The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, September 17, 2026

Znów zawyły syreny. Gen. Polko nie gryzie się w język

Translate

W czwartek przed południem Rosja zaatakowała zachodnią Ukrainę dronami odrzutowymi. O godz. 11:40 Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w polskiej przestrzeni powietrznej operuje lotnictwo wojskowe. Mieszkańcy wszystkich powiatów w województwach lubelskim i podkarpackim dostali alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) o zagrożeniu atakiem z powietrza. Syreny zawyły na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu, a lotniska w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymały operacje.

Po ok. godzinie alert odwołano. Według pierwszych ustaleń rosyjski dron odrzutowy spadł lub został zniszczony ok. 4 km od granicy, po stronie ukraińskiej, prawdopodobnie na stacji benzynowej. Wojsko poderwało myśliwce F-16, bo dron szybko zbliżał się do granicy. Do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej nie doszło.

Takich sytuacji będzie więcej. Jak mówi Wirtualnej Polsce gen. dyw. pil. Włodzimierz Usarek, były dowódca Centrum Operacji Powietrznych, to nie pierwszy i nie ostatni taki incydent.

- Mamy wojnę za granicami i możemy spodziewać się wszystkiego: mogą to być pociski, rakiety, drony czy samoloty. Ale musimy także uważnie śledzić komunikaty i oficjalne przekazy - mówi generał.

Jak przypomina, niedawno poderwano samoloty, a okazało się, że granicy nie naruszył żaden wrogi obiekt, tylko stado ptaków. Mimo to w sytuacji zagrożenia wojsko zawsze podrywa parę dyżurną, bo nie wiadomo, czy dron lecący w stronę Polski nie zmieni nagle kursu i nie wleci w polską przestrzeń powietrzną. Dlatego, jak podkreśla generał, zamiast panikować, trzeba śledzić oficjalne komunikaty i stosować się do poleceń służb.

Alert jest, instrukcji brak

Sam alert ograniczał się jednak do kilku zdań: "Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów". Nie było w nim ani słowa o tym, gdzie się schronić ani jak długo potrwa zagrożenie. Właśnie to w rozmowie z Wirtualną Polską krytykuje były dowódca jednostki GROM gen. dyw. Roman Polko.

Polko w rozmowie z WP przekonuje, że władze powinny rozmawiać z Polakami językiem faktów i konkretów.

- Ciągłe odsyłanie do poradnika bezpieczeństwa i opowiadanie, że ludzie nie znają sygnałów alarmowych, to dyrdymały. Brakuje mi komunikacji, która byłaby jednoznacznie rozumiana w gminach i powiatach narażonych na sytuacje kryzysowe - mówi generał.

Zwraca uwagę, że alerty RCB są bardzo enigmatyczne i nie odpowiadają na podstawowe pytania: co robić i jak długo potrwa zagrożenie. Tego drugiego nikt oczywiście nie jest w stanie przewidzieć co do minuty, bo sytuacja w powietrzu zmienia się z chwili na chwilę.

Generałowi chodzi jednak o to, żeby ludzie dostawali bieżące informacje, a nie jeden komunikat i ciszę aż do odwołania alarmu. Jeśli ktoś dostaje polecenie, żeby "znaleźć bezpieczne miejsce", często nie wie, gdzie ma się schronić. Zdaniem Polki to wręcz paraliżuje pracę firm i szkół.

Polko uważa, że państwo za często przerzuca odpowiedzialność na obywateli. - Mamy pretensje do ludzi, że ignorują alarmy i nie uciekają do schronów. Tylko często nie wiedzą, gdzie jest najbliższy schron. Nie można uciekać od problemów. A problem jest w tym, kiedy i w jakim zakresie uruchamiamy alarmy - podkreśla.

Chodzi o to, że alert dostają mieszkańcy całych regionów, nawet setki kilometrów od miejsca zagrożenia. Tak było i tym razem, gdy ostrzeżenie objęło wszystkie powiaty województw lubelskiego i podkarpackiego. Zdaniem generała, jeśli syreny wyją tak szeroko i tak często, ludzie przestają traktować je poważnie.

Gen. Polko: Państwo przerzuca winę na ludzi

Były dowódca GROM przekonuje, że warto sięgnąć po rozwiązania z Ukrainy. Tam można na bieżąco śledzić rozwój sytuacji. Jego zdaniem ludzie powinni wiedzieć, ile mają czasu, bo od tego zależy, czy szukać doraźnego ukrycia, czy schronu. W Polsce zamiast tego dostają krótki komunikat, a potem słyszą, że nie potrafią się zachować. - A z naszych obywateli robi się durniów - ocenia gen. Polko.

Na koniec generał wskazuje na rozdźwięk, który jego zdaniem jest źródłem problemu. Formalnie wciąż żyjemy w czasie pokoju i tak też wygląda przygotowanie obywateli: poradnik, syrena i krótki SMS. - A przecież słyszymy, że toczy się wojna hybrydowa przeciwko Polsce - dodaje. Skoro drony spadają kilka kilometrów od granicy, a alarmy stały się codziennością, państwo musi zacząć rozmawiać z ludźmi tak, jakby to zagrożenie traktowało poważnie.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.