych, wracając samochodem z imprezy, stwierdziła, że policja "popełniła poważny błąd".
W rozmowie z "The Telegraph" powiedziała, że zauważyła furgonetki około godz. 1.30 w nocy i zadzwoniła pod numer alarmowy o 1.36. Dodała jednak, że martwi się, iż policja nie zadziałała natychmiast, by zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom.
— Bardzo zależy mi, by zwrócić uwagę, że ktoś naprawdę dał tutaj plamę — powiedziała w rozmowie z BBC Radio 4. — Po moim telefonie o 1.36 policja była już świadoma obecności trzech furgonetek, a jednak wieś została ewakuowana dopiero o szóstej rano. Nikt z policji się ze mną nie kontaktował, by o cokolwiek zapytać. Myślę, że byli bardzo skupieni i czujni względem samej bazy, a zupełnie nie zwracali uwagi na naszą wieś. Furgonetki stały w odległości kilku metrów od domów, a ludzie pozostali nieświadomi zagrożenia — poza tym, że wysłałam wiadomość na naszą grupę WhatsApp, licząc, że ktoś nie śpi i upewni się, że drzwi są zamknięte — dodała.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.